Dobrze Sewkor w komentarzu do poprzedniego wpisu napisałeś: „Z tą bezwypadkowością to naprawdę jest duży problem”. Odpisałem Ci wtedy, że w kolejnym moim wpisie rozwinę ten temat. Słowa dotrzymuję.

Jak to jest z tymi bezwypadkowymi? No właśnie? Jak? Liznąłem ten temat już dobrych kilka miesięcy temu i dziś liznę go ponownie. Wiemy już co mówi polskie prawo, wiemy też co mówi głos ludu, który przyjmijmy, że reprezentują znani i lubiani Panowie Dżdżysław i Gromosław.

Czas na kilka praktycznych przykładów. Przejrzałem na szybko ogłoszenia na niemieckim mobile.de i wybrałem kilka interesujących ofert. Poszukiwałem popularnego ale uszkodzonego auta – czyli takiego, które będzie można łatwo sprzedać po zakończonym procesie uzdatniania czy wręcz reanimowania. Golf IV, którego zresztą też wybrałem na potrzeby wpisu Przepis na (bezwypadkowego) Rodzyna wydaje się wręcz idealny.

W Niemczech można kupić wiele uszkodzonych Golfów i to tylko od pomysłowości, zdolności i chęci polskiego uzdatniacza zależy, na który egzemplarz się on zdecyduje. Egzemplarz, który później najprawdopodobniej wystawiony będzie jako bezwypadkowy. Do wyboru są na przykład:

1. Bezwypadkowe kosmetyczne

oraz

Czyli typowe przykłady na kosmetyczne uszkodzenie auta. Niewinne, parkingowe otarcie po stronie pasażera czy uszkodzenie zaczepów mocujących zderzak nie stanowią najmniejszego problemu. Wystarczy zainwestować trochę pieniędzy, zaszpachlować i polakierować bok czy wymienić zderzak i będzie po temacie. Trzeba brać oczywiście poprawkę, że mały zakres szkód na zdjęciach może w rzeczywistości kosztować dość sporo, bo uszkodzone mogą być także elementy, których nie było widać na pierwszy rzut oka. Nie mniej jednak – generalny koszt naprawy takich bezwypadkowych kosmetycznych nie będzie wysoki. Wysoka będzie jednak cena zakupu auta, a co za tym idzie, po naprawie jest szansa na raczej skromny zarobek.

Zarobek zarobkiem, nie o niego mi tu teraz chodzi. Chodzi o to, że po naprawie te auta naprawdę będą bezwypadkowe.

 

2. Bezwypadkowe lekkie

oraz

Wiele tu zależy od interpretacji. Z jednej strony, uszkodzenia są w zasadzie małe i wygląda na to, że Golfy nie wyhamowały pod światłami i uderzyły w poprzedzające auto z prędkością rzędu 30 km/h. Uszkodzenia niewielkie, ale siła i czas uderzenia miały na tyle wysokie wartości, że sterownik Airbag zadecydował o odpaleniu poduszek, co widać z resztą na zdjęciach.

Ale z drugiej strony – część ludzi, pamiętając właśnie o wystrzelonych poduszkach, może już kwalifikować auto do grupy „wypadkowych”. A co z autami, które nie miały na pokładzie poduszek a mają identyczne uszkodzenia zewnętrzne? Gdzie należy sklasyfikować auto bez uszkodzonych poduszek (bo ich seryjnie nie było) i z jedynie uszkodzonym przednim pasem? Skoro prędkość najazdowa na poprzedzające auto była niska to istnieje spore prawdopodobieństwo, że nikt nie został poszkodowany i na logikę wychodziłoby, że mowa tu o kolizji a nie o wypadku. Potwierdzenie tych słów znajdziemy przecież w definicjach „kolizji drogowej” i „wypadku drogowego”…
Gdzie ja bym zakwalifikował przedstawione tu Golfy z wystrzelonymi poduszkami? Hmmm… Szczerze? Mam problem…

Z jednej strony – istnieją konkretne podstawy, aby przypuszczać, że w większości przypadków, auta te będą uzdatniane (celowo nie piszę „naprawiane”) po absolutnie minimalnych kosztach i zamiast poprawnie działającego układu poduszek powietrznych będą laminatowe zaślepki!

A jak autem bezwypadkowym może być auto, w którym zamontowane fabrycznie poduszki wystrzeliły jeszcze w Bundesrepublik Deutschland a w Republic of Poland zostały one zastąpione zaślepkami?

I w odniesieniu do tego, można stworzyć tę druga stronę – jeśli auto miało szczęście, trafiło do dobrego warsztatu i zostało tam naprawione zgodnie z technologią producenta, przy zastosowaniu fabrycznie nowych poduszek powietrznych, taśm, sterownika itd. to w zasadzie można by powiedzieć, że takie auto jest bezwypadkowe.

W zasadzie, bo… najpierw trzeba mieć pewność w jakich warunkach przeprowadzana była ta naprawa i czy faktycznie był np. zamontowany nowy, a nie zregenerowany sterownik.

W tej grupie aut jest właśnie największy problem z określeniem bez- lub wypadkowości.

 

3. Bezwypadkowe konkretne

oraz

Co tu gadać? Konkretnie bite Golfy i – szczególnie w przypadku tego czerwonego kombi – aż się prosi, żeby wszczepić ćwiartkę kupioną za 249 czy za 400 złotych i wystawić auto na sprzedaż.

Jako bezwypadkowe?
A jak autem bezwypadkowym może być auto, którego np. przedni bok został mocno uszkodzony jeszcze w Bundesrepublik Deutschland a w Republic of Poland zostały on wycięty i zastąpiony wszczepioną ćwiartką?

O sporej szansie zastąpienia uszkodzonych poduszek zaślepkami, nie ma co tu nawet wspominać.

Sporo przy takich autach trzeba się nadłubać, ale wesołą kwestią jest to, że takiego 10 letniego Golfa Variant TDI można już kupić za 990 Euro. Przebieg 100 tys. km wydaje się co najmniej dziwny. Czyżby sprzedawcą był jakiś niemiecki Turek czy Polak? Ciekawe. Ale także w tym przypadku mało istotne.

Rachunek jest prosty: 990 euro czyli na tę chwilę jakieś 4300 zł + transport z Niemiec + 249 czy 400 zł na ćwiartkę + lampy, zderzak itd. (dokładniejszy opis dałem we wspominanym już przepisie na rodzyna). Całość wyjdzie w granicach jakiś 8, 9, w porywach 10 tysięcy zł.

Wystarczy wejść teraz na otomoto i sprawdzić na ile wyceniane są Golfy IV Variant z 90 konnym TDI. Na górze są Golfy III, których nie bierzemy pod uwagę i na tę chwilę, najtańszy Golf IV kosztuje 15 300 PLN brutto, ale jak można przeczytać w ogłoszeniu: Auto do kosmetycznych poprawek lakierniczych. A ceny tych wszystkich igiełek ze 100% oryginalnym przebiegiem, w których nic nie puka i nic nie stuka zaczynają się od osiemnastu a kończą nawet na ponad 20 tysiącach złotych. Dobry interes no nie? Minusem jest to, że najpierw trzeba znaleźć jelenia.

I to właśnie ta grupa „bezwypadkowych konkretnych” jest najbardziej popularną wśród uzdatniaczy. Każdy już chyba wie dlaczego.

 

Jako ciekawostkę podaję jeszcze opcję numer cztery:

4. Bezwypadkowy zmasakrowany

Taaa… Pozostaje mieć tu jedynie nadzieję, że w chwili wypadku w Golfie znajdował się tylko kierowca…

950 euro i zmasakrowane nadwozie sześciolatka dają naprawdę minimalne szanse na to, że jakiś zaradny polaczek wpadnie na pomysł, aby zainwestować w reanimacje tego trupa…

Chociaż z drugiej strony… Przecież Polska to kraj motoryzacyjnych cudów i kto wie, może za jakiś czas na otomoto pojawi się reanimowany, czarny Golf IV Variant 1.4 Special z 2003 roku. Oczywiście w wersji 100% bezwypadkowy…