Jest to mój stary artykuł, opublikowany już dawno temu na innym serwisie. Przeklejam go tu.

Dużo czasu upłynęło od czasu publikacji mojego ostatniego artykułu, ale jakoś tak zwyczajnie wyszło, ze nie miałem o czym pisać. Wczoraj nawinął się ładny temat, który chciałbym tu teraz nieco rozwinąć…

Ci, którzy choć raz zajrzeli na mój motofaktowy profil, zdążyli pewnie przeczytać, ze nie przebywam obecnie w Polsce, tylko na bardzo ostatnio popularnej wśród naszych rodaków zielonej wyspie. W jednym z moich wcześniejszych artykułów napisałem, że (cytuję): „Irlandia to zupełnie inny świat. Nie dość, że ludzie są życzliwi i uśmiechnięci, w pubach czarne piwo głównie podają, w sklepach w Euro się płaci, samochody jeżdżą po złej stronie ulicy, to jeszcze jako nowe kosztują jednostkowo o wieeele mniej niż w Polsce!” I zdanie to podtrzymuje, tym bardziej po wczorajszym dniu.
Chce żebyście trochę się dowiedzieli jak jeżdżą „Irysy” czyli Irlandczycy. Ale to już punkt po punkcie.


1. Trasa

Trafiła mi się wczoraj trasa: Dingle (gdzie mieszkam i pracuję) – Dublin (chyba nie musze pisać, że to stolica Irlandii Południowej) i z powrotem do Dingle. Trasa ma nieco ponad 350 kilometrów w 1 stronę, razem więc wychodzi, że nabiłem sobie kolejne 700 kilometrów do irlandzkiego doświadczenia za kółkiem. Trasa przebiegała najpierw drogą lokalną N86 (Dingle – Tralee), później drogą krajową N21 (Tralee – Limerick), następnie krajową N7 (Limerick – Portlaoise), która tuż przed Portlaoise płynnie przechodzi w autostradę M7. Autostrada kończy się tuż za Naas i ponownie płynnie przechodzi w (tym razem już ekspresową) N7, mającą 2 a później nawet 3 pasy dla 1 kierunku. I tą szeroką N7`ką to już prosto do Dublina.


2. Auto

Prowadziłem Seata Ibizę z 1999 roku, który należy do mojego znajomego. Jednak – jak on to sam stwierdził – jest to długa trasa i nie chce on w nią jechać sam. Oczywiście okazałem się dobrym kolegą i zaoferowałem, że mogę jechać z nim i co więcej, to ja będę cały czas prowadził. W aucie jest silniczek o pojemności 1 litra, który potrafi wykrzesać z siebie 50 KM przy 5000 obr/min i 86 NM przy 3000 obr/min. Fakt, ze auto waży tylko 945 kg dużo tu nie pomaga. Katalogowo auto osiąga 100 km/h po 19,4 sekundy (!!!) a prędkość maksymalna to 145 km/h. Podsumowując – silnik tylko udaje, ze rozpędza auto. No ale dosyć tych suchych danych technicznych, czas zacząć pisać to, o co mi od początku chodziło.


3. Kierownica po złej stronie

Jak już pewnie wszyscy wiedzą, w Irlandii obowiązuje ruch lewostronny. Kierownica znajduje się więc nie po lewej, ale po prawej stronie auta. Musze przyznać, że przez pierwszych kilka kilometrów było mi strasznie dziwnie i prawa ręka odruchowo szła mi na lewarek zmiany biegów, ale zamiast go dosięgnąć… uderzała w drzwi :/ Jednak już po kilku minutach się przestawiłem i przyznaje uczciwie, że już teraz nie widzę żadnej różnicy między prowadzeniem auta w Irlandii a w Polsce. I myślę, że każdy, kto jeździł najpierw w Polsce a później miał możliwość kierowania autem na wyspach powie to samo. Według zasady – „Polak potrafi”, trzeba się tylko przez chwile przyzwyczajać i już.


4. Autostrady, drogi ekspresowe i zwykłe

Gdybym miał porównać szerokość i jakość głównych dróg, to – jak się pewnie już większość z was domyśla – napiszę, że tu jest inny świat. Wszystkie drogi krajowe są szerokie, zawsze mają asfaltowe pobocza i min. 3 rzędy “kocich oczek” – rząd na osi jezdni i po jednym rządku na każdym poboczu. Oczywiście w Polsce też są takie drogi, ale trzeba przyznać, że tak naprawdę, to dopiero teraz zaczęły być one budowane. Jak choćby uczęszczana przeze mnie dość często swego czasu trasa Toruń – Warszawa (przez Sierpc i Płońsk). Kto miał możliwość jechać nią kilka lat temu, ten będzie wiedział o czym mówię. Teraz jakieś 20 kilometrów na wylotówce z Torunia jest zmodernizowane, ale to i tak kropla w morzu potrzeb. Nie będę się jednak tutaj pastwił nad jakością polskich dróg itp., ponieważ wiem, że Irlandia ma tu pewną, ogromną przewagę – zimą temperatura bardzo rzadko spada poniżej zera a śnieg jest tu naprawdę jakimś wyjątkowym zjawiskiem atmosferycznym. Taki to klimat. I to dlatego irlandzkie drogi nie mają co roku tylu tysięcy nowych dziur, ponieważ zimą nie na nich wody, która wdziera się we wszystkie zakamarki w drodze i – gdy zamarznie – rozrywa ją od wewnątrz…
Jeszcze co do autostrady – na całym odcinku M7, którym jechałem, nie ma żadnych bramek i w związku z tym jedziemy sobie na M7 za darmo.


5. Prędkości przejazdowe

Było to dla mnie duże zaskoczenie, bo jak na takie świetne drogi to prędkości przejazdowe są niskie – tzn. przepisowe. Bo czy wyobrażacie sobie sytuację, że na drodze z 3 pasami ruchu dla jednego kierunku wszyscy jadą na skrajnie lewym (tzn. tym najwolniejszym) i na środkowym pasie i wszyscy trzymają przepisowe 100 km/h ? Jak ja to zobaczyłem, to naprawdę byłem zdziwiony. Bo ja – wychowany w Polsce, przyzwyczaiłem się już do zasady „dzikiego zachodu”. Co oznacza ta zasada? Myślę, że nikomu jej tłumaczyć nie musze.
Na interiowym serwerku zamieściłem 3 pliki z filmikami w formacie .3gp, które nagrałem moim telefonem komórkowym. Jakość nie jest zbyt dobra, ale chodziło głównie o pokazanie klimatu jazdy na ekspresówce. Ściągnijcie sobie filmiki i je obejrzyjcie (będziecie potrzebować odpowiednich sterowników, które znajdują się np. w pakiecie Klite Codec). Zobaczycie na nich, że mając licznikowe 120 km/h i jadąc prawym – tym szybszym – pasem, wyprzedzałem takie auta jak nowe BMW serii 5, Lagunę, czy Skodę Superb. I te moje 120 czy 130 km/h było naprawdę wystarczająco dużą prędkością jak na te warunki. Przecież i tak byłem najszybszy : )
Inna sprawa, że litrowy silnik w Ibizie i tak nie dawał mi jakiś specjalnych rezerw, bo maksymalna prędkość jaką to auto jest w stanie rozwinąć to licznikowe 160 km/h, czyli to będzie właśnie w granicach rzeczywistych 145 km/h (tyle właśnie obiecuje producent). A jeśli miałem świadomość, że mam do przejechania 350 kilometrów bez przerwy, to przecież nie będę cały czas piłować silniczka do 5000 obr/min. Prędkości przejazdowe na poziomie 110 – 120 km/h są tu jak najbardziej na miejscu. I przez całą trasę nie spotkałem się z ani jednym kierowcą, który popisywałby się swoją ułańską fantazją. Heh, chyba wszyscy polscy mistrzowie kierownicy, którzy mieszkają w Irlandii akurat byli w pracy i nie miałem okazji podziwiać ich w akcji.
Bo nie wiem czy o tym wiecie, ale polscy kierowcy zdążyli przez te 4 lata członkostwa w Unii wyrobić o sobie klarowną opinię. Irlandczycy postrzegają większość polskich kierowców za aroganckich, jeżdżących zbyt szybko i zbyt ryzykownie. No cóż – jeśli porównają „polską szkołę jazdy” ze wspomnianą przed chwilą „szkołą irlandzką”, to takie właśnie wnioski nasuwają się same.


6. Kultura jazdy

To właśnie jest ten punkt, który wywarł na mnie największe wrażenie! Uprzejmość, uśmiech i życzliwość – to 3 podstawowe cechy, z którymi można się spotkać podczas każdej podróży autem. Może ktoś powie, że teraz koloryzuje, ale już 2 lata temu zauważyłem, że kierowcy o wiele częściej niż w Polsce wzajemnie się przepuszczają na skrzyżowaniach czy ustępują sobie drogi zsuwając się na pobocze. Uprzejmość zobowiązuje i jak ktoś mnie przepuszcza to wypadałoby podziękować (najlepiej kierunkowskazami w systemie lewy – prawy – lewy a nie światłami awaryjnymi) i – nie musicie mi wierzyć – ale zawsze dziękowałem.

Inną sprawą jest respektowanie znaków poziomych. Taka sytuacja: Droga krajowa N21, jeden pas dla każdego kierunku + pobocze. Ciężarówka jechała 90km/h i oczywiście zsunęła się na pobocze, żeby przepuścić 2 auta jadące za nią. Pierwszym autem była Corolla (sedan) z roku 2007, w drugim aucie jechałem ja. I co widzę? Pomimo tego, że Corolla ma mnóstwo miejsca na swoim pasie i podczas wyprzedzania tylko prawe lusterko wchodziłoby na przeciwny pas, to jednak jej kierowca nie decyduje się na wyprzedzanie. Dlaczego? Bo właśnie znajdujemy się na lekkim zakręcie w prawo i na osi jedni widoczna jest podwójna linia ciągła. Polak w tej sytuacji spojrzałby w przód, bo zakręt nie był ostry i zobaczyłby, że z daleka nic nie jedzie. I w jego mentalności pojawiłaby się zaraz myśl: „przecież nic z przeciwka nie jedzie, mam tu mnóstwo miejsca, wystawie tylko prawe lusterko na przeciwny pas i wyprzedzę tę zawalidrogę”. W mentalności Irlandczyka w tej samej chwili była jednak myśl: „podwójna ciągła”. I nic więcej. Corolla poczekała kilkanaście sekund, zakręt się skończył, kierowca włączył prawy kierunek, spokojnie wyprzedził i co zrobił po chwili? A co by innego? Kierowca ciężarówki zobaczył kolejno lewy, prawy i lewy kierunkowskaz a Corolla oddalała się mając licznikowe 110 km/h. Ja też wyprzedziłem ciężarówkę i jechałem dalej, trzymając się w odległości 100 metrów za Corollą.

Mając w głowie polskie obrazki, była to dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Nie wiem jak wy, ale gdybym ja był na miejscu tej Corolli, to na 99% wyprzedziłbym ciężarówkę na zakręcie.


7. Podsumowanie

700 kilometrów w trasie zrobione w ładny słoneczny dzień z kilkakrotnym przelotnym deszczykiem (jak to w Irlandii często bywa) naprawdę sporo zmieniło w moim podejściu. Oczywiście nadal jakoś dziwnie by mi było gdybym na 3 pasmowej ekspresówce miał jechać cały czas 100km/h, tym bardziej gdy jest ładna pogoda, małe natężenie ruchu itp. Ciągle bym myślał, że ta droga, to aż się prosi, żeby na niej trochę silnik pokręcić, ale z drugiej strony gdybym w przyszłości znalazł się na takiej drodze i na dodatek siedziałbym za kierownicą auta, które ma nie 50KM ale np. 150KM, to przyznaje uczciwie, że zastanowiłbym się przed głębszym wciśnięciem gazu. A wiecie dlaczego? Względy bezpieczeństwa, ryzyko wypadku, bla bla bla… Nie. Zastanawiałby mnie inny wątek. Gdybym nagle wskoczył na taką drogę i zacząłbym pokazywać ułańską fantazję, to przypominałoby mi to trochę taką sytuację:

- Wypuszczono wieśniaka z obory, umyto go, uczesano, dano mu do założenia elegancki garnitur i zaproszono na eleganckie przyjęcie. Posadzono go tam przy stole razem z gentelmenami, których nazwiska to m.in. Audi, BMW czy Mercedes. Nalano mu do kieliszka wytrawnego wina, podano kawior, krewetki itp… A wieśniak przy tym całym towarzystwie szturnął kieliszek, rozlał wino, zaczął mlaskać, bekać i puszczać bąki… -

Specjalnie dla tego artykułu zrobiłem prostą (napisaną w prostym HTML`u) stronkę www, na której znajdziecie kilkanascie fotek i wspomniane wcześniej 3 filmiki w formacie .3gp

STRONKA Z FOTOSAMI I FILMIKAMI

——–
edit z dnia 23.03.2008:

Wczoraj jechaliśmy do Dublina ponownie. Oczywiście znowu byłem kierowcą, na co wcale nie narzekałem. Chce wam tu szybko opisać kilka nowych “irlandzkich ciekawostek”

1. O 3:15 w nocy jadąc przez jakieś pustkowie koledze zachciało się „siku”. Zatrzymałem auto na (szerokim) poboczu, wyłączyłem światła drogowe, zostawiając postojówki. Włączyłem także awaryjne, żeby w razie czego inni kierowcy lepiej widzieli naszą Ibizę. Szczęśliwie, proces kontaktu z naturą przebiegał dla kolegi zgodnie z wcześniej przyjętym planem. Gdy już wszyscy siedzieliśmy w aucie i popijaliśmy jeszcze po łyku kawy (w nocy gorący termosik to podstawa), nagle zatrzymał się obok nas aktualny model Toyoty Avensis, a kierowca z typowym irlandzkim akcentem zapytał mnie: “Are you ok my friend?”. Odpowiedziałem, ze wszystko w porządku, dopijemy tylko kawę i jedziemy. Kierowca się uśmiechnął i pojechał dalej.

Wyobrażacie sobie taką sytuację w Polsce? Czy ktoś z was zatrzymałby się na pustkowiu, gdzie nie ma żadnego zewnętrznego oświetlenia i to tym bardziej przy samochodzie, z którego nikt nie prosi o pomoc? Albo lepiej nie odpowiadajcie tu na to pytanie. Myślę, ze znam wasze odpowiedzi…
2. Zobaczcie, co udało mi się wytropić na jednym z parkingów w Dublinie. Otwórzcie linka, którego zamieściłem na końcu tego edita i obejrzyjcie 2 pierwsze zdjęcia. Ich jakość jest słaba, bo raz, że zdjęcie było robione moim tel. komórkowym, dwa, że zmniejszyłem rozdzielczość do 800×600 (oryginalnie było 1600×1200) a trzy, że było to o 4 rano i nie było jeszcze światła dziennego. Ale nie zmienia to faktu, że… tak, tak… to świeżutkie Audi S8 (rok produkcji 2008) wyposażone w (jak to znawcy tematu zapewne wiedzą) 10-cio cylindrowca w układzie V o pojemności 5.2 litra. Moc? Napiszę tylko, że to auto miało dokładnie dziewięć (!!!) razy większe stado rumaków niż Ibiza, którą dane było mi jeździć

Jeśli chcielibyście posłuchać jak brzmi te 10 cylindrów to wejdźcie tutaj i włączcie filmik nr 2:

5.2 V10 FSI W AKCJI

3. Akurat ten punkt nie będzie niczym specjalnie odkrywczym. Będzie jedynie potwierdzeniem tego, co napisałem już wcześniej, ale chce go tu opisać, bo dobrze mi się on wkomponuje z punktem nr 4, o którym za chwile. A punkcie nr 3 napiszę o Passacie (z silnikiem 1.6 FSI) z rocznika 2007, który – jakżeby inaczej – jechał cały czas przepisowe 100km/h. Na zakręcie zwolnił nawet do 90. Gdy go wyprzedzałem, wystarczyło, że przyspieszyłem do licznikowych 110km/h i już. Jestem na 100% przekonany, że za kierownicą tego Paska siedział Irlandczyk. Opisaną tu sytuację zobaczycie na 3 fotkach, do których linka podałem na końcu.

4. Panie i Panowie! Ogłaszam wszem i wobec, że spotkałem na irlandzkiej N21 ziomka z mojej ojczyzny. Po czym to poznałem? Jechałem sobie spokojne, licznikowe 110km/h (Astra foto nr 1) gdy ujrzałem jadącą przede mną Astrę II z roku 1999. Gdy się do niej zbliżałem, kierowca nie chcąc dać się wyprzedzić, przyspieszył do 120km/h (foto 2). Dotrzymywałem mu kroku i po chwili obaj jechaliśmy już 130km/h (foto 3). Gdy kierowca zobaczył, że przez kilkanaście sekund siedzę mu na ogonie, majestatycznie mrugnął mi raz awaryjnymi, najprawdopodobniej zredukował na czwórkę i wcisnął ile fabryka dała, bo już po 3 sekundach widziałem, że poczciwa Ibizka zostaje w tyle. Astra odjechała, już po zawodach. Zdjąłem nogę z gazu i zacząłem zwalniać do moich 110km/h, a w głowie pojawiła się już myśl: „ułańska fantazja, której brak Irysom”.

STRONKA Z NOWYMI FOTOSAMI