Jeden lubi śpiewać, drugi lubi tańczyć, trzeci pić piwo siedząc przed telewizorem a czwarty jak mu stopy śmierdzą… Każdy ma to coś…

Ja wręcz kocham prowadzić samochód. Czuję wtedy, że mam kontrolę. Czuję, że maszyna, która od chwili przekręcenia kluczyka w stacyjce staje się częścią mnie, zrobi to o co ją poproszę. Oczywiście w granicach rozsądku i praw fizyki, bo tych – jak wiadomo, nie da się oszukać.

Z prowadzenia auta czerpię frajdę i ogromną przyjemność. I nie chcę, aby coś mi ją odbierało. Chcę czuć, że prowadzę samochód a nie coś, co bardziej można nazwać tramwajem mającym tylko pedał przyspieszenia i hamulca…

W komentarzach do poprzedniego wpisu poruszony został temat skrzyń automatycznych. Wspomniałem tam, że – mówiąc delikatnie – nie jestem zwolennikiem aut „na leniwcu”.

Muszę jednak przyznać, że moje doświadczenia z automatem nie są zbyt bogate (kilka jazd Audi 100 C3 2.3 aut oraz Peugeot 406 HDI aut) i do głosu dojść mogą teraz osoby twierdzące, że moja niechęć do leniwców wynika z ich nieznajomości. Ale z drugiej strony… nigdy mi się nie paliło do tego, aby poznać te automaty bliżej…

W lutym 2008 roku nadarzyła się jednak konkretniejsza okazja – na prawie tydzień pojechaliśmy do znajomej mieszkającej w Lublinie, która miała już wtedy świeżutką, czarną Fabię II 1.6 (105KM) w wersji leniwiec. Teoretycznie, znajdujący się tam sześciostopniowy Tiptronic nie był jeszcze największym złem, bo zawsze można było przejść na tryb sekwencyjnej (samodzielnej!) zmiany przełożeń, ale w tym samochodzie zwyczajnie czegoś brakowało. Brakowało pedału sprzęgła.

Ewa, właścicielka Fabii, traktowała i niestety nadal traktuje jazdę autem jako smutną konieczność (dlatego w salonie upierała się, że dla ułatwienia chce mieć automat) i przez te kilka dni to ja byłem jedynym driverem Panny Fabienne – bo takie jest oficjalne imię Śkody.

Mieliśmy kilka spontanicznych wypadów, np. do Kazimierza Dolnego czy – innym razem – po prostu przed siebie (najmilej wspominam wypad na Rzeszów, choć do Rzeszowa nigdy nie dotarliśmy) i…

W ciągu kilkuset kilometrów nabitych w Fabii, z czego ponad połowa to kilometry przejechane na trasie, tylko przez kilka minut lewarek Tiptronica był w pozycji „D” (klasyczny automat). Przez w zasadzie cały czas sam operowałem lewarkiem, bo chciałem mieć kontrolę nad silnikiem. Ewa wciąż mi się dziwiła i jej powracające pytanie Czemu Ty nie dasz tej wajchy na „D”, tylko ciągle pyrkasz nią w górę i w dół? po kilku dniach stało się prawie, że kultowym tekstem. A ja ciągle jej odpowiadałem, że chcę czuć, że prowadzę samochód a nie jakiś tramwaj…

Przede wszystkim denerwował mnie fakt, że nie miałem czego zrobić z lewą stopą! Przyznaję, że im więcej kilometrów miałem za sobą, tym rzadszy był odruch podnoszenia stopy, aby przed zmianą przełożenia wcisnąć pedał sprzęgła i w końcu opanowałem metodę „lewa stopa leży, prawa ręka klika”, ale cały czas czułem, że czegoś tu brakuje…

Nie wyobrażam sobie posiadania na własność auta z Tiptronic`iem. A gdybym miał mieć klasyczny automat, to chyba bym się powiesił…

Myślę, że „Audi RS4 B5” coś wam mówi. Tym, którzy jakoś się uchowali i nie wiedzą o co chodzi jakby, już mówię, ze jest to auto, które mam nadzieję kiedyś posiadać na własność. Cały czas odkładam pieniądze na jego zakup i późniejsze utrzymanie (zbieram także na zimówki do Audi RS4 B5, ale to temat na inny wpis) i wiem, że jedną z najważniejszych rzeczy – oprócz konkretnego silnika i niepozornego wyglądu – jest właśnie skrzynia manualna, bo (jak już z resztą dawno temu wspominałem): Tiptronic w RS4 B5 nie był nigdy (i słusznie !!!) oferowany.

 

Wiem. Powiecie, że automat to (powiedzmy, że) symbol luksusu, powiecie, że w miejskich korkach nie trzeba co chwilę męczyć się z wbijaniem i wyrzucaniem pierwszego i drugiego biegu. Powiecie też, że w mocnych autach właściwie zawsze stosuje się skrzynie automatyczne, bo lepiej radzą sobie one z przenoszeniem wysokiego momentu obrotowego itd. Ale… ja to odbieram trochę inaczej…

Dla mnie klasyczny automat jest jak głuchoniemy pomocnik murarza, któremu się wydaje, że zawsze wie o co chodzi jego mistrzowi a Tiptronic jest jak pracujący na angielskiej budowie Polak, który angielskiego uczył się kiedyś przez kilka lat w podstawówce.

Ja wyznaję własną zasadę:

Jeśli coś ma być zrobione “po Twojemu” – zrób to sam. I automatycznym leniwcom nadal mówię NIE!