Wiem, że trochę już części tego wpisu było i nie ma już naprawdę sensu się powtarzać, ale…

Coś mnie jednak zastanawia. Dobra, rozumiem, że ktoś robi „cofkę” o ponad 300 tysięcy km, bo wie, że nie sprzeda auta z licznikiem pokazującym ponad pół miliona km. Ale żeby robić dosłownie kosmetyczne korekty?

Jaga hjort referensvärde fem czyli Polowania na jelenia część piąta.

Na tę Astrę trafiłem zupełnie przypadkowo podczas szukania kandydatów na Rodzyna #25. W oczy rzuciła mi się szwedzka rejestracja OMN 693, którą z ciekawości wpisałem na dobrze już przecież znanej stronie Swedish Transport Agency. I zdziwiłem się, bo zobaczyłem, że podczas ubiegłorocznego szwedzkiego przeglądu

ta Astra miała przebieg dokładnie 167 194 km, co jak dla 9 letniego wtedy auta dawało średnią wartość 18.5 tys. km rocznie. No tak, przecież to benzyniak 1.6 i z założenia nie był on kupiony do pokonywania ogromnych odległości (bo do nich Szwedzi kupują Diesle).

Numer ogłoszenia to C878xxxx – mówi nam on, że ogłoszenie zostało dane do emisji jakieś dwa tygodnie temu i można się domyślać, że auto zostało sprowadzone w maju. Zgadza się – przecież kilka wierszy powyżej stanu licznika mamy pozycję Fordonstatus (status pojazdu), w którym widnieje wpis avställd (2009-05-07) czyli wyrejestrowany 7 maja 2009 roku. Jest to tym bardziej logiczne jeśli będziemy pamiętać, że przecież ostatni szwedzki właściciel miał czas do końca maja, aby zrobić tegoroczny przegląd i pozbył się zwyczajnie auta tuż przed nim.

Jeśli do przebiegu 167.1 tys. km z maja 2008 dodamy dotychczasowy średni roczny przebieg (18.5 tys. km), to łatwo wyliczymy, że prawdziwy przebieg tej Astry w chwili sprzedaży w maju 2009 wynosił około 185 600 km. Po dodaniu (w zaokrągleniu) dwóch tysięcy km, które Astra pokonała, aby dostać się nad Wisłę, otrzymujemy ok. 187 600 km rzeczywistego i prawdziwego przebiegu. A w ogłoszeniu handlarz podaje, że auto przejechało 150 000 km.

Około 37 tysięcy kilometrów (bo nie wiadomo jaki dokładnie przebieg pokazuje teraz licznik) – oto wartość, o którą została dokonana korekta licznika………………………

Brak mi słów…

Rozumiem, że ktoś robi „cofkę” o ponad 300 tysięcy km, bo wie, że nie sprzeda auta z licznikiem pokazującym ponad pół miliona km… Ale cofka o 37 tysięcy?

Wiem, takie są czasy, ludzie wolą kupić auto z niższym przebiegiem i bla bla bla… ale czy ten handlarz naprawdę myśli, że nie sprzedałby Astry, gdyby jej licznik pokazywał prawdziwe ok. 187 tys. km?

Domyślam się, że książka serwisowa, która jest wyszczególniona w opisie pojazdu ma ostatni wpis jakoś przy 130 czy przy 140 tysiącach km i gdyby handlarz chciał bardziej cofnąć licznik to musiałby wyrzucić oryginalną książkę i bawić się w wypełnianie nowej.

Czy to handlarze mają już cofki we krwi i nie ma dla nich innej opcji przed sprzedażą? Czy to może polskie społeczeństwo jest tak (mówiąc delikatnie) mało kumate i naprawdę marudziłoby, że ta 10- letnia Astra ma aż 187 tysięcy przebiegu? I czy w związku z tym handlarze nie mają innej opcji jak kręcenie?

A co gdyby prawdziwy przebieg tej Astry wynosił 150 tys. km – czy wtedy zrobiona by była korekta na 120 czy na 113 tysięcy? Czy może już zostawiono by te oryginalne 150 tys. w spokoju? Czy korekcja licznika to już taki sam zabieg jak mycie nadwozia?

 

Jeśli czyta to jakiś człowiek, który zawodowo zajmuje się sprzedażą aut i któremu mniejsze i większe cofki nie są obce to niech napisze proszę w komentarzu swój punkt widzenia (można oczywiście podpisać się jako xxx, jako mail podać xxx@xx.pl i użyć jakiegoś serwisu, który zmieni IP – w porządku. Nie będę wykorzystywał żadnych podanych danych)

Czy naprawdę to kosmetyczne kręcenie licznika w Astrze było potrzebne? Czy bez niego nie udałoby się sprzedać auta? Jeśli ktoś może to niech mi to proszę wyjaśni, bo ciężko mi to jakoś ogarnąć…