Dziś będzie mi dane się tym 116d przejechać – Blogo zaszczyci mnie wkrótce swoją obecnością, za co po tysiąckroć będę mu wdzięczny do końca życia.

- napisałem 26 marca jako komentarz w jednym z jego wpisów, w którym pokrótce przedstawiał kompaktowe BMW. Z tą wdzięcznością to bezczelnie skłamałem, ale chciałem zrobić dobry klimat. Wiecie… tak, żeby się chłopak choć trochę przed przyjazdem do mnie ucieszył.

Spotkaliśmy się o umówionej porze przy McDonaldzie. Wita mnie Blogo. Zdyszany, zmachany jakiś.

- Co jest? – pytam
- Ecodrive – pada dziwnie wykrzywionymi ustami odpowiedź – trzeba się napocić, żeby jeździć w Polsce o kropelce

Zaproponowałem więc, żeby Blogo się przesiadł i żebym to ja przez najbliższy czas prowadził lśniąco czarną serię 1, pod której maską radośnie klekotał nadal silnik patentu Rudolfa Diesla.

- Widać Blogo, że znasz się na rzeczy i nie gasisz gorącego turbodiesla zaraz po zakończeniu jazdy – rzuciłem lekko chcąc podbudować swój prestiż jako człowieka, który o technice motoryzacyjnej mógłby przegadać niejedną godzinę.

- Sie wie – rzucił równie lekko Blogo, puszczając do mnie równocześnie „oczko”. Udałem, że tego nie widziałem.

Pojechaliśmy na toruńską starówkę i ustaliliśmy tam plan, że zrobimy, specjalnie dla Was, nasi Drodzy Czytelnicy, nasz własny odcinek Top Gear. I od razu przystąpiliśmy do jego realizacji, ale jakoś tak…

Blogo opisał to wszystko u siebie, nie ma więc sensu, żebym się powtarzał

i pozostaje mi tylko podsumować, że kolejne akcje mające robocze kryptonimy Piorun,

Drift,

czy Żużel

za bardzo wychodzić nam niestety nie chciały.
No tak… w końcu jaki kraj, taki Top Gear. Co zrobić :/

Ale najgorsze było to, że z powodu ciągłego pasma niepowodzeń Blogo się jakoś dziwnie zachmurzył i mina mu posmutniała. Zaczął mi nagle opowiadać o jakimś miejmy nadzieje chwilowym kryzysie pomiędzy nim a jego ukochaną Rybą, który zaczął się po tym jak Blogo chciał szarmancko wykonać premierową misję, którą dostał od BMW.

Nie dość, że Małgorzata Socha była wtedy z rozwoju wydarzeń raczej niezadowolona, to jeszcze bardziej niezadowolona była i nadal jest Ryba…

 

Zaproponowałem, żeby pojechać na drugą stronę Wisły, gdzie (jak się spodziewałem) Blogo będzie mógł się spokojnie na tle panoramy Torunia wygadać.

Powiedziałem, że byłem tam kiedyś z Agnieszką, bo jest to takie specyficzne, romantyczno – klimatyczne miejsce i myślałem wtedy, że taka informacja będzie akurat pomocna. Myliłem się.

Udało się jednak rozwiać dziwnym trafem powstałe wątpliwości, po czym zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć i zaczęliśmy rozmyślać nad nowym pomysłem:

 

KONKURS

 

Zamiast się jednak samemu nad nim rozwodzić pozwolę sobie skopiować tekst, który zamieścił u siebie już Blogo:

Na moim blogu (lub u Blogo) zostaw komentarz, w którym wychwalasz nas pod niebiosa. Że jesteśmy fajni, przystojni i tacy kreatywni. Że świetnie piszemy. Że nie ma lepszych od nas. Nagrodzimy autorów trzech najlepszych komentarzy. Nagrodzimy czymś takim:

Piernikami nagrodzimy, a nie autem BMW, żeby było jasne.

Dlaczego konkurs polega na chwaleniu nas? A dlaczego by nie? Gdybyście mieli możliwość, by za niewielkie pieniądze (8,49 za pudełeczko) poprawić sobie nastrój w czasie wiosennego przesilenia – nie mówcie, że byście tego nie zrobili! ;)

Konkurs trwa przez tydzień. Wyniki ogłosimy w środę 13 kwietnia. By dla trójki z Was odczarować tę pechową liczbę. A dla pozostałych uczynić ją jeszcze bardziej pechową.

No to start – chwalcie nas w komentarzach!