Mazda 6 przez wiele lat nie była oferowana w Polsce przez oficjalne przedstawicielstwo marki i chętni na nią musieli posiłkować się indywidualnym importem. Teraz uległo to już zmianie, ale używane modele Mazdy nadal płyną do Polski całkiem wartkim źródełkiem.

Tytuł ”Rodzyn Of The Week” w 7 tygodniu 2009 roku otrzymuje ta Mazda 6 Kombi:

Pierwsze co zainteresowało mnie po obejrzeniu tego ogłoszenia to jego numer. W zrzucie z niego zasłoniłem 3 ostatnie cyfry, bo jak już pisałem dawno temu w Info na temat działu Rodzyn, nie zależy mi na wskazywaniu konkretnego ogłoszenia i konkretnego sprzedawcy. Zwróćcie tylko uwagę, że numer ogłoszenia to trochę ponad 6.309 miliona (C6309xxx), a świeżo wystawione ogłoszenia mają numery grubo przekraczające 7.77 miliona, tak jak np. ta Fiesta o numerze C7773141. Znaczy to, że – tak samo jak Stilo z poprzedniego tygodnia – ta Mazda stoi w komisie już jakieś 6, 7 a może i już nawet 8 miesięcy i nadal czeka na szczęśliwego nabywcę.

Zwróćcie też uwagę na szczelinę między maską a błotnikiem po stronie pasażera i osadzeniem tego błotnika względem słupka A. Tu było dłubane. W wolnej chwili wybrałem się na bliższe spotkanie z Magdą:

No tak, na żywo było widać dokładnie, że błotnik po stronie pasażera siedział krzywo. Szczelina maska/błotnik tuż przy szybie była o wiele szersza niż tuż przy lampie. Po stronie kierowcy było dużo lepiej, ale było tam widać słabe zejście maski z rogiem błotnika (maska siedziała zbyt nisko). To jednak nie dziwi jeśli spojrzy się od przodu na auto – im bardziej na lewo, tym maska idzie wyżej. Spasowanie lamp z maską czy z błotnikami tez pozostawia trochę do życzenia…

Takie są właśnie efekty naprawy metodą „szpachelki i drucika”. A skoro o szpachli mowa, to chyba się domyślacie, że trochę jej Mazda na sobie miała. Nie robiłem jednak zbyt wielu pomiarów, bo zniechęcała mnie do tego zalegająca na nadwoziu warstewka lodu. Aby zrobić pomiar musiałem najpierw położyć palec na dane miejsce, poczekać kilka sekund aż rozpuścił się lód, musiałem wtedy wytrzeć to miejsce do sucha i dopiero wtedy przyłożyć miernik.

Ale do niczego tu się w zasadzie czepiać nie można, bo w końcu sprzedawca nikomu nie wmawia, że auto jest bezwypadkowe. Nie ma o tym żadnej wzmianki w ogłoszeniu, a w trakcie krótkiej rozmowy komisant powiedział, że nie zna historii auta i nie wie czy coś tu było klepane. I w porządku, taka odpowiedź jest sto razy lepsza niż teksty typu „Przed zakupem sami to auto sprawdziliśmy i nic nie znaleźliśmy”, który usłyszałem podczas oględzin bitego A4.

Podsumowując, auto nie wygląda tragicznie. Fakt, stoi ono w komisie już kilka dobrych miesięcy (co jak wiadomo nie ma najlepszego wpływu) a blacharz nie przyłożył się zbytnio do naciągania powypadkowych szkód, ale wnętrze było naprawdę dobrze utrzymane, zimny silnik odpalił od przysłowiowego strzału i jeśli podczas dokładniejszych oględzin okazałoby się, że auto prowadzi się dobrze i nie ściąga a silnik i układ przeniesienia napędu będą w dobrej kondycji, to można by rozważać bliższy związek z tą Madzią. Tym bardziej, że zaglądając jej pod spódnicę, wszystko wygląda całkiem zachęcająco :D 4 nowe opony Pirelli wyprodukowane w 8 tygodniu 2008 roku, dobry końcowy tłumik czy osłony przegubów to dla Madzi małe plusy.

Ech, żeby wszystkie Rodzyny były takie jak ona…