O tym, że w dzisiejszych czasach na oględziny używanego auta zawsze należy wybierać się z miernikiem grubości lakieru pisałem już niejednokrotnie. Ale pojawia się zaraz pytanie:
Z jakim dokładnie miernikiem? Jaki model kupić? O co w tym wszystkim chodzi?

Jak to powiedział kiedyś ktoś mądry: Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Zasada ta sprawdza się także w przypadku mierników grubości lakieru.
Po wpisaniu w allegrowej wyszukiwarce np. „miernik lakieru” na początku można dostać zawrotu głowy. Różne ceny, różni sprzedawcy i co najważniejsze – różne technologie wykorzystywane przez poszczególne produkty. Który wybrać?
Dla mnie wybór jest prosty, bo tak naprawdę ogranicza się do dwóch produktów:
- magnetycznego miernika AT500, który na Allegro można kupić już za 29 zł (+ wysyłka): (kliknij na poniższe zdjęcie, aby zobaczyć ofertę producenta – firmy MARSE)
lub
- elektronicznego miernika GL-1 Fe, który na Allegro można kupić za 135 zł (+ wysyłka): (kliknij na poniższe zdjęcie, aby zobaczyć ofertę producenta – firmy Prodig-Tech)
Dlaczego wybrałem akurat te dwa produkty? Na pewno nie dlatego, że ktoś mi zapłacił za ich reklamę!
AT500 polecam z czystym sumieniem, bo sam jestem jego posiadaczem. Miernik kupiłem od MARSE poprzez allegrową aukcję i wielokrotnie go już używałem, co można było zobaczyć choćby we wpisach Rodzyn #04 – Audi A4, Rodzyn #06 – Fiat Stilo czy Szpachlowóz dziadka.
Zdecydowałem się akurat na ten a nie inny miernik magnetyczny, bo produkuje i sprzedaje go inteligentny człowiek. Przede wszystkim – nie wciskał i nadal nie wciska on nikomu, że jego produkt mierzy w mikronach. Bo nie mierzy! Wynika to zwyczajnie z prostej ale genialnej zasady działania miernika – mały magnesik umieszczony na końcu rurki przyciągany jest przez stalową blachę i im cieńsza jest warstwa lakieru (która jest niepożądanym ciałem obcym dla magnesu), tym dłużej będzie można odciągać miernik bez oderwania magnesu od blachy.
Analogicznie – im warstwa lakieru (i często szpachli) jest grubsza, tym magnes szybciej straci kontakt z blachą, co idealnie było z resztą widać na filmikach umieszczonych we wspominanym już szpachlowozie dziadka.
Żaden miernik magnetyczny nie mierzy w mikrometrach, ponieważ wynik pomiaru w dużej mierze zależy od gęstości blachy. Wiadomo, że im blacha ma wyższą gęstość tym bardziej przyciąga magnes i jeśli teraz na 2 kawałkach blachy o różnej gęstości mamy identyczną grubość powłoki lakierniczej to miernik magnetyczny zawsze poda różne wskazania. Różne na tyle, na ile różna jest gęstość blach – czyli im mniejsza różnica w gęstości tym odchylenie we wskazaniu niższe.
Dlatego bardzo mądrym posunięciem było naniesienie na AT500 skali nie w mikrometrach, ale ze zwyczajnymi cyframi, które mają stanowić punkt odniesienia dla innych pomiarów.
Ja jestem z AT500 bardzo zadowolony, bo po krótkiej wprawie (zgodnie z resztą z tym, co można było przeczytać w zamieszczonych na aukcji zrzutach z magazynu Motor) okazuje się on być bardzo precyzyjnym narzędziem, wykrywającym nawet podwójny lakier – co potwierdziłem na wspominanych Audi A4 i szpachlowozie dziadka. Oczywiście, że miernik magnetyczny jest generalnie mówiąc prostym urządzeniem i nie ma co tego ukrywać, ale jak na cenę 29 zł (+ wysyłka) jest to naprawdę rewelacyjny produkt. Wiem o tym, bo sam go używam i nie zamierzam go zmieniać.
Drugą kategorią mierników są mierniki cyfrowe, które już dzięki samemu wyglądowi dają wrażenie o wiele bardziej profesjonalnych. Zgadza się – mierniki cyfrowe są bardziej profesjonalne od magnetycznych, ale co ważniejsze – dzięki wynikowi podawanemu w mikrometrach dają większą wygodę użytkowania i pewność wskazania.
Mają też oczywiście drobne wady. W polskich realiach najważniejszą wadą będzie cena o wiele wyższa niż w przypadku mierników magnetycznych oraz konieczność bateryjnego zasilania. W przypadku słabej baterii istnieje ryzyko podawania zafałszowanych wskazań (układ scalony nie będzie zasilany odpowiednim napięciem i nie będzie w stanie optymalnie pracować) oraz istnieje szansa, że nawet gdy będziemy mieli dobrą baterię, ale rozpędzimy się z badaniem np. kilku aut stojących na komisowym placu to wkrótce trzeba będzie wymienić baterię na kolejną, bo ta obecna odmówi posłuszeństwa w najmniej oczekiwanym momencie (dlatego najlepiej zawsze mieć przy sobie zapasową, nową baterię lub akumulatorek!)
A dlaczego do tego wpisu wybrałem akurat miernik GL-1 Fe firmy Prodig-Tech? Nie jestem jego właścicielem więc teoretycznie nie mogę go polecać tak samo jak AT500, ale do polecenia skłoniły mnie dwie rzeczy:
- jest on produkowany w małej, polskiej firmie, która dzięki odpowiedniej polityce kosztowej może go oferować w najniższej cenie na Allegro (żaden inny producent nie ma tańszego miernika elektronicznego)
- jakiś czas temu był on nagrodą w konkursie na forum Bezwypadkowe.net i wygrało go już kilka osób (obecnie do wygrania jest droższy model). Wiem, że zwycięzcy chwalą sobie ten miernik, bo nie jest on nadmiernie rozbudowany i po prostu ma on wszystko to co jest najbardziej potrzebne. O tym, że podaje on prawidłowe wskazania rozumiem, że mówić nie muszę
Problem się pojawi, jeśli jednym z powyższych mierników będziemy chcieli sprawdzić np. Audi A2 czy Audi A8 D2, czyli auta, których nadwozia zbudowane są z aluminium – materiału, których powyższe mierniki „nie obsługują”.
W takim przypadku trzeba będzie kupić nieco droższy, bo kosztujący 160 zł (+ wysyłka) model GL-2B Fe&Al. On poradzi sobie z aluminium bez problemu. Firma produkuje jeszcze inne modele, o których można poczytać na stronie domowej Prodig-Tech, ale to właśnie atrakcyjne cenowo modele GL-1 Fe oraz GL-2B są flagowymi produktami przedsiębiorstwa, które stanowią lwią część sprzedaży.
Oczywiście ktoś może sobie kupić prawdziwy elektroniczny kombajn, taki jak ten kosztujący ponad 2800 zł, którym można zbadać m.in. grubość lakieru na stali, aluminium i innych metalach kolorowych a także na materiałach niemetalowych takich jak: szkło, papier czy tworzywa sztuczne (jeśli auto ma plastikowe błotniki), ale prawda jest taka, że ogromna większość potencjalnych kupców będzie oglądać auta zbudowane z klasycznej stali i z całą pewnością będą oni zadowoleni z AT500 czy z GL-1 Fe.
Który miernik wybrać? Czy warto wydać dodatkowe sto kilka zł i zamiast AT500 kupić GL-1? To już jest pytanie, na które każdy musi sobie sam odpowiedzieć, bo z jednej strony „stówa” piechotą nie chodzi, tym bardziej, że AT500 naprawdę świetnie sprawdza się w praktyce i na dodatek nie wymaga zasilania, ale z drugiej strony – czym jest dodatkowe 100 zł i koszt baterii (czy akumulatorka z ładowarką) jeśli ktoś szuka auta za kilkanaście czy tym bardziej kilkadziesiąt tysięcy zł?
Decyzja jest wasza!
Ja wiem, że jaka ona nie będzie to ja i tak będę miał satysfakcję, że dzięki darmowej reklamie choć trochę pomogłem chłopakom z obydwu firm. Produkują oni świetne produkty, oferują je w dobrych cenach i naprawdę warto ich polecać. Tym bardziej tutaj, gdzie można przeczytać „o bezwypadkowych słów kilka”…

Liczba komentarzy dla " Kilka słów o: Mierniki grubości lakieru ": 26
Przejdź do komantarzy rss lub skorzystaj z odnośnikaOooooo wpis jak znalazł, ponieważ właśnie się rozglądałem za miernikiem :) Biore GL-1.
Ja polecam mierniki z sondą. Są zdecydowanie mniej kłopotliwe w użyciu np w trudno dostępnych miejscach. Dodatkowo, do lakieru przyciska się samą sondę, która w razie omsknięcia się ręki nie zrobi żadnych szkód, rys (mi się to niestety zdarzyło, samochód musiałem kupić :D).
Osobiście posiadam MGL-mini (producenta nie pamiętam). Wybrałem go bo jest do fe i al oraz ma płytki kalibracyjne, które się przydają. Niestety nie ma sondy.
Bateria 9V trzyma od nowości, czyli prawie roku. W tym czasie pomierzyłem około 30 samochodów, na każdym robiąc pewnie ze 30 pomiarów. Także z tymi bateriami nie przesadzałbym.
Ja osobiście mam GL-6s firmy Prodig Tech. Spisuje się bardzo dobrze.
Do mojego samochodu jakby ktos podszedl z miernikiem grubosci lakieru czy szpachli to bym mu powiedzial zeby pierd….. sie w glowe i zbadal sobie iloraz inteligencji a nie lakier na moim samochodzie.
Rozumiem ze zyjemy w czasach takich a nie innych dlatego samochody staram sie nie zmieniac jak rekawiczki czy skarpetki a po kilku latach eksploatacji bezawaryjnej lub nie moge z czystym sumieniem sprzedac samochod kazdemu znajomemu i nikt mi nigdy nie powiedzial ze zderzak byl powtronie malowany czy moze maska ktora po kilku zimach w naszym kraju lub po zimie gdy nasze sluzby lataja dziury wylewajac smole do dziur i zasypujac drobnych zwirkiem wyglada w oblakanym stanie i wymaga malowania poniewaz zawsze kupuje samochod z wiadomego zrodla i pozniej staram sie zawsze przekazac nowemu wlascicielowi cala jego historie z fakturami z aprzeglady i naprawy.
Jednak jesli ktos sie wybiera na gielde lub do komisu to z cala pewnoscia moge polecic takie urzadzenie ale ja bym to zalatwil w bardziej kulturalny sposob………jak wlasciciel nic nie ma do ukrycia to pozwoli z przyszlym samochodem udac sie na nasz koszt na przeglad kompletny do serwisu a zawsze nalezy sie umowic ze jesli wyjdzie spora roznica z tym co on mowi a co prezentuje auto to koszt pokrywa on i wierzcie mi ze na 100% nie zgodzi sie na takie rozwiazanie nie bedac pewny tego co sprzedaje.
Ja wole wydac 300 czy 500 zl na przeglad niz poplynac z 50 tys zl ale pan Bog ma roznych lokatorow.
A tak na marginesie nie ma aut nie malowanych ktore maja np 10 lat to jest nie mozliwe na naszych drogach i parkingach.
Sławek11- nie do końca się z Tobą zgadzam. Taki miernik pozwoli oszczędzić czas na ewentualne dyskusje i zapewnienia sprzedającego. Pozwoli też oszczędzić czas, który zmarnowałbyś na jechanie do wybranego warsztatu w momencie, gdy miernikiem już w kilka minut możesz jakieś auto wykluczyć. Zgadzam się, że nie ma w pewnym wieku niemalowanych aut na naszym rynku -może oprócz mego dziesięciolatka;))). Jednak posiadanie miernika pozwala na wstępie wykluczyć różnicę miedzy rzeczywistością a tym co mówi właściciel.A z wizyt w warsztacie to jest tak, że nikt nie zagwarantuje, iż podczas badania nie wyjdą usterki, o których właściciel nie wiedział. Często dlatego trudno takie osoby namówić na badanie w warsztacie.
Sławek11 – Jon214 ma sporo racji – sprawdzenie grubości lakieru pozwala na dwie rzeczy: możesz się przekonać, na ile rzeczywistość odstaje od tego, co mówi sprzedający i pozwala zaoszczędzić sobie czasu i kasy na sprawdzanie samochodu w serwisie, który jest tego nie wart. Przykład z mojego doświadczenia – oglądałem Arosę, której właściciel twierdził, że była lakierowana tylna klapa. Owszem była, co było widać po zaciekach lakieru na niej :) A po sprawdzeniu grubości lakieru okazało się, że lakierowane było 3/4 samochodu. Dlatego nawet gdyby był mechanicznie w idealnym stanie, to chyba i tak nie było warto kupować tego samochodu, bo nie wiadomo, co się z nim stanie, gdy to ty będziesz musiał skorzystać z jego stref zgniotu. A patrząc na to od strony ekonomicznej – sprawdzenie lakieru powiedzmy 5 samochodów, które po nim okazałyby się niewarte wizyty w warsztacie (załóżmy, że za 150 zł) to 750 zł nie wyrzucone w błoto. Oczywiście nie mówię, że samochód mający coś tam lakierowane jest z urzędu nie wart zakupu, lecz można się choć wstępnie przekonać, jakie “przygody” mógł zaliczyć.
A i jeszcze jedno – gęstość nie zależy od grubości materiału. Jest stosunkiem masy do objętości :)
@Andrzej88 – hehe, no to sie udało trafić w Twoje potrzeby
@kylym – ooo tak, miernik z sondą na przewodzie będzie praktyczniejszy, bo faktycznie łatwiej będzie nim sie dostać do osłonietych miejsc
A z bateriami nie przesadzałem, tylko pisałem, ze jest taka możliwość, hehe :D
@waldek – kolejna zadowolona osoba używająca miernika fromy Prodig-Tech. No i dobrze.
@slawek11 – popieram tu jona214 i Zbigim, bo tez uważam, że warto kupić sobie miernik, aby juz na komisowym placu można było zrobić wstepny przesiew. Bo jaki jest sens jechać do serwisu autem, którego wszystkie lewe słupki pokryte są grubą warstwą szpachli? (dowód na naprawę)
A ja używam właśnie AT500 i kupiłem go m.in. dlatego że podejrzałem go właśnie w Twoich wcześniejszych felietonach. Idealnie się nadaje do wstępnej selekcji aut. Oglądałem primerę gdzie malowana miała być tylko klapa tył, a okazało się że słupki oba też i wyszło “szydło z worka”. Auto które miało mieć jedynie lekkie parkingówki, uczestniczyło w karambolu autostradowym bo przód też miał ślady napraw.
Dodam też że od razu zmienia się podejście sprzedającego, jak wyciągasz miernik i pytasz czy możesz zmierzyć lakier.
O tak! Też zauważyłem, że jak najpierw tylko pytasz i oglądasz auto to “nic nie było malowane”, ale jak wyciągniesz miernik i powiesz, ze byś chciał teraz sprawdzić na szybko lakier to często się sprzedawcy przypomina, ze “aha, błotniczek był tylko malowany”, ghegeh
Dlatego na gielde i do komisu warto wybrac sie z miernikiem co napisalem.
Ja jesli mam zamiar kupic samochod sprowadzany to sam po niego jade i widze co kupuje a jesli juz koniecznie w kraju ktos chce nabyc taki pojazd to proponuje odwiedzenie stron np.mobile.de i porownac ceny samochodow u nas a na zachodzie. Czesto sie zdarza ze cena na zachodzie przewyzsza kilka tys.zl nasze gieldowe po oplatach wiec cos tu powinno nas zastanowic.
Niestety jestesmy narodem biednym i wiekszosc kupujacych za niewielka kwote chce kupic jak najmlodszy egzmplarz a jak to sie konczy……..zal niekiedy patrzec jak ludzie czesto zarobione pieniadze a w wiekszosci przypadkow na kredyt inwestuja w skarbonke bez dna.
Oczywiscie, ze warto odwiedzic chocby wspominane mobile.de czy autoscout24.de i porównac ceny, ale najgorsze jest to, ze wielu ludzi patrzy tylko na 2 magiczne rzeczy: przebieg i cena :/
No i widzisz Sławas… co my mu mozemy zrobić? Nic… :/
Ja mam na warsztacie prostszy model GL-2B firmy Prodig Tech. Jestem bardzo zadowolony, bardzo dobrze działa również na karoseriach z aluminium a jest tylko troszkę droższy od GL-1 i od innych konkurencyjnych przeznaczonych tylko do stali. Kupiłem ten miernik bo widziałem w działaniu inny miernik tej firmy, właśnie GL-1, który również działał świetnie. Wcześniej miałem miernik tylko do stali konkurencyjnej firmy ale często się mylił. Dodam jeszcze, że wskazania porównywałem z miernikiem wypożyczonym, który kosztuje ponad 4tyś zł. Różnice w pomiarach jeżeli chodzi o GL-2B były znikome. Szczerze polecam ten miernik.
No to sie widze zgadzamy, bo ja również polecam produkty Prodig-Tech`u.
pzdr
witam panowie czytajac wasze komentarze moglbym sie zgodzic z wami i wcale sie nie zgadzam! pracuje za granica w warsztacie lakierniczym na wyposarzeniu jest kilka miernikow grobosci lakierow miedzy innymi te za 4tys zl… zgodze sie z slawek11 w jego pierwszym komentarzu zeeby ci z mienrnikami spierd… bo w najczestrzych przypadkach nic to nieda!bo powierzchnie lakiero z daleka na oko widac ze uziarnienie nie pasuje odcien itd. rozumiemy sie!pomalowane w blaszaku gzdie wczesniej czyscilo sie szpachle znamy to:)wczesniej handlowalem troche autami i mialem przypadki ze koles wyciagnol cala aparature przyciskow jak w samolocie w srebrnej walisce z reala! po zmierzeniu wszystkiego ja zadalem mu pytanie jak mozliwe ze panu wyszedl oryginal a ja to auto malowalem!on nic! niewiem..po krotkiej rozmowie koles byl nemo z blacharki!!! a przedstawial sie jako handlarz!!:)
tak wracajac nasz warzstat pracuje tylko na oryginalnych czesciach czyli uderzony blotnik nawet taki ktory da sie zrobic idzie na smietnik! kupujemy nowy oryginal nie z kuzni odpowiedni podklad baza ilakier noi co najwazniejsze to czlowiek ktory to dobrze pomaluje! gwarantyje wam panowie ze z naszego warsztatu jedno auto na 15 zrobionych wykaze roznice grobosci lakiery! jest to mozliwe tylko w przypadku wpylaniu lakieru. jezeli chodzi o uderzenia gdzie jest naruszona podluznica rowniez wymieniamy ja na nowa. moral z tego taki ze najczesciej polacy sprowadzaja auta uderzone perfekcyjenie zrobione i sprzedaja jako bezwypadkowe bo niema sladu znaku malowania grobosc odpowiednia wiec czego sie czepiac oryginal i to za mniejsza kase!!! aw przypadku sprawdzania roznicy cen na aukcjach mobile de autoscout24 will… to jest bez sensu. to nie ta droga ludzie ktorzy maja auto od poczatku z malym przebiegim i waznym przegladem chodliwe i rodzinne auto typu vw scharan rok 2005 tdi 4 motin super auto chca 15- 18 tys euro! i kazdy szanujacy obywatel predzej kupi to auto za 16 tys euro niz od polaka za 10 tys euro bo za tyle unas kupimy!to wam gwarantuje obywatela niemiec czy austri auto z jego kraju jest dla niego i jezeli on musi dac tyle za to auto to da! tymbardziej jak sprzedaje go jakas renomowana firma!panowie za twingo 97r ladne utrzymane benz 1.2 el.szyb moja sasiadka dala 2600 euro!!!niedouwierzenia ale tak jest taka mentalnos jest na zachodzie!my polacy tacy jestesmy gdzie taniej tam jak w ogien a zamiast w ogien to do studni bez dna! niechce nikogo urazic panowie ze tak i tak poprostu robiac te auta robcie to zgolwa i pomyslcie czasem ze w tym aucie beda jechac dzieci wiec skrecajcie dobrze zawieszenie wszyskie srobki.. przewody el.niech beda zabezpieczone tak jak maja byc..zeby niedoprowadzilo to do pozaru czy odkreceniu sie zwrotnicy.znam taki przypadek na wlasnej skorze w hondzie 99r 1.8vti 170km przy 140km/h odkrecila sie zwrotnica z gornego mocowania poczym wyrwalo kolo ijuz po hondzie..nic sie nikomu niestalo ale szkoda mi auta bobylo moja druga wymazona honda!
rozumiem mozna zcasem postraszy tymi zabawkami ale jak sie nieznamy na autach niewybierajmy sie sami na zakup!! za auto dobre ktore bedzie nam sluzylo musimy dac kase tak jest wszedzie!!
moglbym wam zdradzic jeden z sekretow pomalowac bez w pylania do orginalu… zaluzmy ze auto jest koloru jasny golabkowy grafit w cienu wpada w granat w sloncu wblekit! ( najczesciej bierze sie podklad szary! i tu jest blad! do tego kolory musi byc podklad ciemny granat i metalik mozemy polozyc tylko jedna warstwe. tym podkladem uzyskamy ciemny odcien koloru a jasny zostawmy perlom i pigmentom.pamietajcie kolorem podkladu uzyskujemy koncowy efekt odcieni! jaki farba ma ciemny odcien takiego podkalu musimy uzyc! zeby postarzyc lakier po polerce dajmy go jeszcze raz do pieca !przepraszam ze sie tak rozpisalem ale zaciekawil mnie ten temat i chcialem wyrazic swoje zdanie!jezeli kogos urazilem z gory przepraszam.
Pozwólcie, że przyłączę się do dyskusji ;)
Jakiś czas temu gdy szukałem miernika potrzebnego w mojej pracy skusiłem się na taki z kolorowym lcd (chyba do szpanu, hehe). Pomiary były może i w miarę dokładne ale gdy jechało się oglądać gdzieś auto a była słoneczna pogoda to pomiar był mało widoczny – efekt taki jak w telefonach z kolorowym lcd. Potem coś tam popsuło się i miernik raz mierzył a raz nie więc kupiłem właśnie GL-6s. LCD wyraźne z dosyć dużymi literami – bez problemowy odczyt na słońcu nawet z większej odległości. Bardzo fajny miernik – no i dokładny i tani.
slawek11 napisał:
“…Niestety jesteśmy narodem biednym i większość kupujących za niewielka kwotę chce kopic jak najmłodszy egzemplarz a jak to się kończy……..zal niekiedy patrzeć jak ludzie często zarobione pieniądze a w większości przypadków na kredyt inwestują w skarbonkę bez dna.”
Zadam teraz pytanie:
A kto jest temu winny, że kupujemy stare auta, a nie nowe?
Rząd! Bo zamiast dać ludziom pracę, godziwą zapłatę za pracę by ludzie sobie mogli kupić nowe auto to tylko posłowie sobie kasę nabijają na konta i takim się żyje dobrze.
Pozdrawiam.
Witam, podałeś 2 modele audi jako przykłady samochodów u których magnetyczny miernik ani ten drugi, elektroniczny nie sprawdzi się. Czy do nich zalicza się też A3 produkowana od 2003?
Pozdrawiam!
@1234_htc – spoko, spoko, nikogo nie uraziłeś! Bardzo fajnie czytało mi się Twojego długiego komenta. Odnośnie tych aut w Polsce to tak to właśnie jest, ze ludzie sprowadzają nad Wisłę trupy po to tylko, zeby je (moim zdaniem) byle jak uzdatnić i sprzedac ze sporym zyskiem. A mimo to, te auta bedą tansze niż te rzeczywiście bezwypadkowe stojące w Niemczech.
@auto_serwis – zgadzam się.
@1zl – z tym rządem, to nie jest tak do końca, bo przecież posłowie nie mogą dać wszystkim ludziom pracy. Mamy teraz upragniony kapitalizm a nie socjalizm i każdy może założyc własne przedsiębiorstwo i wziąć sprawy w swoje ręcę. A jak już ktos ma swoją firmę i zatrudnia pracowników, to wiadomo, ze chce im płacić jak najmniej, bo dzięki temu więcej zostanie w jego kieszeni (w kieszeni właściciela firmy).
To jest dłuuuuuugi temat i nie ma co sie nad nim tutaj rozpisywać
Powiem tylko, ze kazdy by wolał iść kupić sobie nowe auto, ale skoro ludzi nie stać, to biorą to na co ich stać – auta używane
@dudu – A3 8P (czyli od 2003 roku) zbudowane było z klasycznej stali więc nawet tani miernik magnetyczny dobrze sobie poradzi
Zasada działania miernika grubości lakieru fajnie jest opisana na stronie http://janserwis.pl w dziale informacje.
Przy okazji Jan Serwis dostał darmową reklamę, ale co tam – uznam, ze to nie spam.
pzdr
Witam
To co niektózy pisza to jakieś kompletne bzdury Sławek11 chłopie a co ma rząd wspólnego z naiwnością tego narodu.
Sprowadzam auta z niemiec i kupuje auta w 90% BARDZO DOBERE fakt nie są TANIE. Jak jednak przekonać ten PRZENNO BURACZANY NARÓD że ładne auta tak koszyują. Tak jak tu ktoś napisał niech sprawdzą ceny na mobile.
A co do malowania to jak 10 letnie auto może byc nie malowane a nawet jak bylo malowane w calości i co z tego to nie znaczy że było po wypaku ale takich IMBECYLI nie przekonasz on ma czujnik i jest Pan. Ostanio mialem takiego przyglupa auto 12l sprowadzone ładne a ten sie pyta czy malowane. To mu odpowiedziałem spie……… na drzewo.
@rafal19808 chyba można wymagać od 12 letniego auta żeby było niemalowane.
Owszem może mieć rysy na oryginalnym lakierze czy ogniska rdzy (wbrew pozorom lepiej kupić z purchlem i zrobić samemu dobrze niż kupić takiego wypicowanego od handlarza który przytarł rdzę położył szpachlę i prysnął lakierem coby klyenta nie stresować), ale jeśli cały przód pokrywa podwójna warstwa to coś jest nie tak.
Powiedz mi po co ktoś miałby lakierować całe auto ot tak. Rozumiem lakierowany błotnik czy inny element może to być wynikiem stłuczki czy obcierki.
Ludzie chodzą z miernikami i bardzo dobrze, to znaczy ze rośnie świadomość. A chyba każdy może wymagać prostego auta (nawet 12letniego) fakt ze takie auto kosztuje a ludzie chcieliby je wziąć w cenie rozbitego złomu, ale to już inny temat.
Co do twojego ostatniego zdania. Powiedz mi i co z tego? Chyba ma prawo wiedzieć co się działo z tym autem. Jeśli jesteś pewien jego historii to mogłeś spokojnie i rzeczowo odpowiedzieć.
Myślę że jesteś handlarzem i to tym z gatunku “paaaanie igiełka tylko lać i jeździć”.
rafal19808
…właśnie dlatego nie kupie auta od handlarza bo to cwaniaczki,cygany,oszusty ,kombinatorzy i chamy…powie ci że autko jest nówka sztuka,bez wypadku a gdy znajdziesz mu miernikiem lakieru inną grubość to ci powie spierdalaj…bo on szuka jelenia żeby mu wepchnąć złoma z niemiec i zarobić haha…gdybym szukał autka to lepiej kupić od starszego dziadka z ogłoszenia prywatnie…tacy też oszukują ale rzadziej…częściej żyją skromnie i nie myślą tylko o tym jakby tu kogoś swoimi sztuczkami wydymać i wcisnąć mu rodzyna…a handlarz oszustwo ma we krwi bo się na tym zna i ma z oszukiwania kase…Podam wam przykład: brat niedawno kupił Polo…handlarz odpicował autko na błysk i wykorzystał to że brat się spieszył i nie znał się na autach a “doradzał” mu nasz wspólny znajomy który ponoć “zna sie na autach” ale chyba był w zmowie z handlarzem bo powiedział że autko jest dobre a po roku wyszła rdza i silnik buczy jak diesel choć był na benzyne(chyba poprzedni właściciel mu niezłe przegazówki robił i wymieniał olej raz na 5 lat jeśli wogóle)…kolega ma takie samo Polo(ten sam rocznik 1999 i rdzy nie ma wcale a silnik chodzi ciszej i ma ustawione mniejsze obroty…czyli albo nasze Polo było podkręcane w silniku, pukane bo trudno mi uwierzyć że ma gorszą blache z fabryki i trafiliśmy na gorszy egzemplarz…
Myślę że handlarz kupił taniej rdzewiejące Polo,odpicował i sprzedał go drożej…oto cała filozofia…najbardziej mnie wkurza to chamstwo i cynizm gdy handlarz zachwala jakie to autko jest super a dobrze wie że to stary rdzewiejący trup a nasz “rzeczoznawca-też oszust” stoi obok i też zachwala!
Nie bójmy się ostrych słów…kręcenie licznika,używanie słowa “bezwypadkowy” gdy autko było nawet lekko uderzone to oszustwo i można to zgłosić do prokuratora i na policję…pewnie sprawa w sądzie będzie kosztowna i będzie trwała latami,ale jeśli handlarz już nikogo więcej nie oszuka to będzie sukces…może inni oszuści też się przestraszą i przestaną przesadnie używać słów “bezwypadkowy” ? ;-)
Co tu dużo mówić. Właśnie zakończyłem oglądanie starego filmu, którego dawno nie widziałem, a który dziś wyemitowało TV4. Film z 1980 roku nazywa się “Używane samochody” i jak już kiedyś w komentarzu pisałem jest niezłą parodią do tego co dzieje się w polskich komisach samochodowych. Zwłaszcza pierwsze 20 minut pokazuje wszystko i choć sprawa dzieje się w USA sprzedawcami są – a jakżeby inaczej Polacy… . Jeżeli ktoś nie widział niech popatrzy, pewnie powtórki będą. I tak na zakończenie tekst z filmu: “a ten w plakatówce też dać?” ;)
Naprawdę ciężko w Polsce Sprzedać samochód z bezwypadkową przeszłością i do tego nie kręcony. Ludzie w Polsce wolą kupić Złom sprowadzony z zachodu odpicowany z małym przebiegiem od oszusta handlarza. Odpowiedź jest prosta nie ma nic za darmo skoro dla przykładu samochód na Mobile.De kosztuje około 13000 euro to jakim cudem w Polsce można ten sam samochód kupić za 8000 euro. Nikt nie prowadzi instytucji charytatywnej i nikt niczego za darmo nie oddaje. Najbardziej śmieszą mnie gadki handlarzy w stylu “samochód przez 11 lat prowadziła kobieta” ta jasne i po wyjechaniu z salonu uderzyła w drzewo albo samochód spadł z transportu do salonu dealerskiego. Ale w sumie sami jesteśmy sobie winni. Właśnie przez to że szukamy młodego samochodu z niskim przebiegiem i za pół ceny którą taki (prawdziwy i nie odpicowany).
W ogóle śmieszną sprawą jest jak na giełdzie ludzie oglądają silniki podnosisz maskę a tam idealna czystość wszystko się świeci jakby dopiero co wyjechał z fabryki dla mnie jako kupującego w tym momencie wiadomo że coś jest nie tak i mogę spodziewać się tego że jak dojadę do domu takim samochodem to się okaże wtedy że nie jest on taki czyściutki albo nie dojadę do domu wcale. Ale jest to temat bez dna i wiele już zostało powiedziane ale i wiele jeszcze zostanie powiedziane.
@rafal19808 – to trzeba było na spokojnie wytłumaczyć o co z tym malowaniem chodzi i gdybyś powiedział do niego wszystko jak do normalnego człowieka to była spora szansa, ze coś by do niego trafiło i kto wie – może by kupił od Ciebie to auto
Moim zdaniem jest wieeeeeele aut w wieku powyżej 10 lat, które nie były nigdy malowane. One moga być miejscami porysowane itd. ale jeśli nie miały nigdy zadnego wypadku to po co ktoś by je miał CAŁE ponownie malować? Bo na błotniku są rysy? No wtedy jeśli tak mu one przeszkadzają, to pomaluje sam błotnik a nie całe auto
@pio075 – no właśnie, można w sumie chciec, zeby 12-letnie auto miało tylko i wyłącznie oryginalny lakier.
I faktycznie inną kwestią jest to, ze ogrom ludzi szuka pięknych aut w cenie totalnych padlin :/ taka mentalność się chyba jeszcze długo nie zmieni
@miki – ech… z tym zgłoszeniem na prokuraturę, bo ktoś napisał bezwypadkowy to nie taka prosta sprawa, bo ew. sprawa się będzie ciągnęła i ciągnęła… Handlarze o tym wiedzą i dlatego nie boją się “nadużywać” tego przymiotnika.
@Richard – do tej pory nie widziałem nigdy tego filmu, ale się nim dzięki Tobie zainteresowałem. Chwilę poszukałem i z pomoca przyszła zatoka:
http://thepiratebay.org/torrent/3633480/Used_Cars_(1980)(DVDRiP)_Kurtssel_Jack_Warden_Gerrit_Graham.a
kto wie o co chodzi… ten wie o co chodzi…
Przyznaję, ze bardzo spodobała mi się pierwsza scena pokazująca pełne profeski kręcenie licznika :D dobry ten film, dobry!
@Unicorn1979218 – ale co zrobić? Taki właśnie aut szuka lwia część kupców i lwia część handlarzy takie właśnie auta im podstawia: tanie, 100% bezwypadkowe i ze 100% oryginalnym przebiegiem
Skomentuj wpis