Zaszczytny, pierwszy w historii tytuł „Rodzyn Of The Week” przyznany w 36 tygodniu 2008 roku otrzymuje ten Seat Ibiza:

Już na pierwszym małym zdjęciu widać, że Ibiza ma wstawioną inną maskę lub nieudolnie wyszpachlowaną i pomalowaną maskę oryginalną. Co dalej? Zwróćcie uwagę na drugie zdjęcie i zobaczcie, że szczeliny między maską a nadkolami oraz między maską a lampami po prawej i po lewej stronie auta są inne.

Znaleźliście różnice? To teraz poszukajcie różnic między reflektorami a maską (widać wyraźnie, że od strony kierowcy maska nachodzi bardziej na lampę) oraz między grillem chłodnicy a maską (szczelina po prawej stronie jest wyraźnie mniejsza).

Kolejna ciekawostka – sprzedawca podaje, że Seat ma (cytat: ) “Moc: 90 KM (66 kW), Pojemność skokowa: 1900 cm3, olej napędowy”. Ten kto choć trochę się zna na turbodieslach będzie wiedział, że w grupie VW jest to opisówka 90 konnej wersji silnika 1.9 TDI. A co widać na zdjęciu komory silnikowej i tylnej klapy? No właśnie, widać tam napis SDI. Ale nawet gdyby nie było tam tego napisu, to i tak można by poznać, że coś jest nie tak. Dlaczego? Przecież w porównaniu z TDI, SDI ma inny wzór plastikowej pokrywy silnika. Znaczy to, że auto to ma pod maską nie 90 ale tylko 68 rumaków.
Dla osób, które nie wiedzą o co chodzi z tymi oznaczeniami, na samym końcu ogłoszenia wkleiłem dodatkowe zdjęcie – widać na nim silnik 1.9 TDI zamontowany w innej Ibizie z 2000 roku (zdjęcie wzięte z innego ogłoszenia).

Dodam tylko, że 1.9 SDI konstrukcyjnie to generalnie rzecz ujmując to samo co 1.9 TDI, tyle, że bez turbosprężarki. Z tego powodu zarówno maksymalna moc jak i max. moment obrotowy są niższe.

„Pierwszy właściciel”? – W Polsce tak, ale o tym, że we Francji Ibiza miała może 2 czy 3 właścicieli to już jakoś sprzedawca nie poinformował. Chociaż z drugiej strony, wiem, to już jest taki polski zwyczaj, żeby pisać „pierwszy właściciel”. Jak widać, sprzedawca jest tradycjonalistą i tej pięknej zasady wciąż się trzyma.

Kolejny smaczek – sprzedawca twierdzi, że auto ma 128000 km i (tu kolejny cytat: ) “przy 120tyś zrobiony duży przegląd”. Co to znaczy? Jakiś Francuz wymienił wszystkie materiały eksploatacyjne tylko po to, żeby po kilku tysiącach km sprzedać auto? No jakoś mało to dla mnie wiarygodne. No chyba, że zdaniem sprzedawcy, samodzielne wykasowanie przez niego kontrolki „SERVICE” kwalifikowane jest już jako duży przegląd. Jest jeszcze szansa, że przegląd został faktycznie zrobiony kilka tysięcy km temu, ale tuż po nim auto zostało rozbite i na lawecie przyjechało do Polski. Wtedy faktycznie można twierdzić, że kilka tysięcy km temu auto miało duzy przegląd.

A co mi się najbardziej w tym ogłoszeniu podoba? A cóż innego – magiczne 12 literek, które zostały złożone w jedno słowo i umieszczone w dziale „Dodatkowe informacje”. Jakie to słowo? A jakże inaczej: „bezwypadkowy”…

A jak wam się wydaje, jeśli zadzwonilibyście do sprzedawcy i chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o tym aucie – to co byście usłyszeli?

I teraz sami pomyślcie czy na podstawie zdjęć z ogłoszenia i udzielonych telefonicznie informacji (jak się można spodziewać – bardzo pochlebnych), warto jechać 100, 200 czy więcej km w jedna stronę, żeby obejrzeć tego rodzyna?