Odnoszę się tu teraz m.in. do starego wpisu Otwórz oczy przy TDI czy choćby do opisu pierwszego Rodzyna, w których można było przeczytać, że auta opisywane jako „bezwypadkowe” mają jednak jakąś tam historię i wizyty u blacharzy i lakierników.

Polskie przepisy mówią, że o wypadku możemy mówić dopiero gdy w wyniku zderzenia auta z przeszkodą choć jedna osoba znajdująca się w aucie została ranna lub zginęła na skutek odniesionych obrażeń. Dalej możemy przeczytać, że jeśli szkody ograniczają się jedynie do szkód materialnych i żadnemu pasażerowi nic się nie stało, to takiego zdarzenia nie nazywamy wypadkiem drogowym tylko kolizją drogową.

 

I dochodzimy teraz do sedna sprawy. Przyjrzyjmy się takiej sytuacji:

Kierowca i pasażer jadą autem z prędkością np. 80 km/h. Obie osoby mają zapięte pasy bezpieczeństwa. Z jakiegoś powodu – nie jest on tu istotny – samochód uderza czołowo np. w betonową ścianę. Przyjmijmy, że był to kilkuletni model auta klasy wyższej, wyposażony w poduszki powietrzne, kontrolowane strefy zgniotu itd.

Systemy bezpieczeństwa zadziałały poprawnie – poduszki się otworzyły, pasy z pirotechnicznymi napinaczami utrzymały ludzi w prawidłowej pozycji, a dobrze zaprojektowane strefy zgniotu przyjęły na siebie cały impet uderzenia. Kierowca i pasażer odpinają pasy i wysiadają z auta o własnych siłach. Są zdziwieni, ale jednocześnie szczęśliwi, bo widzą, że absolutnie nic im się nie stało. Uszkodzonym autem się nie przejmują, bo wiedzą, że ich życie i zdrowie jest najważniejsze.

Właściciel – przyjmijmy, że jest majętnym człowiekiem – postanawia sprzedać uszkodzony samochód i kupić sobie nowy. Rozbite auto kupuje Pan Gromosław (imię zostało wybrane losowo), który wraz z Panem Dżdżysławem (kolejne wybrane losowo imię męskie) naprawia je metodą szpachelki i drucika. Prostują więc podłużnice, błotniki i maskę, spachlują na prawo i lewo, wstawiają kupione okazyjnie używane lampy od rozebranego “Anglika”, zderzak i atrapę chłodnicy. Nie zapomnieli oczywiście o polakierowaniu całego przodu. Auto było naprawiane po absolutnie minimalnych kosztach, było naciągane na przysłowiowe oko bez użycia żadnych przyrządów pomiarowych i efektem tego jest złe spasowanie maski z błotnikami, maski z lampami czy błotników z drzwiami. Ale kto się tym przejmuje? Dżdżysław i Gromosław na pewno nie.

Wszechstronnie uzdolnieni mechanicy kupili na allegro nowe zaślepki airbagów z twardego laminatu i przykręcili do nich stare moduły, ale już z odciętymi poduszkami (które przecież wystrzeliły podczas wypadku). Zrobili także mały „upgrade” systemu, tak, żeby nie świeciła się kontrolka sygnalizująca błąd w układzie airbag. Upgrade oczywiście w wersji “minimum wysiłku” czyli kontrolka została zwyczajnie odłączona lub podpięta na krótko do kontrolki ładowania. Słowem – mechanicy pojechali po całości w stylu “przepisu na Rodzyna“.

Następnie wystawili auto na sprzedaż na kilku najpopularniejszych portalach internetowych. Co zamieścili w opisie? Taką tam, standardową regułkę typu:

“od pierwszego, niepalącego właściciela, zadbany, serwisowany, garażowany, prawdziwa igiełka, 100% oryginalny niski przebieg, nic nie puka, nic nie stuka, tylko lać i jeździć, super okazja, naprawdę warto, gorąco polecam”

Poniżej dopisali jednak jeszcze jeden przymiotnik: BEZWYPADKOWY.

Najsmutniejsze w tej historii jest to, że w świetle prawa oni nie zrobili nic złego, ponieważ to auto faktycznie jest bezwypadkowe. Tzn. uczestniczyło w zdarzeniu drogowym, ale jako, że nie ucierpiał w nim żaden człowiek, zdarzenie to zakwalifikowane zostało jako „Kolizja Drogowa”.

I tak oto, Pan Gromosław i Pan Dżdżysław mają czyste sumienia, ponieważ oni nikogo nie oszukali. Wiedzą, że auto miało kolizję, ale nie miało wypadku. Napisanie więc w ogłoszeniu „bezwypadkowy” nie jest według nich czymś złym czy niepoprawnym. A to, że auto było klepane byle szybko i tanio, a to, że ma na sobie konkretną warstwę nałożonej byle jak szpachli, a to, że zamiast poduszek powietrznych założone są laminatowe zaślepki…

Eee… szczegóły… Ważne, że – w świetle prawa – auto jest BEZWYPADKOWE.

 

Potwierdza to tylko to, że w dzisiejszych czasach przymiotnik “bezwypadkowy” absolutnie o niczym nie świadczy i w ogłoszeniach tych aut, które naprawdę nie były nigdy uszkodzone, powinno się więc dodawać: „bezwypadkowy, bezkolizyjny”.