I dochodzimy tu do kolejnego wątku, który rozwinę przy najbliższej okazji – w Polsce istnieją kupujący i… kupujący!

Oto ta najbliższa okazja, o której wspominałem w Cofaniu Licznika a odczyt VAG-COMem.

No właśnie! Wspominałem już o tym, że sprzedawcy oferują nam auta Bezwypadkowe i… Bezwypadkowe, czas wspomnieć, że oferują je oni kupujacym i… kupującym.

W moim mniemaniu, osoby, które przychodzą na giełdy, do komisów itd. można podzielić na trzy podstawowe grupy:

1. Kupujący typu Cicho Ciemny

Pierwsza grupa jest niestety bardzo liczna. Należą do niej osoby, dla których auto to albo zło konieczne, bo mieszkają daleko od miejsca pracy i nie mają innej możliwości dojazdu, albo jest czymś co po prostu ma cztery koła i jeździ. Nie znają się oni ma mechanice pojazdowej i jeśli tylko uda się uruchomić silnik, wrzucić pierwszy bieg i skręcić kołami to już się wydaje, że auto jest sprawne, bo przecież jeździ.

W żadnym przypadku nie krytykuję ludzi z tej grupy. Ich przynależność akurat do niej nie wynika z cwaniactwa, chytrości czy impertynencji. Wynika ona ze zwyczajnej niewiedzy i braku obeznania w temacie. W porządku, ja nie wiem ile dokładnie nuklidów ma szereg promieniotwórczy uranowo-radowy, nie potrafię wymienić typów reakcji jądrowych, nie mam także pojęcia jak można rozszczepić jądro ciężkiego atomu uranu (choć fizykom się to udało) i przyznaję się do tego.

Najgorsze jest to, że kupujący Cicho Ciemny do swojej niskiej, czasem wręcz zerowej wiedzy na temat motoryzacji najczęściej się nie przyznaje i wydaje mu się, że sam będzie w stanie sprawdzić czy oferowana w ogłoszeniu bezwypadkowa igiełka jest warta zakupu. Często się jednak okazuje, że radość po takim zakupie nie trwa długo…

2. Kupujący typu Buntownik z Wyboru

Taaaa… ileż to buntowników szosuje po polskich komisach w poszukiwaniu wymarzonych czterech kółek. Ale często jest tak, że oni sami często nie wiedzą czego chcą. To Audi A3 ma ponownie lakierowany lewy błotnik, ta Astra wydaje „dziwne odgłosy”, w tym Focusie pedał sprzęgła jest za bardzo wytarty, Corolla nie ma książki serwisowej, bieżnik opon w Civicu ma tylko 2 mm głębokości, Megane ma porysowaną przednią szybę a w tym siedmioletnim Golfie TDI licznik pokazuje 250 tys. km czyli silnik nadaje się już tylko na złom…

I latają tak oni z komisu do komisu, patrzą, macają, pytają, mierzą, kontemplują, przypuszczają, obmyślają… i w końcu uznają, że nie ma sensu kupować tego auta. Jadą więc do kolejnego komisu i zabawa zaczyna się od nowa.

Najgorsze jest to, że często nic nie jest w stanie ich zadowolić, zawsze znajdzie się coś co musi skreślić dane auto. Fakt, nie twierdzę, że wszystkie oferowane w Polsce auta są takimi igiełkami jak deklarują sprzedawcy, ale trzeba mieć świadomość, że istnieją pewne granice.

Co bardziej zniecierpliwieni sprzedawcy potrafią nawet wygonić takich buntowników i na pożegnanie rzucić w ich stronę tekst typu: „Po nową Astrę to do salonu Opla”. I nie ma im się w sumie co dziwić…

3. Kupujący typu Zimnokrwisty

Takich kupujących można życzyć każdemu sprzedawcy: konkretny człowiek, który posiada pewną wiedzę mechaniczną i który wie jak powinny a jak nie powinny zachowywać się poszczególne podzespoły. Zdaje on sobie sprawę, że takie elementy jak „zmęczone” opony lub porysowany lakier i szyby nie są w używanym aucie niczym szczególnym, świadczą przecież tylko o tym, że auto było używane do tego, do czego zostało stworzone – do jeżdżenia. Wie on, że jeśli spasowanie elementów jest poprawne, ale jeden z błotników czy drzwi były ponownie lakierowane to nie skreśla to auta, bo najprawdopodobniej świadczy to o naprawie po parkingowej obcierce czy stłuczce.

Słusznie zakłada on, że ludzie w zachodniej Europie nie kupują sobie turbodiesli, żeby kurzyły się w garażach, tylko po to, żeby najczęściej jeździć nimi po ok. 30 tys. km rocznie i nie zwraca on nawet uwagi na wskazanie licznika. Tym bardziej, że ma on świadomość ogromnej popularności usług typu „korekcja licznika”. Zimnokrwisty sprawdza spasowanie elementów, bada swoim miernikiem grubość lakieru, zwraca uwagę na pracę silnika, ogląda wnętrze, przegląda dokumenty, robi jazdę testową itd.

Jeśli ma on do czynienia z handlarzem to nie wypytuje o przeszłość auta. Z dystansem podchodzi do usłyszanych informacji, że auto jest garażowane i bezwypadkowe. Nie interesują go cukierkowe opisy z ogłoszenia, bo wie, że w świecie używanych aut nie ma okazji. Są za to naiwni ludzie, którzy w takie “okazje” wierzą.

Klient typu Zimnokrwisty nie marudzi i nie narzeka, bo pamięta, że nie jest w salonie i nie ogląda nowego auta. Zdaje sobie sprawę, że na kilka drobnych rzeczy będzie musiał przymknąć oko, ale najważniejsze jest to, że wie na co można, a na co nie wolno tego oka przymykać.

I właśnie to w największym stopniu odróżnia go od Cicho Ciemnego i Buntownika z Wyboru.

 

Od maja 2004 roku dla wielu zaczęły się piękne czasy: Unia powitała Polskę z mniej lub bardziej otwartymi ramionami, granice w większym bądź mniejszym stopniu zostały otwarte i od tego czasu zaczął płynąć nieprzerwany do dziś strumień używanych, bardzo często ponad dziesięcioletnich aut. Były to mniejsze lub większe igiełki, ale nie miało to znaczenia, bo na początku rozchodziły się one jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Nie miało wtedy także znaczenia to, czy sprzedający miał przed sobą kupującego Cicho Ciemnego, Buntownika czy Zimnokrwistego – wiedział on, że w najbliższym czasie sprzeda sprowadzone auto, bo chłonność rynku jest ogromna.

Ale dzisiaj, po równo pięciu latach od chwili wstąpienia do UE, w Polsce jest tak ogromna nadpodaż sprowadzonych aut, które miesiącami stoją w komisach i czekają na nowego właściciela, że sprzedawcy muszą się liczyć z coraz to nowymi typami kupujących, które są ewolucją a czasem niezbyt udaną mutacją tych trzech typów, o których mieliście okazję przed chwilą przeczytać. Teraz to oni są Panami, bo w kraju oferowanych jest mnóstwo aut.

Tata przychodzący z pociechami, które testować będą sprężystość tylnej kanapy, mąż, który będzie starał się przekonać żonę, że ładny, czerwony kolor to nie wszystko czego powinno się wymagać od używanego auta (Zimnokrwiści mają przecież żony) czy emeryt, który będzie szukał idealnego kandydata na wypady do kościoła to wzięte na szybko przykłady ewolucji. Myślę, że każdy z was może zaraz dopisać kolejne.

Czy sprzedawcy są gotowi sprostać tym kupującymi? To zależy kto i gdzie. No i należy oczywiście pamiętać, że istnieją sprzedawcy i… sprzedawcy…

Temat sprzedawców został rozwinięty w tym wątku.