Cześć Tylik,
Jestem czytelnikiem i fanem Twojego bloga, a pisze do Ciebie, bo chciałbym Ci podsunąć temat na pościk. Otóż ostatnio było mi dane stanąć po drugiej stronie barykady, czyli posmakowałem handlarskiego żywota nie będąc handlarzem i tymi doświadczeniami chciałbym się z Tobą podzielić.

Oto historyjka:
Jestem informatykiem i pracuję na pełen etat, oprócz tego w ramach hobby pasjonuję się autami. Jako, że mam wrodzoną alergie na handlarzy (z tych samych chyba powodów, dla których Ty prowadzisz swój blog), cztery lata temu pojechałem sobie do Niemiec wyfasować fajne Audi. Zakupiłem wtedy czteroletnie A6 2,5 TDI z przebiegiem 132 tys. km i jestem mega zadowolony. Dziś auto ma już 8 lat i (odpukać!) hula znakomicie.

W międzyczasie wielu moich znajomych chciało kupić auto, widząc że mój sprawuje się dobrze. Chcieliby coś fajnego, ale albo boją kupić w Polsce (bo wiadomo) albo boją się jechać sami do Niemiec (bo się nie znają i im się nie chce). Kupują więc nowe Fabie, Fiesty itp.

Jako że miałem trochę czasu, postanowiłem wyjść temu naprzeciw i sprowadzić wychuchane auto na sprzedaż. Pomyślałem, że jest rynek na używane auta typu BMW, Mercedes czy Audi z pewnej ręki, bezwypadkowe, z prawdziwymi przebiegami. Kto wie, może z czasem gdyby pomysł chwycił, to może mógłbym się tym zająć zawodowo. Model biznesowy miał polegać na przywożeniu bezwypadkowych aut z Niemiec z placu samochodów poleasingowych – z pewnym przebiegiem, z raportem Dekry itd. Uważałem, że znajdą się chętni, którzy zapłacą wyższą cenę niż za okazyjne „rodzyny”. Wszystko legalnie, żadnych umów „In blanco” z Niemcem. Wiesz – wystawię fakturę, zapłacę podatek itd.

Pojechaliśmy więc z kolegą, żeby coś fajnego wyfasować. Na początek chciałem zaatakować popularne Diesle, na które zawsze jest chętny: 2-3 letnie BMW serii 3 lub Audi A4 z przebiegiem do 120 tys. Plac ogromny, ponad 1000 aut, z czego tylko Audi ok. 300 sztuk. Wyselekcjonowaliśmy 5 Audi i 3 BMW, z czego potem jak pobraliśmy klucze, to okazywało się, że zawsze jest coś nie tak: A to plama na podsufitce, a to rozdarcie, a to polakierowany błotnik…

Ceny: ok. 14-15 tys. EUR netto, te z przebiegami 170 i więcej tys. km były o około 2 tys. EUR tańsze. Policzyłem sobie naprędce, że same koszty zakupu takiego A4 z niskim jak na Diesla przebiegiem 120 tys. km, to coś około 72,5 tys. PLN (14000 * 4,1 * 1,22 * 1,036) + koszty sprowadzenia + potencjalna marża = musiałbym wystawić takie auto za ok. 77 czy nawet za troszkę więcej tys. zł.

Wchodzę na allegro: i…
Ceny najtańszych egzemplarzy z tych roczników zaczynają się od 48 tys. zł, najwięcej było aut za ok. 53 tys., kilka za ok. 60 tys. Ho, ho!!!

Czyli żeby zrobić to uczciwie, byłbym o ok. 20 tys. droższy!
I chciałem do tego podejść, w końcu na tym miał się opierać model biznesowy (nie miałem konkurować ceną), gdyby nie to, że z każdym autem było coś nie tak. Żaden nie był wychuchany. Dlatego odpuściliśmy, bo doszedłem do wniosku, że nie mogę konkurować w Polsce autem droższym o 20 tys. zł, które ma jakieś drobne niedociągnięcia czy wady.

I wtedy to właśnie stanąłem po stronie handlarza i uświadomiłem sobie, że Polak chce Diesla z przebiegiem do 120 tys. km, z max wyposażeniem, za pół ceny. Wszystkie auta maja raporty Dekry i dokładnie opisane swoje wady, ale klient w Polsce by tego nie zaakceptował. Niemcy doceniają to, że wiedzą co kupują i godzą się na to, że za auta absolutnie wychuchane muszą zapłacić jeszcze 2-2,5 tysiąca EUR więcej.

Chcieliśmy z kolegą już nawet wracać z pustymi rękami, ale on mieszkał w Niemczech 17 lat i znał kilka zaufanych osób, którzy pokierowali nas na kilka różnych miejsc. W końcu trafiliśmy na mikro miejsce, gdzie były wychuchane samochody od dziadków. Nie znoszę tego okropnego, wyświechtanego handlarskiego tekstu „Od dziadka, co w niedziele do kościoła jeździł”, a tu nagle stoję w miejscu, gdzie stoi kilka takich aut!!! Dokładnie 6 sztuk. 5 Mercedesów i jedno BMW, wszystkie w okolicy końca lat 90-tych..

Każdy wychuchany, przebiegi 70-140 tys. km. Każdy miał jednego lub dwóch właścicieli, wiek najmłodszego: 68 lat!!! Szok! To było coś cudownego, nie wierzyłem własnym oczom. Te dziesięcioletnie samochody były w takim stanie, że ja chciałem aby w takim stanie były te poprzednie 2-3 latki. Zdecydowaliśmy, że bierzemy dwa, bo ich stan jest tak znakomity, że na pewno się znajdzie ktoś w Polsce, kto to doceni.

Kupiliśmy BMW 520i z grudnia 2000 roku, którego pierwszy właściciel urodził się w 1935 roku (można to łatwo potwierdzić, bo data zapisana jest w Briefie) i Mercedesa CLK z 1997 roku (rok urodzenia pierwszego właściciela: 1929!). Były to auta, które sam chętnie bym kupił. Kupiłem jak dla siebie, wiec byłem dobrej myśli.

W końcu wystawiłem je na allegro.
I tu zaczynają się atrakcje, które chciałem Ci opisać:

Przypadek #1:
Mercedes CLK: cena 32900 zł. Przychodzi mail od handlarza, coś w tym guście: „Chyba upadłeś na głowę, za taką kasę to ja znajdę W209 z 2003 roku”. Patrzę co on sprzedaje: też CLK z roku 1999, przebieg: 160 tys. km, cena: 19400 zł!!! Niemożliwe żeby w tej cenie. Ja zapłaciłem za swojego w Niemczech dużo więcej, niż on wystawia. Żeby sprzedać za 19 tys. to musiał go kupić za 3-3,5 tys. EUR. Patrzę na mobile.de i widzę, że za takie pieniądze to albo wypadek, albo przebieg rzędu 300 tys. kilometrów. Oglądam jego zdjęcia: coś mu się klapa nie chce spasować. No tak, wszystko jasne. Odpisuję mu więc, że mój CLK ma prawdziwy przebieg i jest bezwypadkowy w prawdziwym tego słowa znaczeniu. A on odpisuje: „No to nieźle umoczyłeś! Żeby był nawet jak z fabryki, to tak nikt za niego w tym kraju nie da więcej niż 21 tys. zł. Taki jest rynek”.

No i faktycznie, jak ja mam konkurować z Rodzynami, skoro jego młodszy o dwa lata egzemplarz kosztuje tylko 19400 zł, a mój aż 32900? No nic. Zdałem sobie sprawę, że rynek jest:

1. Z jednej strony doszczętnie zniszczony przez handlarzy
2. Z drugiej strony, ludzie nie są gotowi zapłacić za dobre auto. Chcą być oszukiwani i chcą wierzyć, że 10- letnie Diesle maja ok. 160-190 tys. km przebiegu, a 2-3 letnie 120 tys. km. I do tego kosztują mniej niż w Niemczech! Cud nad Wisłą po przekroczeniu Odry!

Przypadek #2:
W zasadzie to nie ma sensu się tu rozpisywać, bo wystawione za 39900 zł BMW e39 520i z automatyczną skrzynią idzie tą samą ścieżką, którą podąża CLK: dla potencjalnych klientów jest zbyt drogie, bo dla nich nie liczy się przeszłość i stan techniczny, ale rocznik i cena!

 

Sumując moją jednorazową przygodę ze sprowadzeniem aut:

1. Ogólnie jest tak, że nikt nie wierzy że znalazł się głupiec, który może to robić uczciwie. Więc z miejsca są oskarżenia o oszustwo: że licznik cofnięty i że cena jakaś kosmos

2. Nigdy nie dogodzisz:
- Ściągniesz benzynę z niskim przebiegiem – powiedzą, że wolą Diesla z dużym
- Ściągniesz Diesla z dużym przebiegiem – powiedzą, że wolą benzynę z niskim, bo co to za przebieg
- Ściągniesz benzynę z małą pojemnością – powiedzą, że słaby silnik
- Ściągniesz benzynę dużej pojemności – powiedzą, że za dużo pali
- Masz dobre auto za wysoka cenę – powiedzą, że za drogo
- Masz auto tanie – powiedzą, że złom

A i tak za każdym razem powiedzą, że jesteś oszust.

Jak pojedzie się do Niemiec, to nie jest tak, że tam masz wybór przekrojowy i że można przebierać w Dieslach, wyposażeniach i do tego żeby niski przebieg i cena 3-4 tys. EUR. Tego po prostu nie ma. Jeśli chcesz Diesla, to przebiegi kosmos, a jeśli auto ładne i z akceptowalnym przebiegiem, to cena wysoka. Taka prosta zależność. Ale ogólnie jeśli się chce piękne, naprawdę zadbane auto, to zawsze trzeba zapłacić za nie więcej niż za egzemplarz, który już czeka na klienta w Polsce. Do tego Polacy w jakiś głupi sposób upierają się na tych Dieslach. One naprawdę potrafią mieć najechane dużo kilometrów. Czyż nie lepiej spalać o ok. 2 litry więcej benzyny i mieć święty spokój?

Podchodząc do tego biznesu, chciałem założyć swoją stronę www i tam zamieścić informacje o kombinacjach na autach, chciałem (za Twoją zgodą) podlinkować do Twojego bloga i ogólnie uświadomić ludziom, że dobre używane auta w Polsce nie mogą kosztować mniej niż dobre używane auta w Niemczech. Okazuje się, że ludzie są całkowicie odporni na wiedzę i kompletnie, ale to kompletnie nie chcą przyjąć tego do wiadomości.

Jednym słowem: na polskim rynku, nie ma miejsca dla próbujących robić ten biznes uczciwie i do tego w każdym calu – z płaceniem podatków włącznie. Polacy nie akceptują cen za uczciwy samochód i mają tak wielkie wyparcie prawdy na temat aut w Niemczech, że nie da rady się przez to przebić.

Wystawiłem auta na allegro, ale zainteresowanie jest żadne, wiec na razie jak to się mówi: się wożę. Na szczęście nie mam parcia, poczekam jeszcze, najwyżej jedno zostawię sobie, a drugie sprzedam po kosztach rodzinie.

Na tym jednak raczej koniec mojej przygody ze sprowadzaniem dobrych aut.

Jednak cały wniosek mojego maila do Ciebie jest taki, że moim zdaniem, to ludzie – Polacy sami wykreowali taki rynek i mają ten rynek taki, na jaki sami zasłużyli. A handlarze, dostarczają im tylko tego, czego oni pragną: 100% bezwypadkowe Diesle na max wypasie z przebiegiem 120 tys. km, oczywiście i co chyba najważniejsze – w okazyjnej cenie!!!

Tak czy inaczej – to nie usprawiedliwia obrzydliwego oszustwa, jednak zdaje sobie sprawę, że aby istnieć na tym rynku, trzeba oszukiwać. Innej drogi nie ma…

Tak więc ja nie będę brał w tym udziału.
Pozdrawiam,
Tomek

Od tylika: Doczytaliście tutaj? Mail był trochę długi, ale cóż… prawda jest taka, że Tomek w doskonały sposób potwierdził to, o czym pisałem już jakiś czas temu choćby w Sprzedawcy i… Sprzedawcy. Autor maila miał pewien pomysł – chciał zacząć sprowadzać naprawdę dobre samochody, ale już podczas próby sprzedaży pierwszych dwóch egzemplarzy zderzył się z twardą, polską rzeczywistością, bo okazało się, że jego auta były po prostu zbyt dobre, przez co zbyt drogie dla statystycznego kupca. I w taki sposób z rynku zniknął kolejny Good Man czyli sprzedawca, któremu poświęcony był ostatni punkt linkowanego przed chwilą wpisu.

Jesteście ciekawi jak zakończyła się historia obu aut? Ja już wiem, bo jestem z Tomkiem w kontakcie. W jednym z późniejszych maili napisał on do mnie:

 

Pomału udaje się wybrnąć z tej sytuacji: Mercedesa po kosztach kupił mój ojciec, a BMW prawie na pewno weźmie moja siostra – też po kosztach, wiec nie będę już odnawiał ogłoszenia które wygasa dzisiaj. Dobre w tym to, że choć nie zarobiłem ani złotówki, to też i nie straciłem. Rynek chyba by nie zaakceptował nawet cen zakupu i miałbym wtopę. A auta są naprawdę zacne i będą służyły rodzinie.

 

I tego Tomek Twojej siostrze i Twojemu ojcu życzę z całego serca. Niech oba auta przez wiele lat wiernie służą nowym właścicielom.