W Mieście Pierników, w Piernikowie czy jak to inni mówią – w Rydzykowie powstało sporo nowych auto komisów. Kilka dni temu przejrzałem ofertę jednego z nich i muszę przyznać, że poszukiwania kandydata na Rodzyna nie trwały długo.

Tytuł ”Rodzyn Of The Week” w 4 tygodniu 2009 roku otrzymuje to Audi A4 B5:

Komis położony jest blisko miejsca, gdzie mieszkam i gdy zobaczyłem powyższe ogłoszenie, postanowiłem założyć buty i kurtkę, wziąć miernik w dłoń i osobiście upewnić się czy mój kandydat okaże się godny tytułu Rodzyna.

W ogłoszeniu nie było magicznego słowa „bezwypadkowy”, a w dzisiejszych czasach znaczy to już przecież prawie tyle samo co dopisanie „Auto po dzwonie, ale wyklepane”. A4 nie prezentuje się źle – opisywałem tu już o wiele gorzej wyglądające egzemplarze. Nie mniej jednak, na zdjęciach widać, że błotnik po stronie pasażera siedzi krzywo a osadzenie maski pozostawia trochę do życzenia. Nie pomyliłem się, bo na żywo było to widać jeszcze wyraźniej:

Szczelina maska-błotnik po stronie pasażera jest wyraźnie większa niż po stronie kierowcy. Potwierdziło się to, co było widać na otomoto – błotnik po str. pasażera jest słabo spasowany ze zderzakiem, ze słupkiem A i z drzwiami. Szybkie obmacanie miernikiem pokazało, że ma on na sobie szpachlę. I wszystko już wiadomo – A4 zaliczyło przygodę stroną pasażera. Po otwarciu maski było widać, że lewa podłużnica była prostowana, ale muszę uczciwie przyznać, że nie było tu tragedii. Przednia szyba pochodziła z 1994 roku, podczas gdy wszystkie szyby boczne były z 1999r. (czyli z roku produkcji auta).

Zagadałem sprzedawcę w trakcie oględzin podłużnic:
- „W ogłoszeniu na otomoto nie było napisane „bezwypadkowy” czyli domyślam się, że auto pamięta jakąś przygodę”

Sprzedawca zachował pokerową twarz i powiedział:
- „Przed zakupem sami to auto sprawdziliśmy i nic nie znaleźliśmy”

 

Ciekawie prezentowała się tylna klapa. Raz, że czwórka w oznaczeniu „A4” była przyklejona źle (przekręcona 90 stopni w prawo), dwa, że szyba pochodzi z 2001 roku i trzy, cała klapa była ponownie lakierowana. Prosty, magnetyczny miernik grubości lakieru po raz kolejny pokazał, ze przy odrobinie wprawy jest rewelacyjnym narzędziem ujawniającym podwójny lakier. Od razu widać, że tu było kombinowane.

Ciekawiła mnie pewna kwestia. Zarówno w ogłoszeniu, jak i w opisie wywieszonym wewnątrz auta, sprzedawca uparcie twierdził, że w A4 zainstalowany jest diesel o mocy 115 KM. Czyli, zgodnie z tym, co mogliście już dawno temu przeczytać we wpisie Otwórz oczy przy TDI, powinien być on zasilany poprzez pompowtryskiwacze.

Ale patrząc na zdjęcia z otomoto podejrzewałem, że coś tu jest nie tak. Przecież w Audi A4 B5 TDI z pompowtryskiwaczami, montowano inną osłonę silnika (ale nie zdecydowano się jednak na wstawianie czerwonego „DI”). Taką jak ta:

Mówię do handlarza w chwili, gdy otwierał on maskę:
- „Jestem ciekawy, czy rzeczywiście ten silnik ma 115 koni”
- „Tak, 115 koni” – usłyszałem
- „Czyli, że zasilany on jest poprzez pompowtryskiwacze, tak?”
- „TAK, POMPOWTRYSKIWACZE” – sprzedawca był wyraźnie pewien siebie, tak samo jakby mówił, że liście są zielone

Popatrzyłem na silnik i jego pokrywę, upewniłem się, że jest ona taka sama jak na zdjęciu z otomoto i poprosiłem o otwarcie tylnej klapy. Hmmm, jak teraz o tym myślę, to żałuję, że nie sprawdziłem dokładnie jakie oznaczenie było wybite na silniku i na tabliczce znamionowej. A wracając do bagażnika – jak to w całej grupie Volkswagena zwyczajowo bywa, we wnęce na koło zapasowe była duża naklejka z różnymi kodami i opisami.

- „AFN” – mówię i patrzę na sprzedawcę
- „Słucham?”
- „Na tej naklejce jest napisane, że symbol silnika to AFN. Czyli, że ma on 110 koni, a nie 115 jak podajecie. I zasilany jest pompą wtryskową a nie pompowtryskiwaczami”
- “eeee…” – handlarz się tu zmieszał i rzucił – “To chyba mój kolega źle coś spisał”

Koło zapasowe zostało wyjęte i wnęka była pusta. Ale nie było tego przecież widać na pierwszy rzut oka, bo na podłodze bagażnika leżała utrzymana w naprawdę dobrym stanie, fabryczna wykładzina.

- „Gdybym był zdecydowany na zakup to dostanę jakieś koło zapasowe?
- „Tak, tak, oczywiście”
- „Ale będzie to piąta alufelga czy felga stalowa?”
- „(chwila namysłu) Stalowa”
- „A ta felga będzie miała oponę zimową czy letnią? Bo widzę, że auto ma założone teraz 4 zimówki”
- (jeszcze dłuższa chwila namysłu) Będzie opona letnia”

Ciekawy jestem, czy dostałbym to koło gdybym faktycznie był zdecydowany na zakup, ale nic bym nie sprawdził i o koło zapasowe bym nie pytał. Jak wam się wydaje? Dostałbym to koło?

A skoro jesteśmy przy oponach, to zwróćcie uwagę na te zdjęcia z ogłoszenia. Widać na nich, że Audica obuta jest w inne opony – jak się domyślam w letnie, które miała założone w chwili sprzedaży przez Niemca. Auto sprowadzono we wrześniu, nikt go nie kupił i na zimę założono egzotyczne zimówki Nexen EURO WIN, które nie mogą się pochwalić dobrymi parametrami. A w trakcie oględzin zauważyłem, że ich stan był prawie, że agonalny. Wszystkie miały bieżnik o wysokości 1,7 – 1,8 milimetra i nadawały się już właściwie tylko do wyrzucenia. Wydawało mi się to trochę dziwne, ale nie mogłem na nich znaleźć oznaczenia DOT – widać producentowi nie zależy na informowaniu o wieku opony.

Wnętrze tego auta było na żywo dokładnie takie samo, jak na ogłoszeniu – czyli maksymalnie odpicowane, świecące i błyszczące. Tu nie żałowano chemii. Nowy dywanik pod stopy kierowcy, lekko tylko starte nakładki na pedały czy prawie nowy mieszek skrzyni biegów pokazują, że najprawdopodobniej to auto przeszło kurację odmładzającą wnętrza. Domyślać się można, że kurację przeszło także wskazanie licznika, co przecież w kraju nad Wisłą nie jest niczym nowym.

 

Podsumowując – to, że sprzedawca nie napisał w ogłoszeniu „bezwypadkowy” wcale nie znaczy, że jest on uczciwy i nie próbuje nic potencjalnemu kupcowi wmawiać. Hmmm… skoro wiemy, że auto zostało sprowadzone we wrześniu i jak widać cały czas stoi w komisie, to można się domyślać, że nie byłem pierwszą osobą, która przyszła oglądać to A4. Kto wie, może np. we wrześniu, październiku i w listopadzie to Audi było ogłaszane jako „bezwypadkowe”, ale ileś tam kolejnych osób wzięło to auto na sprawdzenie do serwisu, gdzie wyszedł na jaw wspominany przeze mnie źle spasowany i szpachlowany błotnik, malowana tylna klapa, szyby z różnych roczników i może jeszcze inne rzeczy, których ja w trakcie 5 minutowego pobytu w komisie nie wyłapałem (może np. to że pomimo prawidłowo gasnącej kontrolki Airbag, nie ma tu poduszek, tylko rezystor 2,2 Ohm, który oszukuje autodiagnostykę auta itp.). I może dlatego handlarz postanowił już darować sobie w kolejnych ogłoszeniach ściemę z „bezwypadkowy”, bo spodziewał się, że i tak wszystko zostanie zdemaskowane.

Odpicowane, błyszczące wnętrze praktycznie 10 letniego już auta klasy średniej-wyższej z dieslem poparte niskim przebiegiem rzędu 18 tys. km rocznie, wpadka z naklejką mówiącą o 110 konnym silniku AFN czy brak koła zapasowego i zmieszanie podczas mówienia o nim nie wystawiają temu handlarzowi najlepszego świadectwa. I co z tego, że w ogłoszeniu nie było napisane „bezwypadkowy”. Przecież – zgodnie z tym co usłyszałem na własne uszy – przed zakupem handlarze sprawdzili to auto i nic w nim nie znaleźli. Jest to jednoznaczny podtekst, mówiący, że auto nie miało podobno żadnego wypadku.

Podczas wychodzenia z komisu doszła do mnie pewna myśl. Miałem pewien pomysł. Chciałem coś zrobić… ale końcu nic nie zrobiłem. I przyznaję, że teraz tego żałuję