Panie i Panowie, chłopcy i dziewczęta, ciekawa historia właśnie rozpoczęta:

Do jednego z poleconych przeze mnie Muszkieterów (nie będę pisał o którego dokładnie chodzi, żeby nie robić mu nadgorliwej reklamy) zgłosił się ostatnio klient mający konkretne założenia: Alfa Romeo 147 z Dieslem z okolic 2004 roku, w dobrym stanie, z akceptowalnym przebiegiem, za akceptowalną cenę itd.

Nic takiego – wystarczyło, że Muszkieter skontaktował się z zaufanymi sprzedawcami w Niemczech oraz przejrzał niemieckie serwisy ogłoszeniowe i wkrótce miał przejrzystą ofertę Alf spełniających dane założenia. Na uwagę zasługiwała m.in. ta ślicznotka:

2003 rok, ładny lakier, ładne wnętrze, przebieg 256 tys. km czyli 36.5 tys. km rocznie – do zaakceptowania, bo przecież taki właśnie przelot najczęściej mają użytkowane w Niemczech auta klasy kompaktowej i średniej z Dieslami. Do zaakceptowania była także cena wywoławcza. Przejrzanych zostało jeszcze kilka innych ofert, z których spisane zostały adresy i numery telefonów po czym zapadła decyzja o wspólnym wyjeździe do Niemiec.

Podczas oględzin na żywo dzisiejszej bohaterki okazało się, że: (cytat) na prawie każdym elemencie były rysy i wgniotki, tylna klapa u dołu na rancie z prawej strony załamana, oba tylne nadkola w zaprawkach „pędzelkowych”. Bezwypadkowość jednak potwierdzam (sprawdziliśmy – oryginał!). Wynegocjowaliśmy cenę 3200 euro, ale ponieważ Alfa miała być dla kobiety mojego klienta – postanowił on odpuścić sobie jej zakup i pojechaliśmy oglądać inne auta.

Temat by można już było uznać za zakończony, gdyby nie to, że ktoś inny postanowił zaopiekować się włoską ślicznotką i po drobnych kuracjach wystawić ją na rodzimym otomoto:

Pierwsze pytanie: Czy to na pewno ta sama Alfa?
Absolutnej pewności oczywiście nie ma, ale doszliśmy razem wniosku, że na 99% jest to ten sam egzemplarz. Zgadza się rocznik, zgadzają się kolory nadwozia i wnętrza, zgadza się typ, pojemność i moc silnika (moc 115KM czyli 85kW podana jest w opisie pojazdu), zgadza się wyposażenie z tempomatem, ESP, podgrzewanymi fotelami i automatyczną klimą na czele. Zgadza się niekompletna opisówka na tylnej klapie – i tu i tu brakuje cyferek „1.9” tuż przed „JTD”, zgadza się wzór alufelg, zgadza się informacja o letnich oraz o zimowych oponach, zgadzają się także delikatne, ale widoczne pofałdowania na fotelu kierowcy. Ba zgadzają się nawet miejsca, w których umieszczone są naklejki na przedniej szybie…

Istnieją kosmetycznie różnice typu liczba posiadanych poduszek powietrznych – Niemiec deklarował, ze Alfa ma ich aż osiem, podczas gdy Polak twierdzi, że poduszek jest „tylko” sześć. Nie wiem… może Polak nie zauważył, że auto ma także boczne poduszki dla pasażerów tylnego rzędu, albo to może Niemiec pomylił się w opisie?

Czy to więc ta sama Alfa?
Jak już pisałem – całkowitej pewności na daną chwilę nie ma, ale można przecież zadzwonić i poprosić o oznaczenie silnika (wersja 115KM czasem określana jako 116KM ma oznaczenie „937 A2.000”) oraz zapytać z jakiego Landu czy z jakiego miasta sprzedawca sprowadził to auto.

Po co to wszystko?

Aby się upewnić czy to z pewnością ten sam egzemplarz, któremu po przyjeździe do Polski ubyło jakby trochę kilometrów. I to „trochę” oznacza w tym przypadku 110 tysięcy km. No tak – teraz licznik pokazuje, że auto przejechało 146 tys. km i jest to przebieg o wiele lepiej odbierany przez potencjalnych klientów niż astronomiczne jak na polskie warunki 256 tysięcy!

Skoro „mojemu Muszkieterowi” udało się wytargować cenę 3200 euro to nie widzę żadnego powodu, dla którego takie obniżenie ceny nie miałoby się powieść osobie, która sprowadziła Alfę do Polski i która wystawiła ją od razu w ogłoszeniu na otomoto (świeżutki numer C1452xxxx). Wystawiła… tyle, że z bardziej przyjaznym dla klienta przebiegiem.

I wystarczy teraz wejść na dowolny niemiecki portal ogłoszeniowy i zobaczyć w jakim przedziale cenowym oferowane są Alfy 147 JTD z 2003 roku ze zbliżonym przebiegiem:

Ceny oscylują w granicach 5000 euro za model ze 140 konnym Dieslem, ale stojącym na stalowych felgach z kołpakami oraz bez skórzanej tapicerki i podchodzą nawet do 6000 euro za egzemplarz o mocy 116KM (85kW) mający fabryczne alufelgi i „skórę”.

Skąd więc Polak wyczarował na otomoto cenę 19 900 PLN / 4 999 EUR, która zawiera w sobie m.in. akcyzę, opłatę recyklingową, koszty transportu i przewidywany zarobek?

Wizja kupionej za 3200 euro i skręconej z 256 tys. km Alfy wydaje się coraz bardziej realna, nieprawdaż?

…i jak ja mam być uczciwie konkurencyjny, skoro ogrom ofert na otomoto to auta szumnie nazywane „okazjami”, których ceny – już po uwzględnieniu kosztów transportu i rejestracji oraz marży importera są niższe niż ceny takich samych aut z takimi samymi przebiegami stojącymi jeszcze w Niemczech ?!?! Statystyczny klient naczyta się takich polskich ogłoszeń i d*pa – on wie najlepiej po ile chodzą takie auta z takimi przebiegami! A skoro wie, to nie chce dać więcej i koło się zamyka. Ludzie wracają wtedy do oszustów m.in. cofających liczniki, bo oni im zaoferują super okazyjne auto! A uczciwi importerzy uważani są wtedy za naciągaczy.

Wiesz tylik, jasne, że ja mogę od jutra zacząć oferować tańsze auta, ale to będą wtedy auta z przebiegami rzędu 250 – 300 i więcej tys. km, bo tylko takie auta będę mógł kupić za przysłowiowe grosze. Ale co z tego, że moje auta będą wtedy tanie, skoro będą miały astronomiczne przebiegi i klienci będą woleli iść do kogoś innego, kto za tę samą co ja kwotę zaoferuje im auto ze „100% oryginalnym przebiegiem” 146 tys. km. I koło ponownie się zamknie, bo znowu będę uważany za naciągacza, który próbuje pozbyć się złomu z ponad ćwierć milionem kilometrów na karku. Czasem trafi się świadomy klient taki jak ten, z którym pojechałem oglądać tę Alfę, ale ogół społeczeństwa nadal ślepo ufa niskim cenom i niskim przebiegom, którymi karmi ich allegro i otomoto.

- napisał do mnie w jednym z kolejnych maili wspominany na początku wpisu Muszkieter.

Nie cofniesz – nie sprzedasz?
Smutne, ale w Polsce w większości przypadków jest to tak bardzo prawdziwe stwierdzenie…