Czy ktoś chciałby jeździć kilku- czy nawet nastoletnim autem, które wygląda na „bezwypadkowe po tylko drobnej stłuczce”, ale które nie ma już poduszek?
to znane już chyba wszystkim z was zdanie. Znane, bo zawarte w opisie poniedziałkowego Rodzyna i we wcześniejszym Co mam do bitych?

To jak to jest? Czy ktoś chciałby jeździć takim autem? Hmmm… wiem, że Sebastian nigdy nie chciał…(kliknij na poniższe zdjęcie, aby zobaczyć więcej fotek)

Witaj tylik,

Kilka miesięcy temu kupiłem od “znajomej” Seata Leona TDI 90KM 2001 i niestety nie sprawdziłem elementów bezpieczeństwa w pojeździe a potem trafiłem na Twoje artykuły. Kontrolka poduszek gasła właściwie. Po pewnym czasie, przypadkiem okazało się że odpadła zaślepka z poduszki pasażera i w środku pustka… no nie całkiem pustka, bo był tam rezystor.

Po głębszym sprawdzeniu okazało się że w kierownicy jest poduszka ale nie z roku produkcji auta oraz że zamiast gazowych napinaczy pasów są oporniki. Po rozmowie ze sprzedającą nagle się okazało, że auto nie było przez nią sprowadzone z Niemiec tylko kupione w komisie ale tak, że w papierach jest tylko ona i nic nie wie o brakach. Sama jeździła z rodziną tym samochodem.

Dzięki, że dotąd doczytałeś. A teraz pytanie:

Czy uważasz ze warto montować te elementy, zakładając ze sterownik pewnie był resetowany i nie wiadomo jak się zachowa w przypadku wypadku? Na razie auta nie planuję sprzedawać wiec nie myślę o moralnej odpowiedzialności za następnego właściciela. Sam jeżdżę z żoną i dzieckiem.

Z góry dzięki za odpowiedź
Pozdrawiam
Sebastian

 

Hmmm… szkoda mi Seby. Kupił Leona, cieszył się, że TDI mu mało pali itd., aż przypadkiem dowiedział się jaka jest prawda i zobaczył co w sobie kryje jego cudo. Napisałem mu, że musi teraz po prostu mieć świadomość, że w razie (ODPUKAĆ) wypadku, jego auto złoży się o wiele łatwiej niż Leon, który nigdy jeszcze w wypadku nie uczestniczył (podałem przykład pudełka od zapałek, o którym wspominałem w Auta powypadkowe – bezpieczne czy nie?, a dodatkowo – jego Leon nie otworzy przed pasażerami poduszek powietrznych, bo w takiej sytuacji nie ma szans, żeby układ zadziałał poprawnie (bo przecież ta zamontowana, używana poduszka kierowcy nie daje żadnej gwarancji zadziałania). Napisałem mu o spasowaniu auta, wspomniałem o krzywym słupku „A” po stronie pasażera itd…

Napisałem, że skoro Leony z 2001 roku z 90- konnymi dieslami wyceniane są teraz na około 18 – 22 tys. zł to montaż kompletnego i nowego układu Airbag (poduszki, napinacze, sterownik, taśmy, czujnik opóźnień itd.), za który trzeba by zapłacić mniej więcej połowę obecnej wartości auta jest – lekko mówiąc – mało opłacalny.

Mój mail był po prostu mało optymistyczny.
W odpowiedzi dostałem:

(…) Byłem na stacji diagnostycznej i mówili ze nie jest tak źle. Podłużnice proste, dostał od strony kierowcy i jest ona “spawana” z 30 cm od przodu. Z drugiej strony nie mogło to być aż tak niewinne skoro poduszki ruszyły. Słupki nie były spawane ale zgięte – tak mi się wydaje bo zdjąłem listwy boczne szyby przedniej.

Powiedz w takim razie co z tymi wszystkimi autami w których airbagi wystrzeliły? Czy ludzie wymieniają instalacje w ASO? Czy na zachodzie je sprzedają i auta jadą do nas? A u nas co się dzieje, auta jadą na wschód?
Czy takie zabezpieczenia są jednorazowe biorąc pod uwagę koszt ich wymiany?

 

Co mi pozostało? Musiałem napisać kolejnego mało optymistycznego maila, w którym napisałem, że po prostu jego Leon ma przyspawany i pomalowany kawałek podłużnicy, chociaż z drugiej strony należy się cieszyć, że wspawane jest tylko 30 cm podłużnicy a nie cała ćwiartka.

A co się dzieje z tymi wszystkimi autami, które czy to na zachodzie czy w Polsce ulegają wypadkom i w których strzelają fabryczne poduszki? Cóż… napisałem, że trafiają one do wszelkiej maści Dżdżysławów i Gromosławów, którzy uzdatniają je szpachlą i allegrowymi zaślepkami poduszek po to by wystawić na sprzedaż i uszczęśliwić kolejnego kupca okazyjną ceną. Bo taka przecież jest prawda.

Pisaliśmy do siebie jeszcze kilka maili, w których przewinął się m.in. temat oddania Leona do komisu, w którym kupiła go ta „znajoma”, ale przecież tak naprawdę to nie ma komu oddawać auta, bo zostało ono przez „znajomą” kupione w komisie ale tak, że w papierach jest tylko ona i nic nie wie o brakach. Leon został kupiony na przysłowiowego Niemca! Nie ma więc możliwości, aby wszczynać roszczenia do komisu, bo w świetle prawa żadnego komisu podczas transakcji nie było!

Morał z tej historii nie jest trudny do wyciągnięcia. Sebastian utopił pieniądze i nie wie co ma teraz zrobić – czy jeździć bitym Leonem bez poduszek, postarać się go sprzedać „szczęśliwemu nabywcy” czy może powiedzieć potencjalnemu kupcowi prawdę, mieć czyste sumienie, ale i świadomość, że w takim przypadku dostanie tylko góra połowę z utopionych już pieniędzy. Ciężka sprawa. Warto, aby wszyscy mieli tego świadomość, bo przy odrobinie nieuwagi, każdy z nas może się znaleźć w identycznej sytuacji!

 

A Leon? Leon wieczorami stoi na parkingu i też się pewnie zamartwia, bo nie wie, co z nim będzie. I jakiś on taki smutny…