Kończę dziś serię o Bezwypadkowych i… Bezwypadkowych, Kupujących i… Kupujących oraz o Sprzedawcach i… Sprzedawcach.

Kończę, oddając ponownie głos Andrebarowi, który jest autorem dzisiejszego tekstu:

UWAGA! Poniższy tekst jest czystą fikcją literacką a podobieństwo opisanych sytuacji i bohaterów do kogokolwiek jest niezamierzone i przypadkowe.

To były czasy, gdy rower na wsi uchodził za oznakę dobrobytu, motor kojarzył się z przynależnością do klasy wyższej a posiadanie samochodu było marzeniem przeciętnego Kowalskiego czy Nowaka. Czasy, gdzie najpopularniejszym sposobem przemieszczania się były własne nogi albo środki tzw. państwowej komunikacji, które w różnych formach przetrwały do dnia dzisiejszego. W takim klimacie dorastał i kształcił się, obok Nowaka, późniejszy pan Dżdżysław i Gromosław (zapożyczyłem imiona od ulubionych bohaterów Tylika), którzy mieszkali na przeciwko postoju Taxi a w drodze do szkoły zawsze przechodzili obok niewielkiego warsztatu samochodowego.

Ich zainteresowanie motoryzacją sprowadzało się do świadczenia drobnych usług na rzecz taksówkarzy oraz właściciela funkcjonującego nieopodal warsztaciku co przynosiło im drobne z początku profity. Szybko jednak spostrzegli, że ta grupa zawodowa dość dobrze prosperuje a nie musi pracować jak rodzice lub sąsiadka na trzy zmiany i ledwo wiązać koniec z końcem czy jak wujek na wsi chodzić od rana do wieczora za koniem z
pługiem na spacer po polu a wieczorem pleść obok głupot – koszyki.

Pamiętają oni nawet jak kupili swoje pierwsze auto nie mając nawet prawa jazdy! Naprawili wyczyścili pouczyli się jeździć i …sprzedali z zyskiem. Dalej już jakoś samo poszło, Syrenki, Warszawy, Skody, Trabanty….a w międzyczasie… odkupili od schorowanego majstra warsztat bo sprzedając te samochodopodobne szczyty techniki wytwarzane w KDL-ch zauważyli, że kupujący coraz częściej wybrzydzają i kręcą nosem przy oglądaniu. A że to przebieg duży, a to, że zderzak porysowany, w progu dziura jakaś itp. Warsztat więc się przyda. I dla siebie i dla klienta!

Bardzo szybko dostosowali się do potrzeb rynku (sektor prywatny był zawsze najbardziej elastyczny) i “drobne niedomagania” w swojej ofercie zaczęli usuwać (czyt. picować). I tak:
- korygowali przebiegi – aby zadowolić klienta!
- poprawiali kilkuletni fabryczny lakier – aby zadowolić klienta!
czy
- łatali dziury w socjalistycznych blachach – także, aby zadowolić klienta!

Po paru latach Dżdżysław i Gromosław zauważyli, że już wszyscy ich koledzy po fachu tak robią. I wszycy mieli jeden i ten sam cel: zadowolić klienta!

Ponieważ nasi bohaterowie byli spostrzegawczy i nadal chcieli być atrakcyjni cenowo i nadal dobrze zarabiać, obserwując giełdę samochodową doszli do wniosku, że najlepiej bo najszybciej i z największą “marżą” sprzedają się furaki kradzione – przecież taniej i szybciej można do nich dorobić papiery niż siedzieć naprawiać, klepać, szpachlować i malować.

„Interes” szedł świetnie, tańsze auto zawsze znalazło “jelenia” a i konkurencji nie było prawie żadnej no bo kto mógł mieć jeszcze taniej? Ale pewnego razu – prawdopodobnie wskutek zawistnej konkurencji – chłopaki powędrowali na krótki odpoczynek w miejsce odosobnienia od społeczeństwa. Tam mieli czas aby przemyśleć jakie i gdzie popełnili błędy i co robić na przyszłość aby się przed takimi ustrzec. Edukacja i porady prawne kumpli spod celi pozwoliły im nabrać ogłady i nauczyły m.in. jak formułować umowy ogłoszenia.

Dżdżysiu i Gromek po opuszczeniu Wronek wrócili natychmiast do “uszczęśliwiania” klientów, korzystając z okazji otwarcia granic, co niosło ze sobą całkiem nowe możliwości. Składaki były okazją do obejścia idiotycznych zapór celnych i dawały mnóstwo “satysfakcji” celnikom, przygranicznym warsztacikom, podniosły sprawność w składaniu i rozkładaniu aut a co za tym idzie podniosły wiedzę o ich budowie i konstrukcji. W jakim to wszystko celu? Po staremu: wszystko aby zadowolić klienta!

Nasi ulubieńcy nabrali już takiej wprawy w tym składaniu i rozkładaniu, że mogli te czynności robić po ciemku, na wyczucie i w czasie którym zawstydziliby niejednego robota przemysłowego. Ale, że lekcje ekonomi pobierali w innym miejscu niż szkoła szybko doszli do wniosku, że lepsze zyski ale także co ważne – niższą cenę sprzedaży da im kupowanie i naprawa rozbitych. Aby zadowolić ceną klienta!

Nie trzeba było wiele czasu aby spryciarze dostrzegli, że te naprawy to “psu na budę” pracochłonne kosztowne a i tak pokraka. O wiele taniej i często łatwiej jest połączyć ze sobą ocalałe nieuszkodzone części rozbitych aut tego samego modelu! A już najmniej roboty jest przy samym wstawieniu pola numerowego i przełożenia tabliczek znamionowych z dawcy do biorcy (podpatrzyli ten numer u kumpla Szczepana) no bo czego się nie robi dla szanownego klienta aby miał TANIEJ!!!

Zazdrościli Szczepanowi, że w tak krótkim czasie się pobudował i otworzył legalny interes będąc szanowanym biznesmenem. Postanowili pójść w jego ślady tym bardziej, że autami używanymi zaczęło handlować prawie pół Polski . Prześcigali się w nowych pomysłach łupienia klienta, w ogłoszeniach „funkiel – nówkach nieśmiganych 100% bezwypadków” itd.

Ponieważ znali temat “auta” to aby się nie nudzić w domu przed telewizorem Dżdżysław i Gromek pootwierali sobie salony samochodowe – na podobieństwo tych jakie widzieli w Niemczech, Francji i w innych cywilizowanych krajach. Ale jeszcze czasem aby pobudzić w sobie adrenalinę (a może mają to we krwi) “przewalą” klienta na… roczniku. Raz na jakiś czas popchną coś podmalowanego jako oryginalną nówkę, albo w przysalonowym komisie w używce cofnie trochę licznik… no bo to wszystko dla klienta!

Dla kolegi Kowalskiego ze szkolnej ławki co to po podstawówce gdzieś tam do liceum poszedł i czas na naukę tracił a teraz idiota jeździ środkami komunikacji miejskiej bo maluch, którego kupił w ubiegłym wieku dawno wrócił do huty (wtedy jeszcze istniała) a to piękne auto kupione zimą na giełdzie za ciężko uzbierane pieniądze, które odkładał z żoną przez tyle lat pękło na pół przy próbie wymiany kół!!! Pewnie ktoś je odkupi za parę groszy od Kowalskich a oni za jakiś czas znów będą szukać w miarę młodego… ładnego… taniego…

Ech… taka tam… kwadratura koła!