Chcesz stworzyć bezwypadkowe auto? Prawdziwego motoryzacyjnego rodzyneczka? I to nie wychodząc nawet z domu? Jeśli tak, to tu masz uniwersalny przepis:

1. Kupujesz uszkodzone auto. Zasada jest prosta – auto ma być w miarę możliwości lekko uszkodzone i możliwie jak najtańsze. Kolejna zasada – auto powinno być popularne. Dzięki temu będzie Ci łatwiej kupić części zamienne, a gdy już Rodzyn będzie gotowy – łatwiej będzie go sprzedać.
Trzeba poszukać więc auta. Przyjmijmy, że nie chcesz dać zarobić polskim handlarzom, poszukałem więc dla Ciebie czegoś na niemieckich portalach. Powiedzmy, że Twój wybór padnie na tego Golfa IV: 

2. Jako, że ten Golf jest w Niemczech, musisz zorganizować jakiś transport. Trzeba więc skorzystać z usług jakiegoś laweciarza, takiego jak np. ten.
3. Prosisz, aby laweciarz przywiózł Golfa na konkretne miejsce, na przykład do garażu Pana Dżdżysława i Pana Gromosława – naszych znajomych, których poznaliśmy w moim wcześniejszym wpisie Jak to jest z tymi bezwypadkowymi?. Teraz zależy to już od Ciebie – jeśli znasz się trochę na mechanice i blacharce, to możesz współuczestniczyć w procesie uzdatniania auta. Jeśli na tym się nie znasz lub po prostu nie chcesz, to możesz całkowicie się zdać na fachowość znajomych mechaników.
4. Okazuje się, że nasi panowie są ostatnio bardzo zajęci i nie mają sami czasu na zakup wszystkich potrzebnych do uzdatnienia auta elementów. Musisz je więc kupić sam. No to kupujesz:
a) Jedną lub dwie przednie ćwiartki (zwróćcie przy okazji uwagę, że na zdjęciu z tej aukcji na dalszym planie widać m.in tył Corolli VIII z lat 1997-2001 z odciętym dachem, który został zapewne wszczepiony do innej Corolli po dachowaniu, oraz coś co przypomina mi pierwszą generację A3, już z wyciętym tylnym prawym błotnikiem)
b) Jeden lub dwa błotniki
c) Przedni zderzak, albo inny z innej aukcji
d) Maskę
e) Przednie lampy
f) Obudowę lewego lusterka
g) Jeśli będzie brakowało różnych małych elementów czy np. uszkodzonego podzespołu zawieszenia, to bez problemu znajdziesz je na innych aukcjach (w tych wcześniejszych aukcjach często było napisane, że sprzedawca ma mnóstwo innych części do Golfa)
No chyba, że nie będzie Ci się chciało wszystkiego mozolnie kompletować, to możesz zajrzeć np. na tę aukcję i kupić na niej kompletny zestaw naprawczy.
Trochę tu trzeba pokombinować, bo np. może się okazać, że wystarczy kupić (no i oczywiście wspawać) np. tylko prawą ćwiartkę (od strony pasażera), bo na zdjęciach wydaję się, że lewa podłużnica (od strony kierowcy) powinna być we względnie dobrym stanie i raczej uda się ją wyprostować. W jaki sposób? A na przykład w taki:
Tak samo z błotnikami – na zdjęciach wydaje się, że błotnik po stronie kierowcy jest we względnie dobrym stanie i wystarczy go wyklepać, lekko zaszpachlować, polakierować i będzie „jak nówka”. Chociaż, z drugiej strony nie wiem, czy jest sens się w to bawić, skoro nowy element można już kupić nawet za 62 zł (+ koszt wysyłki). Można też trochę podzwonić i znaleźć gdzieś oryginalny błotnik np. z rozebranego na części anglika, a jak się postaramy, to kupimy go już nawet w czarnym kolorze – odpadnie więc koszt ponownego lakierowania.
Jest jeszcze kwestia przedniej szyby. Jak widać, jest ona pęknięta. Oczywiście możesz kupić inną, używaną, np. z tej aukcji. Dodatkowo, jeśli się uda, to może dostaniesz używaną, oryginalną szybę (ze znaczkiem VW) z tego samego rocznika co auto. Ale jest inna szkoła – możesz specjalnie nie wymieniać szyby i później powiedzieć potencjalnemu kupcowi, że uderzył w nią jakiś kamień a Ty nie chciałeś jej wymieniać, żeby nie być posądzonym o to, że auto miało wypadek (no i trzeba było wstawić nową szybę). Ale powiedz klientowi, że opuścisz mu z 200 zł, aby mógł on sobie sam wstawić nową szybę.
Po zakupie tych wszystkich elementów czy całego kompletu naprawczego prosisz o dostawę do garażu Pana Dżdżysława i Pana Gromosława.
5. Dzwonisz teraz do mechaników i mówisz, że części są już w drodze.
6. Czas zająć się teraz bezpieczeństwem biernym. Jak widać, przednie poduszki powietrzne w Golfiku wystrzeliły i trzeba coś z tym zrobić. Wchodzisz więc najpierw na tę, a następnie na tę aukcję i kupujesz stylowe zaślepki na Airbagi. Prosisz, aby sprzedawca wysłał je oczywiście do Pana Dżdżysława.
7. Po kilku (kilkunastu) dniach dzwonisz do Pana Dżdżysława i pytasz o auto. Jeśli Ci się poszczęści, to będzie już ono gotowe. Trzeba więc jechać po odbiór. No i trzeba mieć nadzieję, że fachowcy nie spartaczyli za bardzo tej roboty. Powiedzmy, że miałeś szczęście i auto wygląda w miarę normalnie. Miejsca wspawywania ćwiartki zostały ładnie zaszpachlowane lub zeszlifowane i nic gołym okiem nie widać. Słupki zostały w miarę dobrze naciągnięte i drzwi (szczególnie te pasażera) już tak nie odstają. Efekt końcowy lakierowania jest zadowalajacy. Najprawdopodobniej będą jednak widoczne różnice w spasowniu maski, błotników i reflektorów czy w odcieniach lakieru, ale z tym trzeba się pogodzić. Przy amatorskiej naprawie w jakimś garażu, nie ma się co spodziewać lepszego efektu.
Odbywasz jazdę testową i z zadowoleniem stwierdzasz, że „nic nie puka, nic nie stuka”.
8. Auto gotowe, czas zająć się kosmetyką. Na początek wypada się zainteresować stanem licznika. Aktualne wskazanie to ponad 217 tys. km, a jak na polskie warunki to dla 8 letniego auta naprawdę sporo. Zaglądasz więc tutaj lub tutaj i umawiasz się na spotkanie. Płacisz 50 czy 70 zł i po chwili, dzięki usłudze „korekcji stanu licznika” Twój Golf pokazuje, że przejechał nie 217 475 km ale np. tylko 97 475 km, co już będzie lepiej postrzegane przez potencjalnego kupca.
9. Przyjmijmy, że Niemiec dał Ci do tego Golfa oryginalną, prowadzoną do końca książkę serwisową. Ale już Ci się ona nie przyda, bo przecież pokazuje ona przebieg na poziomie 200 tys. km (zależy kiedy był ostatni przegląd). Znaczy to, że aby podnieść atrakcyjność auta, musisz sam zrobić nową książkę. Kupujesz ją np. z tej aukcji. Ale nie wysyłaj jej do Dżdżysława. Lepiej niech Ci ją dostaczą do Twojego domu. Teraz szukasz na Google adresu jakiegoś niemieckiego dealera VW. Chodzi o coś takiego:
Auto Mehner
Skalitzer Str. 126
10999 Berlin Kreuzberg
Telefon: 030 / 616 70 40
czy:
Autohaus-Ostkreuz
Markgrafendamm 7-9
10245 Berlin
Telefon: 030 / 29 33 79-0
Adres jest, teraz potrzebna jest pieczątka. Kupujesz ją np. z tej aukcji. Wysyłasz na maila sprzedawcy wzór napisu, który na znaleźć się na pieczątce i czekasz na dostawę. Jeśli nie jesteś pewien, jaki wzór powinna mieć pieczątka, to wystarczy, ze poprzeglądasz na jakimś portalu ogłoszenia i z pewnością trafisz na Golfa ze zdjęciami wypełnionej książki, na której będzie widać pieczątki dealera. Generalnie chodzi o coś takiego.
10. No dobra, masz teraz pustą książkę serwisową, pieczątkę z adresem niemieckiego Autohausu i licznik pokazujący 97 475 przejechanych kilometrów. Przyda się teraz kilka niebieskich i czarnych długopisów oraz niebieski i czarny tusz do pieczątki. Dobrze będzie jeśli przyjdzie do Ciebie jakiś znajomy. Róbcie na przemian kolejne wpisy, starajcie się imitować różne charaktery pisma, używajcie różnych długopisów, mieszajcie kolor tuszu w pieczątce, a im „starszy” wpis w książce, tym dajcie do niej mniej tuszu (aby odcisk był bledszy).
Volkswagen dla tego modelu zaleca przeglądy co 15 tys. km lub co rok. Jako, że Twój Golf przejechał przez 8 lat tylko 97 475 kilometrów, wychodzi więc, że roczny przebieg kształtował się na poziomie nieco ponad 12 tys. km. Ale przecież auto zostało kupione od typowego „niemieckiego emeryta, który dbał o swoje auto” i dlatego będziesz musiał robić wpisy do książki nie co 15 tys. km, ale co rok.
Po co to wszystko? Aby książka wyglądała na jak najbardziej wiarygodną i żeby była kolejnym atutem podczas sprzedaży Twojego Rodzyna.
11. Ćwiartka wspawana, warstwa szpachli położona, przód wyklepany i polakierowany, airbagi zaślepione, licznik skorygowany, książka wypełniona. Amen.
Przyszedł czas na wystawienie auta na sprzedaż. Co masz napisać w ogłoszeniu? A taką tam, standardową regułkę:
“od pierwszego, niepalącego właściciela, zadbany, serwisowany, garażowany, igiełka, autentyczny niski przebieg, nic nie puka, nic nie stuka, tylko lać i jeździć, super okazja, naprawdę warto, gorąco polecam”.
Przyjmujesz, że podczas tego zderzenia Golfa z przeszkodą żaden z pasażerów nie ucierpiał i pamiętając o tym, co napisałem w moim poprzednim poście nie zrobisz nic złego, jeśli do tej wyliczanki dopiszesz także przymiotnik „bezwypadkowy”.
Jeśli ktoś do Ciebie zadzwoni z pytaniem o auto, to chyba wiesz, co masz mówić – zachwalaj auto, byle tylko zachęcić potencjalnego kupca do przyjazdu i oględzin.
Aha, jest jeszcze jedna ważna sprawa – lepiej powiedz mechanikom, żeby podczas wspawywania ćwiartki czy całej przedniej części nadwozia nie oszczędzali na spawach. Bo jeśli zrobią to byle jak, to jest o wiele większa szansa na to, że stworzone przez nich auto po jakimś czasie zwyczajnie się rozpadnie na 2 części. Obiecuje, ze wkrótce pokażę wam kilka zdjęć z takimi właśnie rozerwanymi na 2 części autami.
Oto właśnie taka standardowa droga, jak handlarze produkują swoje “bezwypadkowe” auta. Ale wiesz co jest najgorsze? Że jeśli Ty także chcesz dorobić sobie na handlu takimi właśnie autami, to musisz się spieszyć. Każdego miesiąca są sprowadzane i uzdatniane kolejne szpachlowozy i coraz trudniej jest sprzedać kolejne auto.
ILE TAKICH AUT JEŹDZI DZIŚ PO POLSKICH DROGACH? Tego nie wie nikt…
W zrzutach ekranu z powyższych aukcji nie usunąłem żadnych informacji na temat sprzedawców, ponieważ w żaden sposób nie krytykuję wystawionych przez nich przedmiotów. Przecież nie jest niczym złym sprzedawanie np. ćwiartki auta. Czymś złym jest kupienie tej ćwiartki, wspawanie jej byle jak do rozbitego auta i wystawienie go na sprzedaż jako „bezwypadkowa igiełka”.
Korekcja przebiegu? Sama w sobie też nie jest czymś złym. Czymś złym jest skorzystanie z takiej usługi i potem wmawianie potencjalnemu kupcowi, że to auto ma „autentyczny niski przebieg, potwierdzony oryginalną książka serwisową”.
Specjalnie nie bawiłem się w żadne podsumowanie kosztów produkcji rodzyna, bo raz, że nie wiem jak rozległe są uszkodzenia w tym Golfie – nie wiadomo, czy wystarczy tylko zrobić blacharkę i lekko poprawić zawieszenie czy może trzeba jednak mocno się do tego zawieszenia przyłożyć a do tego jeszcze naprawić uszkodzony silnik czy skrzynię biegów. To już by faktycznie musieli ocenić nasi znajomi Panowie Dżdżysław i Gromosław. Także te ceny na aukcjach nie są jakoś specjalnie miarodajne, bo po wpisaniu szukanego elementu wchodziłem na pierwszą lepszą aukcję i nie przejmowałem się ceną. Chodziło mi o sam fakt, że wszystko do Golfa można kupić na allegro.

Liczba komentarzy dla " Przepis na (bezwypadkowego) Rodzyna ": 7
Przejdź do komantarzy rss lub skorzystaj z odnośnikaNIEŹLE !!! Mysle, ze naprawde w Polsce jezdzi sporo aut naprawionych w taki właśnie sposób!!!
Witam. Wczoraj znalazłem w sieci tą stronkę. Myśle że temat jak najbardziej aktualny i prawdziwie opisywany. ja też trafiłem niestety na takiego “rodzyna”. Otóż prawie kupiliśmy corse B, niby w świetnym stanie. Prawdopodobnie była ona z 2 robiona. W każdym razie miała ona poduche pasażera montowaną sposobem przedszkolnym. O reszcie nie ma co mówić nawet. Sprzedaje ją facet z Kędzierzyna Koźle. Postanowiłem mu zrobić reklamę ;) ma on więcej takich “rodzynów”. Z tego co wiem i zauważyłem to je “produkuje” i sprzedaje. Na placu koło domu stały kolejne bezwypadkowe autka. Daje link do jego aukcji : http://www.otomoto.pl/index.php?sect=show&id=C10003548
Może się ktoś skusi na jego “rodzyny” ;) Dodam że jego autka są zawsze w tej samej scenerii. Pare takich już było i poszły do szczęśliwych nabywców ;) Pozdrawiam.
Dzięki za info.
Nie usunę linka do tego ogłoszenia, ale wiem, ze nie bede jakoś publicznie piętnował akurat tego sprzedawcę, bo jest on po prostu jednym z wielu, który kręci wałki na używanych autach.
I to wlasnie po to prowadzę tego bloga – żeby dawać ludziom nie “gotowe ryby” (nie podawać, ze konkretnie TEN i TEN sprzedawca to oszust), tylko żeby rozdawac im wędki, tak, żeby sami potrafili wyłowić dobre oferty i odrzucić te złe…
pzdr
z holenderskimi autami nie bedzie tak latwo podrobic ksiazki gdyz wystarczy na podstawie nadruku na szybach z nr rejestracyjnym w nl(co jest w 99% aut)sprawidzic w narodowej ewidencji aut co,kiedy i gdzie bylo wymieniane(chodzi konkretnie o pelne dane firm lub serwisow) wraz z przebiegiem co jest pod nazwa NAP.Wiec to w wiekszosci zalezy od tego jak dany kraj jest rozwiniety z ktorego auto jest importowane do Pl i jak wladze danego panstwa ustrzegaja sie przed typowymi sprzedawcami jakimi sa: Pan Dżdżysław i Pan Gromosław
Zgadza się. Tyle, ze najpierw potencjalny kupiec musi wiedziec, ze może sprawdzić te dane w narodowej ewidencji. A często ludzie o tym nie wiedzą i po prostu chcą wierzyć, ze trafiła się im taka mega okazja – auto z niskim przebiegiem
pzdr
Jako przedsiębiorca prowadzący sklep z używanymi autami, popieram takie forum i wszelkie akcje uświadamiania polskiego konsumenta. Branża, w której pracuję opanowana jest przez handlarzy zwyczajnie oszukujących ludzi. Dla uczciwych sprzedawców samochodów (a takich kilku znajdzie się na rynku) jest to konkurencja nie do pokonania. Otwierając swój sklep w zeszłym roku planowałem sprzedaż aut osobowych i dostawczych. Obecnie musiałem przestawić się głównie na auta dostawcze (ponieważ wystawiamy pełne faktury VAT, nasza oferta jest atrakcyjna dla firm i przedsiębiorców). Ale przeciętnego Kowalskiego nie byliśmy w stanie przekonać, że sprawne auto z normalnym przebiegiem musi kosztować więcej niż wynika to ze średniej rynkowej. Łudziłem się, że uda nam się wyedukować pewną część społeczeństwa :). Nic z tego – klienci oczekują cudów. Auto ma być sprawne i kosztować tyle co najtańsze znalezione na Allegro. Mało tego, na dzień dobry muszę tłumaczyć się, że nie jesteśmy oszustami, a normalnie działającą firmą, która udziela gwarancji i rękojmi na swoje auta. Wydawałoby się, że powinno to trafić do tych, którzy czasami wydają swoje oszczędności lub ciągną na zakup auta kredyt. E tam, cena rządzi i już. Innymi słowy, jako klienci oczekujemy cudów. Chcemy jeździć sprawnymi Mercedesami i Audi za 15 000 pln. I wmawiamy sobie, że jest to możliwe, skoro tyle jest ofert i tyle podobnych aut na ulicach. Nie zaryzykuję wiele stwierdzając, że polscy klienci bardzo często są naiwni. I z tej naiwności korzystają handlarze sprzedający ludziom mechaniczne trupy. Oczywiście nam też trafiają się auta, co do których przebiegu nie możemy być w 100% pewni. Ale jeżeli tak jest, lojalnie informujemy klientów, że przebiegu nie jesteśmy w stanie gwarantować. I jaki jest efekt? Sprzedaliśmy ponad 100 aut w ciągu roku i nie mieliśmy ani jednej reklamacji. Ani jednego telefonu z pogróżkami. Oto dowód na to, że da się w tym kraju robić uczciwe interesy. Moglibyśmy nie być tak uczciwi i pewnie sprzedalibyśmy 20 aut więcej, ale jaki to ma sens? Jeden kant i ciężka praca nad dobrą reputacją bierze w łeb. Szkoda tylko, że konkurencja jest wciąż tak mocna. I jeszcze większa szkoda, że konsumenci wciąż tak mało świadomi. Dlatego trzymam kciuki za takie akcje :) I apeluję – nie kupujcie aut spod strzechy. Lepiej wydać 3000 pln więcej i mieć pewność, że jeśli trafi nam się auto wadliwe, przynajmniej będzie komu to auto zwrócić.
Pozdrawiam
Dominik
I takie przedsiębiorstwa jak Careuro popieram pełną piersią! A nawet obiema.
pzdr
Skomentuj wpis