Materiałów na kolejne wpisy mi nie brakuje – opisać mam zamiar m.in. historię Agaty, która wygrała mierniki lakieru – napisałem w podsumowaniu wcześniejszego wpisu.

A o co chodzi jakby?

[z Agatą pisaliśmy sporo maili i teraz wkleję tu same konkrety]

„Cześć tylik,
Zgodnie z tym co obiecałam, przesyłam Ci teraz wrażenia mojego chłopaka po tym jak sprezentowałam mu wygrane u Ciebie mierniki lakieru!

Ech… gdybym wiedziała, że tak to się skończy to powiem Ci, że aż tak bardzo bym się do wygranej nie pchała…

Zaczęło się dobrze, bo Marcin ucieszył się z fajnie zapakowanego zestawu. Ale powiedział, że mierniki mu się nie przydadzą, bo wie, że „Czarny” (tak nazywa swojego Golfa) jest bezwypadkowy. Wyszedł wtedy z domu i wrócił za jakieś dwie godziny. Niestety jego mina nie była taka miła jak wcześniej.

- Trzeba mi było tego nie dawać! – powiedział i prawie, że rzucił elektroniczny miernik we mnie.

Zapytałam zdziwiona „dlaczego?” a on na to, że się wkurzył, bo się okazało, że tył jest (jak to on określił) „w szpachli” a cały lewy bok był ponownie malowany!

Co gorsze, podczas badania Czarnego miernikiem razem z Marcinem było jego dwóch znajomych i się teraz oni z niego śmieją, że kupił takie auto co do którego był pewien, że nie było nigdy uszkodzone. I myślę, że to go bardzo złości, bo jego męska duma została urażona.

Widzisz więc tylik: Nie miała baba problemu… to mierniki wygrała!
Co mam teraz zrobić? Mówiłam Marcinowi, żeby do Ciebie napisał, ale on nie chce i chodzi na fochu.

Pozdrawiam
Agata”

 

Ech, Agata, Agata… faktycznie można powiedzieć, że nie miałaś problemu, ale teraz go masz, bo wygrałaś mierniki. Konkurs był fajny, poszczęściło Ci się, ale teraz… no cóż.

Z jednej strony jasne, że Marcin ma powody, żeby się wkurzać, bo jak sama mówisz – był przekonany, że Golf nigdy nie był uszkodzony a teraz się jednak okazuje, że „coś” przy nim było robione. I to „coś” w tym przypadku oznacza, że auto musiało wpaść w poślizg i uderzyć tylnym słupkiem w np. słup. Stąd takie rozległe miejsce, które pokrywa szpachla.

Jak to jednak mówią – nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej! Tak naprawdę to Marcin powinien się cieszyć, że auto zostało „tylko” zaszpachlowane i ponownie polakierowane i że nikt nie wyciął uszkodzonej „ćwiartki” i nie wspawał innej, którą w każdej chwili można kupić za pare stówek na allegro. Poczytaj Agata sama i pokaż Marcinowi wpisy z serii „Ćwiartki i połówki” a myślę, ze po chwili też zaczniecie się cieszyć, że macie „tylko” szpachlę.

Pytaniem pozostaje teraz jakość użytych materiałów oraz kiedy (niestety) szpachla zacznie pękać. Po szczegóły odsyłam tutaj a wracając do tematu naprawdę chcę Ci powiedzieć, że mając do wyboru to dobrze się stało, że Czarny ma „tylko” szpachlę.

Albo więc uszkodzenia po uderzeniu w domniemany słup nie były zbyt mocne lub osoba, którą zabrała się za przygotowanie auta do sprzedaży nie miała wiedzy oraz technicznych możliwości na przeszczep ćwiartki i dlatego wybór padł na naciąganie i szpachlowanie wszelkich nierówności.

Jeżeli masz taką możliwość po powiedz mi jakie wartości w mikrometrach wskazuje cyfrowy miernik, bo powie nam to sporo o przeszłości auta.

 

„Witam ponownie,
Wzięłam Marcinowi ten cyfrowy miernik i po szybkiej nauce na masce zaczęłam badać całe auto. Przyznaję, że wydawało mi się, że obsługa [mowa teraz o AT600 – przyp. tylik] jest bardziej skomplikowana ale okazała się bardzo prosta i przyjemna i nawet ktoś taki jak ja nie miał problemów z badaniem grubości lakieru.

Maska, dach, cała prawa strona (drzwi, próg, słupki i tylny błotnik) i klapa bagażnika Czarnego mają wartości pomiędzy 110 a 130 mikrometrów. Tak jak pisałeś wcześniej dokładnie sprawdziłam słupki i progi w poszukiwaniu punktowych zgrubień i nic takiego nie znalazłam.

Ale zgodnie z tym, co mówił w złości Marcin, bok po stronie kierowcy był malowany, bo o ile drzwi mają 125 to na progu, na słupku przy przedniej szybie i na słupku na środku miernik pokazywał w granicach 270. Najgorzej jest jednak z tyłu właśnie tam gdzie zaznaczyłeś na zdjęciach. Są miejsca, na których miernik pokazuje 350, jest sporo z ok. 450 a najwięcej co udało mi się znaleźć to dwa miejsca po trochę ponad 600.

Czyli to oznacza, że w tych miejscach jest szpachla, tak? Zapytałam się o to Marcina, ale on jest ciągle wściekły i nie chciał ze mną o tym rozmawiać.

Dodam tylko, że handlarz z Poznania zachwalał samochód jako super igiełkę, który zgodnie z tym, co usłyszał Marcin „nigdy nie widział blacharza” :)

Agata”

 

Heh – Marcin Ci powiedział, że usłyszał od handlarza zdanie „auto nie widziało nigdy blacharza”, tak? Może i nie widziało, bo… szpachlę nakładał nie zawodowy blacharz, ale lakiernik! I wtedy słowa handlarza trzeba by wziąć za prawdziwe.

Tak czy inaczej, grubość powłoki lakierniczej w granicach 110 – 130 um należy uznać za oryginalny lakier. Jak widzisz, oryginalny lakier znajduje się także na drzwiach kierowcy więc najprawdopodobniej drzwi nie ucierpiały podczas wypadku (bo pamiętajmy oczywiście, że istnieje szansa, że ktoś po prostu wstawił inne drzwi od czarnego, ale rozbitego np. z prawej strony Golfa IV).

350, 450 czy tym bardziej ponad 600 um świadczą o położonej na wyklepaną blachę warstwie szpachli. Im jej więcej tym blacha w danym miejscu była bardziej wklęsła i aby wszystko dobrze wyrównać trzeba było po prostu nałożyć tej szpachli trochę więcej. Ale, żeby nie ryzykować widocznych tzw. „śladów odcięcia” lakiernik postanowił pomalować także próg i słupki i skończył malować na zakończeniach tych elementów.

W takim razie powinno było być wcześniej widać różnice w odcieniach lakieru, ale sporym utrudnieniem dla chęci samodzielnego wykrycia różnic w odcieniach jest czarny lakier, na którym jest po prostu trudniej wychwycić inny odcień niż choćby na srebrnym.

 

„Marcinowi już przeszło. Znowu cieszy się z jazdy i już nie ma do mnie „pretensji”, że dałam mu mierniki, które w łatwy ale dobitny sposób pokazały mu czym tak naprawdę jeździ. Teraz się cieszy, bo przynajmniej ma pewność, że nie ma auta zespawanego z dwóch.

Czarny sprawuje się świetnie i dzięki silnikowi 1.8T o mocy aż 180KM (przyznaję, że nauczyłam się tego oznaczenia na pamięć) daje naprawdę super frajdę z jazdy! Nie pozostało nic innego jak pogodzić się z jeżdżącą z nami szpachlą i mieć nadzieję, że nie będzie ona pękać i przyprawiać mojego chłopaka o ból głowy.

Podsumowując, wszystko skończyło się dobrze. Mierniki zostały u nas i już wszyscy nasi znajomi wiedzą, że jeśli będą chcieli kupić auto to mogą śmiało je od nas pożyczyć i sprawdzić je przed zakupem.

Dziękuję Ci tylik za zainteresowanie tematem oraz, że udało Ci się zorganizować taką fajną nagrodę.

Pozdrawiamy serdecznie,
Agata z Marcinem.”

 

No i tyle!
Marcin z pewnością bardziej by się cieszył gdyby Czarny miał tylko i wyłącznie oryginalny lakier i nie nosił na sobie ani grama szpachli, ale z drugiej strony – o wiele bardziej by się smucił, gdyby odkrył, że jeździ „Szczepanem” 2 w 1.

Mądry Polak po szkodzie? Tu na szczęście szkoda nie okazała się ogromna, ale cała ta sytuacja ponownie pokazuje, że na oględziny używanego auta naprawdę warto się wybierać z choćby i analogowym miernikiem grubości lakieru, który przecież bez problemu wychwyci szpachlowane miejsca i da nam konkretne wskazówki na które elementy dokładniej zwrócić uwagę.

 

Do przeczytania w poniedziałek. Zgodnie z obietnicą daną na końcu linkowanego już, wcześniejszego wpisu naprawdę postaram się dać wtedy nowy wpis. A mam co opisywać. Oj mam!