Dobra, dosyć tych głupot i czas (przynajmniej na razie) skończyć z przyznawaniem tytułów tylko za agrotuningowy styl. Dwa tygodnie temu był CRX, tydzień temu Maluch, dziś Astra, która na swój mało zaszczytny tytuł zasłużyła pełną gębą.

Tytuł ”Rodzyn Of The Week” w 10 tygodniu 2010 roku otrzymuje Opel Astra G:

Dobrze mam z wami. Wiem, ze piszę to ponownie, ale… cóż… dobrze mam z wami, bo już od trzech tygodni opisuję w poniedziałek auta, do których linki podesłaliście mi na roboczego maila. „Sponsorem” dzisiejszej Asterki jest Grzesiek, który wypatrzył ją już tydzień temu, bo sam rozgląda się za takim autem.

Dobra, dosyć tych głupot i czas zacząć część właściwą wpisu, bo za chwilę trzeba będzie przewinąć okno przeglądarki w dół, a tu wstęp się jeszcze nawet nie skończył.

Niniejszym: Oto koniec wstępu.

 

Cześć właściwa:

Wszystko ładnie: Astra G, diesel, bezwypadkowa, z książką serwisową, dzięki której mamy udokumentowany w 100% przebieg. Na jednym ze zdjęć widać nawet ostatni wpis w książce. Przegląd wykonany w Team Automobile w Köln? Nie zaszkodzi sprawdzić – szybkie pytanie do wujka Google i po chwili widzę, że taki serwis faktycznie istnieje. Dobra. Data przeglądu? 28 marzec 2008. Stan licznika? 213 841 km.

A jaki jest dziś – praktycznie dwa lata później – deklarowany przebieg? 215 400 km, czyli tylko o ok. 1600 km wyższy. Ciekawe…

Astra dwa lata temu auto rzekomo była w Köln, czyli w czwartym, co do wielkości niemieckim mieście położonym prawie przy granicy z Belgią i Holandią, a dziś stoi w małym mieście Dukla w woj. podkarpackim tuż przy granicy ze Słowacją i rzekomo z Niemiec samochód przyjechał na kołach.

Jak się okazuje, odległość z Köln do Dukli to około 1200 km (w zależności oczywiście od trasy), zostaje więc tylko ok. 400 kilometrów, które Astra rzekomo pokonała w Niemczech w ciągu prawie 2 lat. Udokumentowany w 100% przebieg? Może i udokumentowany do 213 tysięcy km, ale potem nie wiadomo ile kolejnych dziesiątek tysięcy przywitało się z licznikiem. Przyjmować można, że będzie to ok. 23 tysiące km rocznie, bo taki do 2008 roku był średni roczny przebieg.

Istnieje oczywiście szansa, że ktoś się zapędził i mało rozumnie wypełnił kupioną na allegro czystą książkę serwisową, ale nie wiem czy ktoś by był skłonny do aż tak „mało rozumnej opcji” i dlatego myślę, że może tu być inna historia – taka mniej bezwypadkowa niż deklaruje sprzedawca.

Widać przecież wyraźnie, że spasowanie maski z błotnikiem po stronie pasażera jest wręcz żałosne (im bliżej lampy tym szczelina mniejsza), spasowanie błotnika ze słupkiem „A” jakieś dziwne (jakby przy drzwiach szczelina była szersza) a odcień przednich drzwi wydaje się być sporo jaśniejszy niż tylnych. Szkoda, że dla porównania nie ma zdjęcia przodu od strony kierowcy, chociaż to już też może być wskazówką, bo często jest tak (i często już zresztą o tym pisałem), że sprzedawcy pokazują to, co chcą pokazać i może strona kierowcy prezentuje sobą jeszcze gorszy obraz niż strona pasażera?

Kto wie – może deklarowany obecnie przebieg 215 400 km jest prawdziwy, bo po przejechaniu ok. 1600 km od czasu ostatniego przeglądu mieszkający w Köln Niemiec rozbił Astrę i w związku z tym ciężko mu było nadal nią jeździć i nabijać kolejne kilometry. Kto wie – może była ona uszkodzona zarówno po stronie pasażera jak i kierowcy i dlatego tak długo nie mógł się na tego rozbitka zdecydować żaden zaradny Polak, bo obawiał się czy koszt uzdatnienia nie przekroczy wartości innego „100% bezwypadeczka”. Ale ktoś się może w końcu nad Astrą zlitował i nie mając nic innego do sprowadzenia, załadował ją na swoją lawetę i przywiózł do Polski. I w związku z tym – samochód przyjechał na kołach, tyle tylko, że na kołach lawety, o czym być może allegrowicz zapomniał wspomnieć.

 

Prawdę zna tylko sprzedawca, ale pocieszające jest chociaż to, że on to auto poleca, ale nie jest to według niego jakaś super „OKAZJA !!!”. Bo tego, bym już chyba nie zniósł…