Z tego co się zorientowałem, amatorzy, spece od detailingu wezmą coś takiego na warsztat za 700-800 zł. Polerka lakieru, usunięcie wad, woskowanie, wymycie nadkoli, silnika, wnętrza, pranie tapicerki, wymycie felg, polerka końcówki wydechu. Czernidła na opony i plastiki.

Dalej już tak jak mówisz. Zabawa z żarówkami, dolanie oleju. Na dobrą sprawę jeszcze cofnięcie przebiegu tak do 80 000 (bo przecież fura wygląda jak nówka – dziadek który miał ją wcześniej nawet do kościoła nie bardzo jeździł). Ogłoszenie: bezwypadkowy, niepalący, nic nie stuka i puka, bez wkładu finansowego, oryginalny przebieg.

Wysyłałem Ci Tylik kiedyś na maila jak się picuje na sprzedaż Astrę.
- napisał w komentarzu do poprzedniego wpisu dejko.

A no wysłałeś Paweł, wysłałeś. I dziś właśnie Twoje znalezisko obejrzymy nieco dokładniej.

Tytuł „Car Of The Week” w 39 tygodniu 2011 roku otrzymuje Opel Astra G:

Dejko, który na co dzień prowadzi własnego bloga podesłał mi już jakiś czas temu linka do ciekawego wątku z brytyjskiego forum detailingworld.co.uk na którym widać stopniowy proces upiększania Astry G.

Fatalnie się prezentujące nadwozie stopniowo nabierało nowego wyglądu i po zakończeniu prac wydaje się, że stoimy przed innym autem. Autor prac zgodnie z życzeniem właściciela nie lakierował poobdzieranego przedniego zderzaka i jak można zobaczyć na trzecim zdjęciu od końca – nie wymienił także „zmęczonej” osłony poduszki powietrznej.

Po co to wszystko? Odpowiedź nikogo akurat nie zdziwi – aby zwiększyć wartość rynkową Astry, która po przeprowadzonej kuracji odmładzającej aż się prosi, aby zacząć ją określać jako „zadbana, serwisowana igiełka od emeryta, nic nie puka, nic nie stuka”

 

Jak to wszystko odnosi się do polskich realiów i do omawianego ostatnio VW Polo? Myślę, że wszyscy już się domyślają…