O tym, że w dzisiejszych czasach na oględziny używanego auta zawsze należy wybierać się z miernikiem grubości lakieru pisałem już niejednokrotnie. Ale pojawia się zaraz pytanie:

Z jakim dokładnie miernikiem? Jaki model kupić? O co w tym wszystkim chodzi?

Jak to powiedział kiedyś ktoś mądry: Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Zasada ta sprawdza się także w przypadku mierników grubości lakieru.

Po wpisaniu w allegrowej wyszukiwarce np. „miernik lakieru” na początku można dostać zawrotu głowy. Różne ceny, różni sprzedawcy i co najważniejsze – różne technologie wykorzystywane przez poszczególne produkty. Który wybrać?

Dla mnie wybór jest prosty, bo tak naprawdę ogranicza się do dwóch produktów:

- magnetycznego miernika AT500, który na Allegro można kupić już za 29 zł (+ wysyłka): (kliknij na poniższe zdjęcie, aby zobaczyć ofertę producenta – firmy MARSE)

lub
- elektronicznego miernika GL-1 Fe, który na Allegro można kupić za 135 zł (+ wysyłka): (kliknij na poniższe zdjęcie, aby zobaczyć ofertę producenta – firmy Prodig-Tech)

Dlaczego wybrałem akurat te dwa produkty? Na pewno nie dlatego, że ktoś mi zapłacił za ich reklamę!

AT500 polecam z czystym sumieniem, bo sam jestem jego posiadaczem. Miernik kupiłem od MARSE poprzez allegrową aukcję i wielokrotnie go już używałem, co można było zobaczyć choćby we wpisach Rodzyn #04 – Audi A4, Rodzyn #06 – Fiat Stilo czy Szpachlowóz dziadka.

Zdecydowałem się akurat na ten a nie inny miernik magnetyczny, bo produkuje i sprzedaje go inteligentny człowiek. Przede wszystkim – nie wciskał i nadal nie wciska on nikomu, że jego produkt mierzy w mikronach. Bo nie mierzy! Wynika to zwyczajnie z prostej ale genialnej zasady działania miernika – mały magnesik umieszczony na końcu rurki przyciągany jest przez stalową blachę i im cieńsza jest warstwa lakieru (która jest niepożądanym ciałem obcym dla magnesu), tym dłużej będzie można odciągać miernik bez oderwania magnesu od blachy.

Analogicznie – im warstwa lakieru (i często szpachli) jest grubsza, tym magnes szybciej straci kontakt z blachą, co idealnie było z resztą widać na filmikach umieszczonych we wspominanym już szpachlowozie dziadka.

Żaden miernik magnetyczny nie mierzy w mikrometrach, ponieważ wynik pomiaru w dużej mierze zależy od gęstości blachy. Wiadomo, że im blacha ma wyższą gęstość tym bardziej przyciąga magnes i jeśli teraz na 2 kawałkach blachy o różnej gęstości mamy identyczną grubość powłoki lakierniczej to miernik magnetyczny zawsze poda różne wskazania. Różne na tyle, na ile różna jest gęstość blach – czyli im mniejsza różnica w gęstości tym odchylenie we wskazaniu niższe.

Dlatego bardzo mądrym posunięciem było naniesienie na AT500 skali nie w mikrometrach, ale ze zwyczajnymi cyframi, które mają stanowić punkt odniesienia dla innych pomiarów.

Ja jestem z AT500 bardzo zadowolony, bo po krótkiej wprawie (zgodnie z resztą z tym, co można było przeczytać w zamieszczonych na aukcji zrzutach z magazynu Motor) okazuje się on być bardzo precyzyjnym narzędziem, wykrywającym nawet podwójny lakier – co potwierdziłem na wspominanych Audi A4 i szpachlowozie dziadka. Oczywiście, że miernik magnetyczny jest generalnie mówiąc prostym urządzeniem i nie ma co tego ukrywać, ale jak na cenę 29 zł (+ wysyłka) jest to naprawdę rewelacyjny produkt. Wiem o tym, bo sam go używam i nie zamierzam go zmieniać.

 

Drugą kategorią mierników są mierniki cyfrowe, które już dzięki samemu wyglądowi dają wrażenie o wiele bardziej profesjonalnych. Zgadza się – mierniki cyfrowe są bardziej profesjonalne od magnetycznych, ale co ważniejsze – dzięki wynikowi podawanemu w mikrometrach dają większą wygodę użytkowania i pewność wskazania.

Mają też oczywiście drobne wady. W polskich realiach najważniejszą wadą będzie cena o wiele wyższa niż w przypadku mierników magnetycznych oraz konieczność bateryjnego zasilania. W przypadku słabej baterii istnieje ryzyko podawania zafałszowanych wskazań (układ scalony nie będzie zasilany odpowiednim napięciem i nie będzie w stanie optymalnie pracować) oraz istnieje szansa, że nawet gdy będziemy mieli dobrą baterię, ale rozpędzimy się z badaniem np. kilku aut stojących na komisowym placu to wkrótce trzeba będzie wymienić baterię na kolejną, bo ta obecna odmówi posłuszeństwa w najmniej oczekiwanym momencie (dlatego najlepiej zawsze mieć przy sobie zapasową, nową baterię lub akumulatorek!)

A dlaczego do tego wpisu wybrałem akurat miernik GL-1 Fe firmy Prodig-Tech? Nie jestem jego właścicielem więc teoretycznie nie mogę go polecać tak samo jak AT500, ale do polecenia skłoniły mnie dwie rzeczy:
- jest on produkowany w małej, polskiej firmie, która dzięki odpowiedniej polityce kosztowej może go oferować w najniższej cenie na Allegro (żaden inny producent nie ma tańszego miernika elektronicznego)
- jakiś czas temu był on nagrodą w konkursie na forum Bezwypadkowe.net i wygrało go już kilka osób (obecnie do wygrania jest droższy model). Wiem, że zwycięzcy chwalą sobie ten miernik, bo nie jest on nadmiernie rozbudowany i po prostu ma on wszystko to co jest najbardziej potrzebne. O tym, że podaje on prawidłowe wskazania rozumiem, że mówić nie muszę

Problem się pojawi, jeśli jednym z powyższych mierników będziemy chcieli sprawdzić np. Audi A2 czy Audi A8 D2, czyli auta, których nadwozia zbudowane są z aluminium – materiału, których powyższe mierniki „nie obsługują”.

W takim przypadku trzeba będzie kupić nieco droższy, bo kosztujący 160 zł (+ wysyłka) model GL-2B Fe&Al. On poradzi sobie z aluminium bez problemu. Firma produkuje jeszcze inne modele, o których można poczytać na stronie domowej Prodig-Tech, ale to właśnie atrakcyjne cenowo modele GL-1 Fe oraz GL-2B są flagowymi produktami przedsiębiorstwa, które stanowią lwią część sprzedaży.

Oczywiście ktoś może sobie kupić prawdziwy elektroniczny kombajn, taki jak ten kosztujący ponad 2800 zł, którym można zbadać m.in. grubość lakieru na stali, aluminium i innych metalach kolorowych a także na materiałach niemetalowych takich jak: szkło, papier czy tworzywa sztuczne (jeśli auto ma plastikowe błotniki), ale prawda jest taka, że ogromna większość potencjalnych kupców będzie oglądać auta zbudowane z klasycznej stali i z całą pewnością będą oni zadowoleni z AT500 czy z GL-1 Fe.

 

Który miernik wybrać? Czy warto wydać dodatkowe sto kilka zł i zamiast AT500 kupić GL-1? To już jest pytanie, na które każdy musi sobie sam odpowiedzieć, bo z jednej strony „stówa” piechotą nie chodzi, tym bardziej, że AT500 naprawdę świetnie sprawdza się w praktyce i na dodatek nie wymaga zasilania, ale z drugiej strony – czym jest dodatkowe 100 zł i koszt baterii (czy akumulatorka z ładowarką) jeśli ktoś szuka auta za kilkanaście czy tym bardziej kilkadziesiąt tysięcy zł?

Decyzja jest wasza!

Ja wiem, że jaka ona nie będzie to ja i tak będę miał satysfakcję, że dzięki darmowej reklamie choć trochę pomogłem chłopakom z obydwu firm. Produkują oni świetne produkty, oferują je w dobrych cenach i naprawdę warto ich polecać. Tym bardziej tutaj, gdzie można przeczytać „o bezwypadkowych słów kilka”…