Wpis ten został zainspirowany pytaniem jakie na forum zadał radzio000: Czy lepiej kupić nową Octavię czy np. 2-letniego Passata?

(uwaga: wszystkie ceny czy konfiguracje aut odnoszą się do stanu z sierpnia 2008!)
Zacznę od tego co w tym przypadku najważniejsze – czyli od ogromnej utraty wartości nowych aut.
Myślę, że jest spora grupa ludzi, która nawet sobie nie zdaje z tego sprawy, ale normą jest, że po pierwszym roku eksploatacji auto traci ok. 20% (!!!) swojej pierwotnej wartości, po drugim roku kolejne 15% a po trzecim kolejne 10%. Jest to logiczne, ponieważ jaki byłby sens kupowania rocznego auta, które jest tylko np. 1000 zł tańsze od nowego auta z salonu. Roczne auta muszą być sporo tańsze od swoich nowych odpowiedników, bo gdyby tak nie było to nikt by ich od pierwszego właściciela nie odkupił.
Wspomniana Octavia TDI (105 KM) w najuboższej wersji (Classic) kosztuje ponad 70 tys. zł. I po zakupie takiego auta będziemy się nim cieszyć, bo nam mało spali i będziemy mogli nim podróżować w komfortowych warunkach. Wszystko pięknie. Tyle, że jak po roku byśmy chcieli sprzedać to auto, to jak się nam bardzo poszczęści to dostaniemy za nie ok. 56 tysięcy zł. Bo patrząc na prostą matematykę – ok. 20% od 70 tys. daje nam ok. 14 tys. zł utraty wartości już po pierwszym roku eksploatowania auta!
I co nam przyjdzie z tego, że silnik spala mało oleju napędowego, skoro mamy 14 tys. w plecy za to, że auto stoi rok pod naszym oknem? Oczywiście, zaraz ktoś powie, ze nowego auta z dieslem nie kupuje się po to, żeby go sprzedać po 12 miesiącach. I zgodzę się z tym, bo wiem, ze mało osób sprzedaje roczne auta.
Ale popatrzmy dalej – jak już pisałem, po drugim roku eksploatacji auto traci około kolejnych 15%. Czyli przyjmując za wyjściową cenę rocznego auta ok. 56 tys. zł, można policzyć, że 2 letnie auto będzie już warte tylko około 47500 zł. Idąc jeszcze dalej – trzylatek traci kolejne 10%, czyli ok. 47500 – 10% = ok. 42750 zł. W kolejnych latach jest już lepiej i procentowe spadki liczone są już tylko w jednostkach a nie w dziesiątkach (np. czterolatek traci ok. 9,5% w stosunku do trzylatka, co już nie jest takim dramatem).
Powyższy schemat pokazuje w jasny sposób jak w ciągu 3 lat można łatwo “stracić” ok. 27 tys. zł. i dlatego moim zdaniem najlepiej jest kupować 3- lub 4- letnie auta, które największą utratę wartości mają już za sobą.
Choć nie trzeba tu od razu dramatyzować – nie jest to oczywiście taka strata jak np. podczas zgubienia portfela z czekiem na 27 tys.zł w środku. Jest to po prostu koszt prestiżu jakim jest posiadanie nowego auta. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są to czysto matematyczne wyliczenia i nie muszą one idealnie odnosić się do rzeczywistych warunków, jednak z moich obserwacji wynika, że takie właśnie są realia rynkowe.
Sytuacja staje się tym bardziej dramatyczna, gdy np. rok temu kupiliśmy nowe auto (dajmy na to Forda Focusa I) a w tym roku nie jest on już oferowany, za to w sprzedaży w podobnej cenie co poprzednik oferowany jest Focus II. W takim przypadku, cena naszego rocznego Focusa I poleci jeszcze w dół o kolejne kilka punktów procentowych, bo mamy już stary model (który nie jest już oferowany w oficjalnej sieci dealerskiej).
Aby swe wywody jakoś podeprzeć, przeprowadzę małą analizę w oparciu o cennik aut używanych eurotaxu, który można znaleść choćby TUTAJ. Niestety nie zrobię jej dla Octavii II, bo nie uwzględnia on jeszcze tego modelu, ale pozostając wciąż w klimatach Skody analizę rozpiszę w oparciu o trzyletnią Octavię I (1,9 TDI 90 KM) i trzyletniego Superba (1,8T 150KM).
Nowa Skoda Octavia Tour TDI 105KM (czyli ta pierwszej generacji, na płycie podłogowej Golfa IV) kosztuje obecnie (po rabacie i w zaokrągleniu) 60000 zł.
Cenniki Skody są do pobrania na http://www.cc.skoda.pl/. I teraz tak:
60000 – 20% (pierwszy rok) = 48000
48000 – 15% (drugi rok) = 40800
40800 – 10% (trzeci rok) = 36800 zł
W/g katalogu Eurotax, Octavia 1,9 TDI (jeszcze 90 KM, był to silnik z osobną pompą wtryskową i osobnymi wtryskiwaczami, obecnie silnik ten ma pompowtryskiwacze i 15 koni ekstra) z roku 2004 wyceniana jest na około 34300 zł (stan na sierpień 2007).
Czyli potwierdza to moje obliczenia. Oznacza to, że luksus posiadania tego auta przez 3 lata będzie nas kosztował około 23 tysiące zł, a to tylko koszt utraty wartości!!! Moim zdaniem to sporo. Celowo pomijam teraz koszty bieżącej obsługi auta, bo każdy przecież wie, że zarówno nowe jak i używane auta wymagają nakładów finansowych (dla nowych – drogie przeglądy w ASO, aby utrzymać ‘darmową’ gwarancję, dla używanych – koszt wymiany zepsutych elementów).
Nowa Skoda Superb 1,8T 150KM kosztuje w zaokrągleniu 87000zł.
87000 – 20% (pierwszy rok) = 69600
69600 – 15% (drugi rok) = 59200
59200 – 10% (trzeci rok) = 53300 zł
Co ciekawe w/g katalogu Eurotax, Superb 1,8T z roku 2004 wyceniany jest na około 51500 (stan na sierpień 2007). Czyli ponownie potwierdza to moje obliczenia. Takie wyliczenia można by prowadzić bez końca dla wszystkich samochodów. I zawsze wyjdzie odpowiednio około 20%, 15% i 10% dla trzech pierwszych lat użytkowania.
Specjalnie pisze “około”, ponieważ są samochody, które nieco wolniej tracą na wartości – jak np. zbierająca świetne opinie za niezawodność Toyota Yaris. Generalna zasada utraty wartości jest taka – im droższe, im mniej popularne na rynku i im bardziej awaryjne auto, tym utrata wartości jest wyższa.
Należy tu jeszcze wspomnieć o takich firmach jak Toyota, która w latach 90-tych wprowadziła na rynek kilka generacji modelu Corolla. W 1992 roku zadebiutowała VII generacja modelu, w `97 była VIII generacja, która już w 2000 roku przeszła face lifting, tylko po to, żeby w 2001 zejść ze sceny (do sprzedaży w 2002 trafiła IX generacja). Corola ma bardzo dobrą opinię wśród aut używanych, ale w początkowych latach użytkowania mocno traciła na wartości, bo co chwila była oferowana nowsza wersja tego modelu…
Wracając do naszej Octavii i utraty wartości:
Moim zdaniem zamiast kupować nowy model, lepiej z tymi pieniędzmi (70 tys. zł) rozejrzeć się za używanym Passatem lub innym autem, które będzie pozycjonowane o klasę wyżej i co najważniejsze – największą utratę wartości będzie miało już za sobą. Jak już napisałem powyżej, 4 latek traci ok. 9,5% w stosunku do 3 latka, co już nie jest takim dramatem i dlatego moim zdaniem najlepiej jest kupować 3- lub 4- letnie auta, które są jeszcze na tyle młode, że powinny mieć wiarygodną książkę serwisową, przyzwoity przebieg i jeszcze przez jakiś czas nie powinny nam dawać większych powodów do zmartwień. Z obliczeń wynika, że 70000 zł wystarczy na auto, które jako nowe (3 lata temu) kosztowało około 115 tysięcy zł.
A za tę kwotę to już można było sobie powybierać. Rozglądać się można m.in. za 3-letnim Passatem Trendline 2,0 TDI 140 KM DSG, czy za 3-letnim Audi A4 B7 1,9 TDI 115 KM. Audi po prostu zabija Octavię pod względem prestiżu, jakości wykonania, właściwości trakcyjnych, itp. A jeżdżąc takim A4 przez kolejne 3 lata stracimy z powodu utraty wartości ‘tylko’ ok. 17000 zł (bo stawki strat za 4, 5 i 6 rok użytkowania wypadają w przybliżeniu na poziomie 9,5%, 9% i 8%) a nie ok. 27000 zł jak w przypadku nowej Octavii. Czyli mamy tak jakby 10000 zł ekstra na naprawy (które wiadomo, że będą z czasem konieczne).
Powyższy wpis nie ma was odstraszać od zakupu nowych aut. Nie, to nie o to chodzi. Chcę, żeby ludzie kupujący nowe auta mieli świadomość, ile na nich stracą. Gdyby mi ktoś powiedział, że da mi za darmo dajmy na to Octavię, to wiadomo, że wolałbym, żeby to było nowe auto, ale gdybym miał kupić nowe auto za swoje pieniążki, to… Co tu dużo mówić – nie kupiłbym nowego samochodu. Oczywiście zakup samochodu używanego obarczony jest ryzykiem, ale myślę, że to jest zupełnie inny temat, który rozwinąłem TUTAJ.
A na koniec taka ciekawostka – każdy wie, że Mercedes klasy S to synonim prestiżu i luksusu. A zastanawialiście się kiedyś ile taki prestiż kosztuje?
Cennikowo nowy Mercedes klasy S 320 CDI 235 KM (podstawowa wersja silnikowa i wyposażeniowa) ze skrzynią 7G-tronic kosztuje 320 tys. zł. Korzystając ze znanej już ścieżki:
320000 – 20% = 256000
256000 – 15% = 217400
217400 – 10% = 195700 zł
Więc jakby nie było – trzeba być naprawdę bogatym, żeby pozwolić sobie na utratę wartości na poziomie 125 tysięcy zł w ciągu 3 lat. Ale zdaje sobie jednak sprawę, że osoby kupujące takie samochody nie muszą się tym przejmować…
I jeszcze jeden komentarz, który napisałem do tego artykułu:
@SoterBur – napisales, ze “Nikt nie kupuje samochodu by go sprzedac po 1-2-3 latach! Samochod sie trzyma tak dlugo az sie splaci czyli conajmniej te 5-7 lat”
Moja odpowiedź: To w takim razie wejdź sobie na dowolny niemiecki portal z ogloszeniami w korzystając z wyszukiwarki zobacz ile jest tam wystawionych mlodych aut.
Przyklad: na mobile.de na te chwilę jest wystawionych łącznie aż 8245 (!!!) Passatów z roku 2007 (ceny od 15 – 16 tys euro), 3671 Passatów z roku 2006 (ceny od 11 – 12 tys euro) oraz 4664 Passaty z roku 2005 (ceny już od ok. 7 tys euro za model B5 3BG [po liftingu] !!!).
Tak samo jest z innymi modelami popularnych marek. Sprawdzcie sobie sami ile jest tam oferowanych 1,2 i 3 letnich Audi, Opli, Fordów czy innych VW. Gdybym ja miał sobie teraz kupic auto za np. 50 tys. zł, to nawet nie myslałbym, żeby iść do polskiego salonu. Wiem, że za tę kwotę mógłbym tam kupić np. nowe C4 1.4, Bravę 1.4 czy Cee`da 1.4, a jak dołożyłbym jeszcze kilka tysięcy to starczyłoby na Megane, Focusa, Astrę czy Golfa. Oczywiście również z benzynowymi 1.4.
50 tys. zł to przy obecnym kursie około 15,5 tys. euro. A z taką kwotą mogę sie wybrać do Niemczech po np. rocznego Passata B6 czy po dwuletnie Audi A4 B7 (trzeba pamiętać jeszcze oczywiście o kosztach transportu, przerejestrowania itp.).
A nawet jeśli chciałbym zostać w klimacie np. niemieckich aut kompaktowych, to mogę sobie sprowadzić np. 2 letniego Focusa II, Golfa V czy Astrę H, które kosztują już ok. 9000 euro czyli ok. 29 – 30 tys. zł, ponieważ NAJWIĘKSZĄ UTRATĘ WARTOŚCI MAJĄ ONE JUŻ ZA SOBĄ.
Pozostałe pieniądze mogę przeznaczyć na koszty eksploatacji auta, zainwestować (choćby na bezpiecznej lokacie bankowej) lub przeznaczyć na inne cele (np. wakacje).
I właśnie dlatego uważam, że nie warto w Polsce kupować nowych samochodów.
Ps. Temat jest kontynuowany we wpisie O nowych samochodach ciąg dalszy – jak to jest w cywilizowanym kraju.

Liczba komentarzy dla " Czy warto kupić nowe auto? ": 27
Przejdź do komantarzy rss lub skorzystaj z odnośnika[...] tutaj rozwinąć wątek z mojego pierwszego wpisu i napisać nieco o cenach i utracie wartości nowych aut w Irlandii (gdzie obecnie przebywam) w [...]
Niestety używane auto może być po prostu niesprawne. Auto 1-2 roczne to nie jest nowe auto za 3/4 ceny pozbawione tylko prestiżu. I nie chodzi o łatwe do zlokalizowania stłuczki, ale o awarie, z którymi ASO nie jest w stanie sobie poradzić lub wręcz wykryć (np. wyeksploatowana turbina). Kupując takie auto, wydajemy pieniądze niemalże równe wartości nowego auta w słabszej konfiguracji na faktycznie niesprawny pojazd. Być może poprzedni użytkownik zwyczajnie odsprzedał wadliwe auto, żeby jak najszybciej kupić inne i zacząć wreszcie jeździć? A może kupuje auta na dwa lata i wcale ich nie szanuje, bo mu to obojętne (i tak sprzeda)? To wcale nie musi wyjść na przeglądzie przy zakupie. Wyjdzie za 50.000 km. A jak popatrzyć na ceny sprawdzonych pojazdów, odsprzedawanych przez oficjalnych dealerów, to różnice w cenach nowego i jednorocznego są już zbyt kosmetyczne, żeby ktoś to poważnie brał pod uwagę. Dlatego nie jest to takie proste. Gdyby było, to by nie istniała sprzedaż nowych aut. My po prostu jesteśmy na nie jeszcze za biedni, stąd nie możemy przełknąć tej straty wartości, bo wyraża się miesiącami własnej pracy, nie tygodniami. Lodówki ani malaksera nikt już nie kupuje z odsprzedaży, choć utrata wartości jest jeszcze większa. To samo będzie z samochodami, gdy tylko zaczniemy na nie zarabiać.
Czesc, musze Ci przyznać sporo racji. Zgadzam się odnośnie
- “Niestety używane auto może być po prostu niesprawne”
- “Być może poprzedni użytkownik zwyczajnie odsprzedał wadliwe auto, żeby jak najszybciej kupić inne”
oraz w szczególności z
- “My po prostu jesteśmy na nie jeszcze za biedni, stąd nie możemy przełknąć tej straty wartości”
Ale z drugiej strony:
włączyłem przed chwilą mobile.de i wyszukiwarka pokazała mi, że na tę chwilę wystawionych jest tam łącznie 3599 nieuszkodzonych Passatów Variant z roku 2007, wycenianych na 15, 16, 17 czy 18 tyś euro lub czasem więcej (w zależności od silnika, wersji wyposażenia, przebiegu itd)
A nowy Passat Variant z podstawowym wyposażeniem i benzyniakiem kosztuje w Niemczech ponad 24 tyś euro. Czyli ponownie widać, że roczny Passat traci tam ponad 20% wartości.
Ale przechodząc do sedna – zdaję sobie sprawę, że jakaś część z tych 3599 Pasków na jakies tam swoje kaprysy (trzeba pamietac, ze w teście długodystansowym nowy Passat TDI nie wypadł zbyt dobrze), no ale nie można teraz zakładać, że wszystkie te auta mają defekty i tylko dlatego są sprzedawane przez pierwszych właścicieli.
Dla Niemca, utrata 20% z 24 tyś euro jest – jak już słusznie powiedziałeś – o WIELE mniej odczuwalna niż utrata 20% z ponad 76 tyś zł (cena Paska Variant bez zadnej promocji) dla Polaka.
I moim zdaniem ogromna część Niemców sprzedaje roczne czy 2 letnie auta, bo im się juz one zwyczajnie znudziły i teraz chcą sobie kupić nową zabawkę. To, że w ciągu roku stracili 20% wartości nowego auta – czyli w przypadku Passata kilka tyś euro – nie ma dla nich znaczenia, bo ich na to stać.
Odnośnie turbosprężąrek w TDI – faktycznie, jeśli komuś zupełnie nie zależało na aucie, to mógł piłować zimny silnik i gasić go na gorąco i przez to nie dbać o turbo. Ale przecież jeśli Polak nie planuje robić przebiegów rzędu 30 czy 40 tyś km rocznie to zawsze może kupić sobie wolnossącą wersję benzynową. A w niej problem z turbo odpada :D
Jest coś jeszcze – w nowych autach mamy gwarancję. No i fajnie. Tylko, że żeby tę “darmową” gwarancję utrzymać, trzeba regularnie robić drooogie przeglądy w ASO. Inną kwestią jest przecież jakość oferowana w ASO – jesli ktos interesuje się tematem, to wie, że w nią nie jest tak różowo. No i zdarzały się przecież przypadki, że nowo zakupione auto miało wady fabryczne, z którymi ASO nie może sobie poradzić. A wtedy trzeba się użerać z serwisem, żeby wykonało naprawę w ramach “darmowej” gwarancji…
Jest to temat – rzeka, ale ja swoje zdanie odnośnie nowych aut z Polski podtrzymuje. A Ciebie zapraszam do dyskusji. Widze, że masz ciekawe podejście do tematu. Kto wie, moze uda Ci sie mnie przekanać do zmiany stanowiska?
pzdr
[...] nie warto kupować nowych samochodów (słynna utrata wartości nad którą tak się rozwodziłem we wcześniejszym wpisie) i nadal zachęcam do zakupu młodego, używanego auta (polecam przeczytanie Dobre auto nie jest [...]
to na co wydawać te pieniądze?
raz się żyje i jak ktoś ma pieniądze to dlaczego ma nie wydawać na nowe?
pozatym ktoś i tak musi kupić nowe żeby później ktoś mógł odkupić je jak ten pierwszy go poeksploatuje troche.
a na przykład na wycieczki i na spełnianie innych marzeń !
Kupisz sobie dziś nowego powiedzmy Focusa, Astre czy Golfa za np. 55 tys zł a za rok Twoje cacko bedzie warte juz tylko ok. 45 tys zł
Podoba Ci sie wyrzucenie w błoto 10 tys zł? Bo mi nie. Ja bym wolał dać 45 tys zł za rocze auto a za pozostałe 10 tys urządzic rewelacyjne wakacje czy np. kupić dobrą cyfrową lustrzankę z kilkoma obiektywami itd.
Brawo tylik.
Cena w salonie jest kosmiczna…
Logicznie rzecz ujmując utrata wartości 50% po 3 latach wskazywałaby na to że żywotność autka to 6 lat:) żarcik :)
Ja poszedłem dalej tym tokiem myślenia co Ty i zamiast kupić nowe Polo za 40 tys.zł kupiłem 10 letnie zadbane Polo za 10 tys.zł…Autko spisuje się dobrze a przy okazji oszczędziłem aż 30 tys.zł…Dzięki temu mogę pojechać aż 10 razy na skromne wczasy za 3 tys.zł lub 3 razy na bogate wczasy za 10 tys.zł … do wyboru do koloru:)
Po co bogacić i tak bogatego już właściciela salonu i producenta? Lepiej wzbogacić siebie i swoją żonę :) Hehe
Ja jestem za kupnem nowych aut. Niestety szczerze wolę kupić auto mniejszej klasy niż 4-letnią limuzynę w tej samej cenie. Strata wartości?? Ci co kupują nowe auta nie liczą się z tym,bo czy normalny Polak dajmy na to z tej średniej “lepszej” klasy sprzeda nowe auto po 2 latach ?? Nie sądzę,trzeba być nienormalnym ,albo mieć za dużo pieniędzy ,żeby tak szybko pozbywać się auta. Gdyby wszyscy mieli takie podejście w kraju,że NÓWKI to zło, to byśmy do tej pory jeździli Golfami II i III. Drogie serwisy w ASO no cóż. Czasem zakup używanego auta niesie za sobą jeszcze większe koszty niż pewne auto ,którym jeździmy od zerowego stanu licznika. W domu mam już 3 auta z salonu i do żadnego nie musiałem dokładać ani grosza na naprawy pomijając kwestie wymiany oleju,klocków,czy amorków dopiero po 9 latach,a autko ma już 12 lat. Drugie autko ma już 5 lat i dalej tylko wlewam paliwo i jadę, trzecie najmłodsze 1,5 roku ma i też wszystko jak wyżej. To jest ta pewność ,za którą jestem gotów zapłacić jak Ci Polacy ,którzy kupują salonówki.
“W domu mam już 3 auta z salonu i do żadnego nie musiałem dokładać ani grosza na naprawy”
Oczywiście że nie musiałeś wydawać na naprawy bo już o wiele więcej kasy wydałeś w salonie :)
Ja mam 10 letnie Polo…Dbam o niego i naprawdę przez ostatnie 3 lata ani razu nie zatrzymał się na drodze z powodu awarii…kupiłem go za 11 tys.zł …czyli o 31 tys.zł taniej niż w salonie a części do niego kosztowały mnie zaledwie około 2 tys.zł … więc nie opowiadaj bajek że stare auta się psują i trzeba majątek wydać na naprawy ! Ja wydałem na naprawy 2 tys. zł a nie majątek !!! Majątek to trzeba zostawić w salonie :)
ps. Moje naprawy nie wynikały z nagłej awarii pojazdu na drodze tylko z tego że staram się dbać o autko i wymieniać części które się normalnie zużywają … Wciągu ostatnich 3 lat wymieniłem np.olej, klocki,tarcze, łożyska,
4 opony,przeguby, 2 mortyzatory,akumulator, nowy zderzak plastikowy za 250 zł bo tamten był troszke zarysowany… Całkowita kwota napraw to 1500-1700 zł…Pojazd odwdzięcza się bezawaryjną pracą … a dotąd nie pojawiła się nawet odrobina rdzy nawet w miejscu drobnego zarysowania …(blacha ocynk?)…Więc jeśli ktoś dba o autko to nie potrzebuje przepłacać za nowe z salonu…
Oczywiście, lepiej kupić używany. Bo samochody wcale nie psują się tak często. Mam zasadę, że kupuje auta o prostej konstrukcji. Nigdy bym nie kupił używanego bmw z 2sprzęgłową skrzynia i 2 turbinami bo ewentualne naprawy będą kosmicznie drogi. Obecnie mam Passata z 2000 roku i ma 400 tys (kupiłem z przebiegiem 120) i tylko 3 razy mnie zawiódł – 2 razy akumulator i raz pompa paliwa. Zazwyczaj awaryjność samochodu zależy od właściciela. Ja przy kazdej wymianie oleju kaze sprawdzic zawieszenie, klocki, lożyska, czy silnik jest suchy, itd. Nigdy nie czekam az samo sie popsuje tylko jak coś jest zuzyte to wymieniam. A akumulator poprostu wymieniam co 2 lata i wogole juz o tym nie myśle. Myśle ze samochodu nie zmienie bo sie nie opłaca, nawet jak padnie silnik to poprostu kupie nowy z anglika i bede jezdził dalej. Auto wymienie tylko jesli je rozbije, bo uważam ze to jedyny sensowny powod do wymiany. A kupowanie nowych, kiepskich samochodów tylko dla tego ze sa nowe jest glupie. Bo większość osób ktore kupiła w tym samym czasie samochód co ja ale marek takich jak fiat czy daewoo już dawno je zajezdziła. Wiec albo kupować nowy dobrej klasy albo używany dobrej klasy.
kolego, passat i octavia to ten sam segment
kolego, passat i octavia to ten sam segment
Taaa, segmenty to za komuny były;) Octavia jest na płycie golfa a nie passata wiec…?
Sobol pierniczysz głupoty. Pozajeżdżali daewoo. Jakoś ich na drogach multum heheh. Ja tam nie jestem przekonany do używek i powiem ,krótko kogo stać na nowe auto idzie i kupuje nowe w salonie. Krótko i na temat. Nie ma co rozstrząsać tek kwestii, niech każdy robi ze swoimi pieniędzmi co mu się żywnie podoba.
A sorry dla mnie nie ma teraz ogólnie kiepskich marek , tak samo vieśwagen zaliczył wpadkę z 2.0 tdi , audi też się pojawia często na tvn turbo, o innych markach nie wspomnę. Każdy kupuje do tego co mu się aktualnie podoba i mu pasuje. Ja jeżdżę Kią i jestem z niej zadowolony. Jak mówię , Polska nie jest bogatym krajem i z czegoś ta średnia wieku aut około 15 lat się bierze, i niestety nic mnie nie przekona do kupywania używek ,chyba ,że miało to być auto luksusowe to tak. Ale wcyhodzę z założenia ,że skoro powiedzmy nie stać mnie na nowe a8 , to nie kupuje 15-letniego a8 ,bo wiem ,że nie bd mnie stać na utrzymanie takiej limuzyny. Nie mam jak większość Polaków pragnienia posiadania 6 metrowej limuzyny,żeby pokazać się sąsiadom i dlatego mogłem sobie pozwolić na nowe auto klasy B/C. Dlatego wolę nowe auto tej klasy,aniżeli używane segmentu D i wyżej.
Tylik, naprodukowałeś się tym wpisem a jest on niemal bezpłodny. Skupiłeś się jedynie na WIRTUALNEJ utracie wartości auta, która jest wartością tylko teoretyczną.
Takie rozważania jak wypisałeś wyżej dotyczą w praktyce w zasadzie tylko firm leasingowych, wynajmujących auta, handlarzy aut z małym przerobem – oni wszyscy zastanawiają się ile dane auto będzie warte a rok, za dwa, bo od tego zależy ich biznes. Firma leasingowa kupuje auto i daje je w użytkowanie jakiejś innej firmie na 2 lata, musi wiedzieć ile brać za raty tak aby one odpowiadały utracie wartości po tych dwóch latach gdy będą chcieli ów auto sprzedać. Z handlarzem podobnie, nie kupi w ciemno prawie/nowego auta do sprzedaży bo takie przy sprzedaży za pół roku albo dłużej już straci na swojej wartości.
Zmierzam do tego, że utrata wartości występuje wyłącznie w momencie sprzedaży. To, że sobie policzysz, że Twoje auto będzie za dwa lata mniej warte o 50 tys. złotych ma tylko znaczenie gdy te auto będziesz sprzedawał. Jak nie będziesz sprzedawał to nie masz takiej straty!
Mało kto z prywatnych właścicieli kupuje nowe auto do osobistego użytku po to aby je po 1-3 latach sprzedać, zwykle jest ono użytkowane przez 5, 7, 10 lat? wtedy już spadek wartości rozłożony na tyle lat nie jest tak wielki i całe rozważania szlag trafiają.
Podsumowując, kupujesz auto pod to aby użytkować je przez 5 czy więcej lat? kupuj nowe i nie zawracaj sobie głowy spadkiem wirtualnym wartości przez pierwsze lata.
Robisz biznes samochodowy, często zmieniasz auta to przy wyborze zwróć uwagę na cenę jego sprzedaży za 1-3 lata, czyli wtedy kiedy konkretnie je sprzedasz.
Taka analogia do funduszy, handlu walutami, itp. mając 100 tys. złotych i kupując jakieś papiery płacimy na samym początku prowizję, np. 2%. Czyli już po pierwszych minutach po zakupie jesteśmy 2% w plecy (o tyle nasz kapitał się zmniejszył), wniosek z tego taki, że nie ma sensu inwestować w fundusze? nie, wniosek z tego taki, że nie ma sensu inwestować w fundusze zmieniając je co dziennie (bo za każdym razem zapłacimy tą prowizję 2%).
Podobnie jest z autami, kupując nowe płacimy tą prowizję rzędu 10-20% auta, ale w odpowiednio długim okresie czasu użytkowania auta jest ona niwelowana przez korzyści jakie mamy z nowego auta (choćby gwarancję w początkowym okresie).
http://vwszrot.pl/index.php/archives/6 kupił używane – niemieckie. 4 letnie. Dobrej marki – w końcu to VW. Nie wiedział, nie słyszał nic o 2.0 TDI ?
Ja planowałem kupić Astrę III 1.6 benzyna. Była jedna w miarę spoko z 2006 roku z salonu, ale za 35 000 zł i właściciel nie chciał nic targować. Z Niemiec takie autko po opłatach wychodziło mi koło 37 000 zł. Mówię oczywiście o aucie od 1 właściciela i w dobrym stanie. Doliczmy do tego teraz podstawowe wymiany (filtry, olej, serwis klimy) + nie wiadomo co jeszcze z części eksploatacyjnych. A teraz nowa Astra III z klimą jest za 46 000 zł. I gdzie tu logika żeby kupić używane. Za 10 000 zł mniej?? Auto 4 letnie a tu mam nowe z przebiegiem 0 km i 2 letnią gwarancją. Nie kupuje auta na 2-3 lata. Kupię nowe i będę jeździł nawet 10 lat. Nowe to nowe. A utrata wartości to jest zwykłe głupie gadanie. Niech każdy zada sobie pytanie. Wolę nowe czy używane. Chyba tylko głupi powie, że używane. Teorie o utracie wartości wynikają tylko z tego, że nas nie stać na nowe auta. Jeśli zarobki mielibyśmy porządne to zapewne każdy kupowałby nowe. Za cenę nowej Astry mogę kupić kilkuletnią limuzynę. Tylko po co? Żeby do takiego Passata dokładać na naprawy? Lansować się przed sąsiadami że mam VW? To nie te czasy.
Pozdrawiam
Mam Polo z 1999 r. które przez 4 lata jazdy zawiodło tylko raz…rozładował się akumulator który wymieniłem i teraz autko jeździ super. Moje roczne przebiegi to około 10-12 tys.km…zazwyczaj jeżdże po mieście i czasem ale rzadko wyjade w trasę…więcej nie potrzebuje :)
Oczywiście że każdy samochód używany się kiedyś zepsuje…Ba! nawet nowy potrafi się zepsuć po kilku miesiącach jazdy…ale 3-5 lat to niewiele na dobrej klasy autko,jeśli tylko jest bez poważnego wypadku to pojeździ jeszcze dłuugie lata a kosztuje aż 50% taniej niż nowe czyli w praktyce aż 20-30 tys.zł taniej, mimo że nie osiągnęło jeszcze 50% swej żywotności…no może 15-20% żywotności osiągnęło ;-) Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem tego spadku wartości jest sztucznie zawyżona cena w salonie która po 3 latach obniża się do ceny prawdziwej rynkowej bardziej uczciwej…a wydawałoby się że przecież mamy kryzys i auta powinny być dużo tańsze…ale nie są…do tego jeszcze dochodzą droższe ceny serwisu w ASO…SZKODA KASY !
Nawet gdybym kupił nowe i chciał sprzedać po 3 latach z prawdziwym przebiegiem 30 tys.km(na rok robię 10 tys.km!) to nikt mi nie uwierzy i każdy powie że cofałem licznik….musiałbym licznik przestawić do przodu na 90 tys.km to by się sprzedał ;-) Haha
kogo stać na nowe za 45000 to kupuje nowe a kto ma kasy no 13000 to kupuje za ta kasę samochód i jest w czym wybrać a i później dokładać do niego nie musi za dużo poza zwykłymi częściami eksploatacyjnymi i może zrobić i na pewno nim zrobi ze 100000 czy 200000 km bez większych wydadkow (głownie to zawieszenie bedzie do roboty)
d ruga sprawa to chyba lepiej kupic uzywane wieksze i bezpieczniejsze auto za 25-30k niz w tej cenie nowe małe “cos”
przykłady:
1. brat kupił mercedesa A z CDI 90k km na liczniku od wujka – auto nie bite, serwisowane, już włożył w niego 2k PLN a zaraz szykuje mu się przegląd z rozrządem i pewnie amortyzatory.
2. drugi brat kupił passata 1.8T w gazie bo chcial miec duze auto – naprawia go średnio co 3 tyg.
3. ja kupilem astre prawie nową i leję benzynę.
sprawa wg mnie jest prosta. Szukamy na siłę prób udowodnienia, że używane auto jest dobre z tej prostej przyczyny, że nas po prostu nie stać na nowy samochód.
Ponieważ mnie stać na auto z salonu to takie zawsze będę wolał kupić niż na siłę udowadniać, że 3-letnie BMW jest lepsze o nowej toyoty/mazdy itp.
drow82
JA nie udowadniam na siłę że moje używane Polo jest tak samo dobre jak nowe…Trudno o takie zadbane używane autka jak moje ale tak po prostu jest…Co prawda moje przebiegi to 10 tys.km…autko ma 11 lat, 130 tys.km prawdziwego przebiegu i zrobi spokojnie drugie tyle,bo rdzy nie ma żadnej a jedyne części które przez ostatnie 4 lata wymieniłem to amortyzatory z tyłu,akumulator,klocki,olej,zderzak,opony. Te części kosztowały mnie około 1 000 zł. Autko przez 4 lata miało tylko jedną prostą awarię:akumulator się rozładował i silnik nie zapalił.Wtedy kupiłem nowy akumulator który działa do dziś.
Autko kosztowało mnie 11 tys.zł,a części przez 4 lata 1 000 zł. Co prawda robię małe przebiegi(10-12 tys.km rocznie) ale awaryjność tego autka oceniam jako naprawdę niską. Nie widzę więc potrzeby zakupu nowego Polo które kosztuje astronomiczną kwotę 45 tys.zł + drogi serwis w ASO. Może jeśli ktoś ma kasy jak lodu i chce się pokazać kolegom to niech kupuje nowe…ale ja nowego nie kupię mimo iż mnie stać…po prostu szkoda mi kasy…wolę za zaoszczędzone 30 tys.zł kupić laptopa,pojechać na wczasy do Hiszpanii…niż utopić w blache która jeździ tak samo jak zadbana używana a kosztuje 5 razy więcej…
W komentarzach pod tym wątkiem napisałem co sądzę o nowe kontra używane:
http://tylik.motogrono.pl/po-drugiej-stronie-barykady/comment-page-2/#comment-4537
Jak już pisałem jeżeli rocznie robi się do 15 tysięcy km wówczas najlepiej kupić kilkuletnie używane auto (nawet z dużym przebiegiem) niż inwestować w nowe. Bo przy takich przebiegach utrata wartości jest olbrzymia, natomiast używane auto raczej nie będzie cierpiało na przyspieszone starzenie i liczne awarie. Więc miki to jet to o czym piszesz.
Jeżeli robimy rocznie 15-25 tysięcy km wówczas można rozważać nowe czy stare. Tutaj koszty eksploatacji są na pograniczu i w zaadzie od własnych preferencji możemy zdecydować co lepiej i na co nas stać.
Natomiast robiąc powyżej 25 tysięcy km rocznie najlepiej kupić nowe auto, ponieważ duża utrata wartości i koszty serwisu rozbijają się o pokonane kilometry. Z drugiej strony kupując używane auto (na rynku dostępne są raczej z dużym niż mniejszym przebiegiem) będą ulegały przyspieszonemu zużyciu, co wywołuje konieczność częstszych i kosztowniejszych awarii. Więc w efekcie eksploatacja nowego kontra używanego przy takich przebiegach wyjdzie taka sama lub z korzyścią dla nowego.
o jakich kosztownych awariach mówisz? przypomne ze na 3 letnim uzywanym mozna oszczedzic nawet 50% wartosci nowego czyli nawet 30 tys.zł…nie znam awarii której naprawa by az tyle kosztowała…moje Polo z 1999 r. przez 4 lata miało wymieniane czesci na kwote poniżej 2000zł…amortyzatory,akumulator,olej,przegub,tarcze i klocki i opony…widzisz różnice między 2 tys.zł a 30 tys.zł? matematyki sie uczyłeś w szkole czy chodziłeś na wagary? hahaaa;)
@miki, po pierwsze przeczytaj ze zrozumieniem to co napisałem w komentarzach do których jest link wcześniej. Po drugie znajdź dobry samochód, który po 3 latach ma 50% utratę wartości i jednocześnie nie został “uzdatniony” po czymś poważnym. Idąc Twoim tokiem myślenia na świecie są tylko idioci i “dobre wujki”, którzy kupują nowe by sprzedać je z dużą stratą innym… . Po trzecie zrozum różnicę pomiędzy rocznym przebiegiem 10 tysięcy, a przebiegiem 30 tysięcy. Twój 6 letni przebieg przekłada się na zaledwie 2 lata w innych warunkach. Więc pojeździj tym autem jeszcze kolejne 12 lat, później zsumuj i będziesz miał odpowiedź ile faktycznie będzie kosztowała eksploatacja auta w warunkach dużych przebiegów (powyżej 30 tysięcy rocznie) i czy aby wydane pieniądze nie są takie same jak utrata wartości auta… . Wiesz są na świecie osoby umiejące liczyć a nie jedynie udające że umieją ;)
Richard twoje złośliwości mnie nie ruszają;-) Masz rację…ja potrafię liczyć a ty jedynie udajesz że potrafisz…utraty wartości 50% po 3 latach jak rozumiem nie podważasz? no cóż…nawet takiemu ignorantowi jak ty trudno podważać fakty…
Twierdzisz że nie ma 3 letnich aut w dobrym stanie? Wszystkie 3-latki to złomy? To ciekawe,bo ja znalazłem 4 lata temu 8 letnie zadbane Polo a ty nie możesz znaleźć zadbanego 3-latka? Widocznie źle szukasz! Zamiast do handlarza powinieneś iść do prywatnego właściciela,bo handlarz dba o auto tylko po to żeby go sprzedać a prywatny właściciel zazwyczaj dba cały czas…Nawet jeśli takie 3-letnie autko ma 90-100 tys.km przebiegu to co najmniej przez 10 lat i 300 tys.km jeszcze pojeździ, a jest przy tym tańsze aż o 50% czyli około 30 tys.zł więc nie mów że nie warto bo się ośmieszasz matematyczny “geniuszu” ;-) Hehe
Piszesz:”Twój 6 letni przebieg przekłada się na zaledwie 2 lata w innych warunkach.”
Tak. Ale takie duże przebiegi robią biznesmeni,właściciele firm biorący auto do tyrania,bo to auto ma na siebie zarobić i nawet im nie zawsze opłaca się kupować nowe auta tylko wolą brać je w leasing!!!…a ja mówię o prywatnych właścicielach którzy wykorzystują pojazd prywatnie czyli jadą do kościoła,do rodziny,do pracy 5 km. Takich jest 90% i takim zakup nowego się nie opłaca…Spadek wartości wynosi aż 50% bo ta cena salonowa jest kosmicznie sztucznie zawyżona i po 3 latach spada do prawdziwej wartości rynkowej.Koncerny i salony nas skubią.A cwany Polak się nie da oskubać. Amen.
Skomentuj wpis