Wiele razy mówiłem, że używane auto można albo kupić tanio, albo kupić dobrze i swoje zdanie podtrzymuję. A co jeśli zrobić kompromis… i samemu kupić dobrego i taniego rozbitka? Czy jest to możliwe?

Czy na aucie „naprawianym dla siebie a nie dla Żyda” można faktycznie zaoszczędzić?

Skoro wiemy, że większość oferowanych w Polsce używanych aut ma za sobą jakieś mniejsze lub większe przygody to równie dobrze sami możemy kupić rozbite auto i porządnie je naprawić, prawda? Ech… gdyby to było takie proste…

 

1. Kupić: Gdzie?

Pytanie pierwsze – gdzie chcemy kupić naszego (wymarzonego) rozbitka – w Polsce czy za granicą? Za Polską przemawia często mniejszy dystans, który trzeba pokonać aby obejrzeć uszkodzone auto na żywo, ale nie jest to regułą, bo przecież mieszkańcy Szczecina, Gorzowa Wielkopolskiego czy Legnicy będą mieli bliżej do Berlina niż do Warszawy.

 

2. Kupić: Od kogo?

Nieraz słyszałem o wszechstronnie zaradnych Polakach, którzy sprowadzali mocno rozbite auta, po czym naciągali błotniki, podłużnice i maski, montowali lekko uszkodzone zderzaki, ba – zakładali nawet zaślepki wystrzelonych Airbagów itd. po to tylko, by wystawić auto jako uszkodzone, „jedynie po drobnej stłuczce”. Przykładem niech będzie choćby to Stilo, którego zdjęcia (po kliknięciu na miniaturę) znajdują się na samej górze dzisiejszego wpisu i którego szczególnie błotnik po stronie pasażera jest zbyt mocno pofałdowany jak na tak ogólnie małe uszkodzenia. Dla porównania daję poniższe zdjęcia:

na których finalne uszkodzenia są porównywalne, ale poziom pofałdowania błotnika jest o wiele mniejszy.

[Edycja: o innych podobnie "dopieszczonych" rozbitkach pisałem później TUTAJ oraz TUTAJ]

Dodatkowo – kupując rozbite auto, które przez jakiś czas jeździło już w Polsce nie wiemy, czy już przypadkiem nie zostało ono np. rok wcześniej „porządnie uzdatnione” po sprowadzeniu zza granicy.

Dlatego lepszą opcją moim zdaniem jest poszukanie rozbitego auta w Niemczech.

 

3. Kupić: Jak mocno rozbite?

Powołać się teraz można na wpis Bezwypadkowe i… Bezwypadkowe, w którym zamieściłem cztery główne kategorie „polskich bezwypadków”.

Jeśli chcemy kupić rozbitka i naprawić go „dla siebie” to automatycznie powinny odpaść opcje numer trzy i cztery, które aż proszą się o wszczepienie ćwiartki czy połówki. A jak powszechnie chyba wiadomo – takie metody nie są przeze mnie polecane.

Pozostaje więc wybranie jakiegoś egzemplarza „bezwypadkowego kosmetycznego” lub „bezwypadkowego lekkiego”, który najlepiej gdyby został odkupiony od pierwszego właściciela. Wiadomym jest, że „kosmetyczne” nie będą tak naprawdę znacząco odbiegały cenami od tych prawdziwie nieuszkodzonych aut i aby cała zabawa w sprowadzanie rozbitego auta miała sens powinniśmy się skupić na autach lekko uszkodzonych.

 

4. Kupić: Jakie auto, który rocznik?

Zasada jest prosta – im bardziej popularne auto tym łatwiej będzie nam kupić do niego wymagane podczas naprawy części. Będą one przy okazji tańsze niż te same części przeznaczone do aut egzotycznych.

Należy kupić możliwie młode auto. Proste – im starszy egzemplarz tym koszt jego prawidłowej naprawy będzie stanowił wyższy procent wartości rynkowej nieuszkodzonego egzemplarza i łatwo może dość do sytuacji, że tak naprawdę oszczędności z całej operacji będą znikome.

Ale z drugiej strony – kupując młode auto należy się starać kupić model stosunkowo ubogi w elektronikę (o ile to oczywiście możliwe), bo koszt wymiany wszelkich uszkodzonych modułów, czujników i sterowników może przyprawić o zawrót głowy! O zawrót głowy może też przyprawić elektronika, która – jeśli będziemy mieli pecha – może zacząć sprawiać problemy pomimo tego, że wygląda na nieuszkodzoną.

 

5. Kupić: Ale który?

Z decyzją o zakupie „bezwypadkowego kosmetycznego” nie będzie większych problemów, ponieważ od razu będzie widać wszystkie mankamenty typu zarysowany czy wgnieciony po parkingowej obcierce błotnik itd.

Ale podczas oględzin „bezwypadkowego lekkiego” trzeba zachować czujność, bo pomijając nawet to, że sprzedawca mógł upiększyć/wyprostować auto (na co kupując auto od rodowitego Niemca jest znacznie mniejsza szansa niż kupując auto od Polaka), to może się po prostu okazać, że uszkodzenia, które na początku wydawały się drobne i wymagające małego nakładu czasu i pieniędzy tak naprawdę będą bardziej rozległe.

Jeśli więc ktoś sam nie ma odpowiednio wysokiej wiedzy to zdecydowanie musi na oględziny rozbitka wybrać się z zaufanym blacharzem/mechanikiem, który na chłodno wszystko obejrzy i wstępnie oceni koszty naprawy.

Pamiętać też należy, że nawet podczas oględzin przez dobrego blacharza mogą nie wyjść na jaw wszystkie uszkodzenia, o których będzie się można dopiero dowiedzieć podczas rozbierania auta w warsztacie.
Dodatkowo – kupując auto, które nie jest w stanie samodzielnie jeździć skazujemy się niejako na zakup w ciemno pod względem mechanicznym. Co jeśli podczas niewinnie wyglądającego zderzenia ucierpiały mechanizm różnicowy, skrzynia biegów czy wysokociśnieniowa pompa wtryskowa? Podczas oględzin zaparkowanego auta ciężko będzie wychwycić takie usterki a wyjdą one na jaw po naprawie i pierwszej jeździe próbnej.

Tak czy inaczej – kupując rozbitka „dla siebie” należy nastawić się na droższą naprawę w renomowanym warsztacie i omijać wszelkie „garażowe warsztaty”, które m.in. nie mają możliwości pomiaru punktów bazowych auta.

 

6. Kupić: I jak przyjechać?

Jeśli kupimy „bezwypadkowego kosmetycznego” to istnieje ogromna szansa, że będzie można nim wracać bezpiecznie do domu (jak się często czyta w ogłoszeniach) „na kołach”, ale jeśli będzie to już „bezwypadek lekki” to może pojawić się problem, bo nawet jeśli auto jest w stanie jako tako doczłapać się do wybranego warsztatu to wystarczy pierwsza lepsza kontrola drogowa i problemy będą gwarantowane, ponieważ przepisy jasno zabraniają poruszania się takim uszkodzonym autom po drogach.

Bezpieczniejszą, ale niestety kosztowniejszą opcją byłoby przywiezienie „lekkiego” na kołach… tyle, że kołach lawety.

 

7. Naprawić: Z poduszkami czy bez?

Nawet jeśli jesteśmy zdecydowani na profesjonalną naprawę w renomowanym serwisie posiadającym odpowiednie wyposażenie to zawsze pozostaje pytanie co zrobić z poduszkami powietrznymi.

Na zdjęciach „bezwypadkowych lekkich”, które znajdziecie we wspominanym już wpisie Bezwypadkowe i… Bezwypadkowe widać wyraźnie, że poduszki powietrzne wystrzeliły pomimo delikatnych uszkodzeń przedniej części auta i to tylko od nowego właściciela zależy czy zamontuje on sprawne poduszki czy nie.

Sprawa nie jest jednak taka prosta, bo nowe elementy układu Airbag są drogie, a szukając oszczędności i montując elementy używane nie ma się tak naprawdę pewności czy to wszystko zadziała. Można też oczywiście na własne życzenie wstawić zaślepki i odłączyć bijącą po oczach kontrolkę sygnalizującą błąd w układzie, ale czy o to naprawdę chodzi w naprawie rozbitego auta?

Po więcej informacji odnośnie poduszek zapraszam do obszernego wpisu Sprawdź Airbag!

 

8. Czy warto się w to bawić?

I tak i nie…
Przede wszystkim, wiele zależy od tego czy sami potrafimy ocenić stopień uszkodzenia danego auta.

Po drugie – nawet jeśli na oględziny wybieramy się z blacharzem to musimy mieć świadomość ryzyka, że dopiero po rozpoczęciu prac naprawczych wyjdą na jaw uszkodzenia, które nie sposób było dostrzec podczas oględzin na placu.

Po trzecie – jeśli kupione auto jest rozbite czołowo lub z boku to należy podjąć decyzję co zrobić z wystrzelonymi poduszkami powietrznymi.

Po czwarte – należy zawsze przeprowadzać chłodne kalkulacje podczas zakupów części potrzebnych do naprawy (tyczy się to zarówno części blacharskich jak i elektronicznych), bo jeśli przedobrzymy to nic tak naprawdę się na tym interesie nie zaoszczędzi. O ile montaż używanych drzwi czy błotników pochodzących z legalnego demontażu innych (nie kradzionych) aut nie jest niczym złym, o tyle montowanie pochodzących z niewiadomych źródeł elektronicznych czujników, sterowników czy poduszek powietrznych nie musi okazać się dobrym wyborem…

Jeśli więc znasz się jako tako na mechanice oraz masz wsparcie zaufanych: blacharza, mechanika i lakiernika, którzy mają dostęp do części i odpowiedniego wyposażenia warsztatowego itd. to możesz myśleć o szukaniu lekkiego rozbitka, aby naprawić go dobrze dla siebie, bo istnieje naprawdę spora szansa, że uda Ci się na tym interesie zaoszczędzić trochę złotówek.

Ale jeśli jedynym aspektem takiego zakupu ma być niska cena i chęć posiadania taniego auta, to naprawdę trzeba rozważyć zakup rozbitka i wstawienie go do pierwszego lepszego „garażowego warsztatu”… bo tak właśnie – w parze z pewnym przepisem – powstają w Polsce tanie „100% bezwypadkowe” Rodzyny w wersji „igiełka”…

 

Ja wiem, że wolałbym dołożyć trochę grosza i kupić prawdziwie bezwypadkowe auto lub nie mając większej kwoty wolałbym kupić np. o dwa lata starszy, ale prawdziwie bezwypadkowy egzemplarz wspominanego tu Stilo czy Golfa IV. Auto będzie mogło być gdzieś zarysowane, obtarte itd., ale wiem, że wolałbym, aby miało ono fabryczne podłużnice, słupki, progi i poduszki powietrzne.

Bo co z tego, że zaoszczędzę ileś tam zł na zakupie i naprawie auta, które dostało np. w drzwi, próg i słupek po stronie kierowcy skoro jak będę miał pecha to ktoś inny ponownie uderzy moje naprawione auto w to samo miejsce, a wtedy naciągane słupki i próg złożą się równie łatwo jak wspominane we wpisie Auta powypadkowe – bezpieczne czy nie? pudełeczko od zapałek…

Ale to tylko moja opinia…