Dzisiejszym wpisem kończę już serię o (bez)wypadkowych autach. Najważniejsze, co chciałem napisać, napisałem w “Jak to jest z tymi bezwypadkowymi“, “Przepisie na Rodzyna” i ostatnio w “Bezwypadkowe auta 2 w 1“.

Pozostało jeszcze zaproponowanie wam zrobienie małego doświadczenia:

1. Weźcie do ręki pudełko zapałek
2. Wysuńcie szufladkę z zapałkami i trzymajcie samą zewnętrzną warstwę (tę na której bokach jest powierzchnia trąca)
3. Ułóżcie ją wzdłuż (a nie w poprzek) dłoni i ściśnijcie tak, żeby powstała harmonijka. Zapamiętajcie siłę, z jaką musieliście naciskać
4. Teraz wyprostujcie pudełeczko
5. Po chwili pudełeczko będzie miało poprzednie wymiary zewnętrze, ale będzie wyraźnie widać, ze jest pofałdowane
6. Teraz ponownie połóżcie to puste pudełeczko wzdłuż dłoni i ściśnijcie tak, żeby powstała harmonijka

CZYŻ SIŁA POTRZEBNA DO PONOWNEGO ZGNIECENIA
NIE BYŁA O WIELE MNIEJSZA NIŻ ZA PIERWSZYM RAZEM ???

 

No właśnie – była. Tak samo jest z np. pofałdowanymi podłużnicami, progami, słupkami dachowymi czy błotnikami, które zostały wyprostowane i pomalowane.

Tak więc moje zdanie jest takie – jeśli naprawa powypadkowa np. po zderzeniu czołowym polegała jedynie na prostowaniu uszkodzonych części, no ew. na wymianie błotników na inne, ale prostowaniu podłużnic i słupków, to takie auto jest o wiele mniej bezpieczne w przypadku ponownej czołówki. Po prostu złoży się ono tak samo łatwo jak wyprostowane pudełeczko od zapałek.

Dodatkowo – jak już zdążyliście przeczytać np. w przepisie na Rodzyna – często w takich uzdatnionych autach zamiast poduszek powietrznych są założone plastikowe zaślepki. A jak wiadomo – one się nie otworzą, żeby zamortyzować siłę uderzenia i zmniejszyć obrażenia.

Tak samo mało bezpieczne w przypadku ponownego zderzenia są auta, w których wycięto uszkodzone elementy i na ich miejsce wspawano inne (i to nawet nie chodzi o wspawanie całej ćwiartki). Jeśli nie wierzycie, to proponuję wam obejrzenie tego filmiku:

Jako, że jest to fragment brytyjskiego programu Fifth Gear, językiem jaki tam usłyszycie będzie język angielski. Dla osób, które z angielskim nie są na bieżąco, daję małą opisówkę:

Prowadzący 5th Gear, Jonny Smith kupuje z ogłoszenia taniego Forda Focusa z 2000 roku. Wciela się w skórę typowego nabywcy i cieszy się, że udało mu się zrobić dobry interes. Po chwili jego srebrny Focus zderza się czołowo z niebieskim Focusem z tego samego rocznika. Prędkość obu aut to 30 mil na godzinę, czyli 50 km/h. Efekty widzicie sami. Uszkodzenia srebrnego Focusa są sporo większe. Jonny pokazuje to szczególnie dobrze gdy siada za kierownicą obu aut. Prowadzący dziwi się: „Dlaczego mój samochód wypadł tak blado w porównaniu z tym drugim?”.

Kolejne ujęcie to wizyta w warsztacie. W 2 minucie i 51 sekundzie filmiku doskonale widać miejsce, w którym został odcięty uszkodzony fragment podłużnicy i wspawany inny. Pada stwierdzenie, że ten Focus zaliczył w przeszłości czołowe zderzenie. Chcę wam z grubsza przetłumaczyć jaka padła odpowiedź na pytanie Jonnego: „Co się stanie jeśli będę miał wypadek tym samochodem?

„Jest takie prawdopodobieństwo, że zniekształci się on zbyt wcześnie. Powinien się on zniekształcić (pod wpływem przyjęcia na siebie impetu uderzenia – przyp. tylik) w odpowiedniej sekwencji tak, żeby osoby siedzące w przedziale pasażerskim były chronione. Z drugiej jednak strony, jeśli naprawa została „przedobrzona” (całość jest zbyt twarda i sztywna – przyp tylik), podłużnice wepchną do kabiny pasażerskiej silnik wraz z jego osprzętem.”

Ciekawe jest to, że kilka dni temu, dwie różne stacje diagnostyczne zaliczyły temu Focusowi badanie techniczne (MOT Test Certificate). Trzeba pamiętać, że polskie stacje diagnostyczne też raczej nie widziałyby problemu, żeby podbić temu Focusowi dowód rejestracyjny.

Jest tu jednak mała wpadka – w dokumentach ze stacji diagnostycznej widać wpis „Focus 5dr Hatch 1.6i Ghia”, a na samym początku filmiku, w ogłoszeniu, które pokazuje Jonny jest napisane „00 Ford Focus 1.8 LX”. Jednak na dokumentach od MOT jest napisany nr rejestracyjny X882VUF, który zgadza się z numerami na aucie. Wychodzi więc z tego, że Jonny wskazywał złe ogłoszenie.

 

Jeśli więc nie zależy Ci więc na bezpieczeństwie biernym, jeśli chcesz doznać poważnych obrażeń już po zderzeniu przy prędkości miejskiej, jeśli nie zależy Ci na bezpieczeństwie Twojej rodziny lub znajomych, którzy będą z Tobą podróżować, to kup tanie, bite auto, które zostało naprawione metodą szpachelki i drucika. Jeśli jednak choć na jedno z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco… to już chyba sam wiesz jakiego typu aut nie kupować.

Nie wiesz jak rozpoznać auto naprawione wspomnianą metodą szpachelki i drucika? Poczytaj wcześniejsze posty na tym blogu, jak choćby Dobre auto nie jest złe Cz. I i Dobre auto nie jest złe Cz. II, a sporo się dowiesz.

 

Ps. W filmiku o tym nie wspomniano, ale 2 różne opony na przedniej osi (widać je szczególnie dobrze gdy Focus jest na podnośniku) także nie przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa :p