Jeśli myślisz, że zaraz przeczytasz o dzielnym konstruktorze, co Rudolf Diesel się nazywał, to – co ja tu będę owijał – mylisz się. Od tego jest choćby wikipedia. Rozwinę tu za to wątek, który rozpocząłem kilka dni temu.

Który Polak by nie chciał jeździć autem, które jest wygodne i komfortowe, dobrze się prezentuje, ma dobre osiągi i na dodatek mało pali? Oczywiście, że każdy by chciał. I to nie tylko Polak, bo podobne założenia odnośnie kupowanego w salonie auta miał Niemiec, Francuz, Włoch, Belg i Holender. Ba, Szwed też.
Trochę przykre jest to, ze lwia część wyżej wymienionych Europejczyków mogła i nadal może swobodnie wybierać w ofertach dealerów oferujących nowe auta, podczas gdy lwia część Polaków może przebierać jedynie w „otomotowych” ogłoszeniach i to celując w grupę aut w wieku 10+. Pomijam teraz to, że praktycznie wszystkie te auta to bezwypadkowe igiełki, w których nic nie puka i nic nie stuka i do których wystarczy tylko lać i jeździć. Nie ma się co dziwić – sprzedawcy chcą osiągnąć możliwie wysoką cenę sprzedaży i takimi opisami starają się zwabić potencjalnych klientów.
Jeśli ktoś przeglądał kiedyś ogłoszenia sprowadzonych aut, z całą pewnością zauważył, że spora z nich część to auta napędzane silnikami patentu wspominanego już Rudolfa Diesla. Biorę Diesla, bo to jest trwały silnik czy tym bardziej: Biorę Diesla, bo on mało pali to częste hasła padające z ust kupujących lub osób, które Diesle polecają. Ale nie jest tutaj tak różowo, bo trzeba przecież pamiętać, że koszt paliwa to nie wszystko!
Trzeba przede wszystkim pamiętać, że w ogromnej większości przypadków, ludzie z zachodniej Europy nie kupują aut z silnikami wysokoprężnymi po to, by patrzeć jak stoją w garażu. Kupują je po to, by nimi jeździć. Sporo jeździć, tym bardziej, że na zachodzie istnieją świetnie rozwinięte sieci autostrad, które tylko zachęcają do dalszych podróży. Skoro ktoś planuje przebiegi roczne na poziomie 40 czy 50 tysięcy km to opłaca mu się zapłacić nieco więcej za auto z silnikiem Diesla, bo różnica w cenie szybko się zwróci i będzie na swoim ropniaku oszczędzał.
I oglądając ogłoszenia ze sprowadzonymi autami trzeba po prostu pamiętać o prawdopodobnym, rzeczywistym przebiegu, który kształtował się na poziomie 30, 40, 50 czy nawet więcej tys. km rocznie. Pamiętacie wpisy z serii Cofanie Licznika & Korekcja Przebiegu? Bądźcie pewni, że usługi korekcji nadal są popularne.
A w związku z tym – może się okazać, że pięknie odpicowane auto z Dieslem przejechało tak naprawdę z pół miliona kilometrów i przy takim przebiegu wiele elementów ma prawo już być po prostu zmęczonych. Czasy wolnossących ropniaków z wtryskiem pośrednim, które np. w Mercedesach W124 osiągały bez problemu grube setki tysięcy kilometrów minęły już bezpowrotnie. Poczciwe, mercedesowskie silniki 200D, 250D czy 300D osiągały po 35 – 40 KM z jednego litra pojemności i były to absolutnie nie wyżyłowane jednostki. Ale w obecnych turbodieslach, nie ważne czy mowa o TDI, CDI, HDI, DTI czy D4D z jednego litra pojemności osiąga się nawet ponad 70KM i to już jest coś.
Wtryskiwacze oleju napędowego, pompa wtryskowa, turbosprężarka czy choćby przepływomierz powietrza to jedni z pierwszych kandydatów do usterki. Nie twierdzę oczywiście, że każdemu, kto kupi jutro turbodiesla zaraz uszkodzi się połowa elementów, ale w obecnych czasach jest to po prostu dodatkowy czynnik ryzyka. A co jeśli ktoś kupi młodsze auto wyposażone w filtr cząstek stałych (FAP) czy okryte już złą sławą dwumasowe koło zamachowe? Są to dodatkowe elementy, które w razie „zmęczenia eksploatacyjnego” mogą przyprawić właściciela o konkretny ból głowy. A wtedy cała kwota zaoszczędzona dzięki niskiemu spalaniu przeznaczona zostanie na naprawę.
Niezawodność nowoczesnych turbodiesli w dużej mierze zależy od poprzedniego właściciela. Jak dbał o turbosprężarkę, czy preferował dynamiczny czy może wręcz agresywny styl jazdy oraz gdzie tankował – oto trzy najważniejsze pytania, nad którymi powinien się zastanawiać potencjalny kupujący. Jeśli oglądane przez nas auto jest sprowadzone, to możemy jedynie zaufać handlarzowi na słowo, że oglądany egzemplarz rzeczywiście pochodzi od „niemieckiego emeryta, który bardzo dbał o swój samochód”. Stan turbiny czy układu przeniesienia napędu można lepiej lub gorzej sprawdzić, ale i tak zawsze pozostaje kilka niewiadomych.
Nie należy także zapominać o składce na obowiązkowe ubezpieczenie OC, które jak wszyscy wiedzą, liczona jest od pojemności silnika. I kieszeń młodego kierowcy, który nie ma jeszcze żadnych zniżek a chce zarejestrować auto tylko na siebie (nie ma taty czy wujka z 60% zniżką) z pewnością odczuje różnicę w składce za beznynkę 1.2 czy 1.4 oraz za 1.9 czy 2.0 „w Dieslu”.
Pamiętać też trzeba, że turbodiesle są generalnie droższe w serwisowaniu – w porównaniu z małym benzyniakiem, silnik zalewamy nieco większą ilością oleju silnikowego, który z reguły jest droższy, bo musi spełniać wyższe normy (np. słynna norma VW 505.01 dla TDI PD czy 506.01 dla TDI PD z WIV). Dodatkowo, często wbrew temu, co mówią producenci, olej w zasadzie powinno wymieniać się już co 10 tysięcy km – chodzi tu o turbosprężarkę, która jest zarówno chłodzona jak i smarowana olejem i która przy częstrzej jego wymianie będzie miała dużo lżejsze życie. Nieco więcej zapłacimy także za akumulator, który w Dieslach ma większą pojemność, za opony, które w ropniakach często są np. o jeden cal większe niż w przypadku podstawowego benzyniaka czy za wymianę paska rozrządu itd.
Czy to wszystko oznacza, że stanowczo odradzam nowoczesne turbodiesle (za takie uważam silniki o zapłonie samoczynnym z bezpośrednim wtryskiem paliwa i turbodoładowaniem)? NIE. Silniki te odradzam osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z motoryzacją. Odradzam je więc tym, którzy najczęściej nie mają zniżek na OC (a nawet jeśli mogą się do kogoś dopisać, to przecież mogą się też dopisać kupując auto z benzyniakiem 1.4), którzy najczęściej będą jeździć z 10 czy z 15 tys. km rocznie oraz którzy najczęściej nie mają wysokich funduszy na zakup wymarzonych czterech kółek. Takim osobom polecam auta klasy B z benzyniakami o pojemności 1.2 czy 1.4 litra.
Jeśli jednak ktoś planuje robić duże przebiegi, ma zniżki na OC itd. to może myśleć o Dieslu. Musi jednak pamiętać o prawdopodobieństwie korekcji licznika a co za tym idzie – możliwości wystąpienia awarii jednego z drogich elementów „zmęczonego” już silnika lub osprzętu z nim współpracującego.
Proste – Koszt paliwa to nie wszystko…
Ps. Kwestia LPG została rozwinięta we wpisie Kilka słów o: Benzyniak z LPG.

Liczba komentarzy dla " Kilka słów o: Silnik Diesla ": 40
Przejdź do komantarzy rss lub skorzystaj z odnośnikaNależy jeszcze wspomnieć, że silniki diesla eksploatowane na krótkich dystansach będą o wiele bardziej narażone na awarię niż silniki benzynowe.
Jak już tylik napisałeś, bardzo ważne jest odpowiednie smarowanie. Człowiek, który robi codziennie 5 czy 10 Km do pracy, będzie bardzo męczył swój silnik. Jest tak dlatego, że przy każdym uruchomieniu silnika na zimno, do oleju dostaje się pewna ilość paliwa, która odparowuje po przejechaniu około 25Km. Wyjątkiem są samochody, które większość czasu spędzają stojąc w korkach ;) Wtedy diesel ma może jakiś sens.
Jest jeszcze jedna sprawa. Stojąc w korkach, nawet silnik diesla może spalić całkiem sporą ilość paliwa. Czasami w mieście jednak bardziej sprawdza się silnik benzynowy.
Jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Nie chciałem się już o tym rozpisywać, bo mówiąc o przebiegu rocznym rzędu 10 tys km myślałem, żeby już za bardzo nie rozciągać tego tematu. Jak ktoś robi 10 tys.km rocznie to najczęściej są to krótkie trasy praca – dom.
Ale jak juz napisałem – Jak najbardziej się z Tobą AK zgadzam.
stare Diesle mają jeszcze ten plus że mogą jeździć na oleju roślinnym. Zapach z rury wydechowej- trochę dziwny, ale za to jak ekologicznie;)
Tylik, mój znajomy sprzedawca w sklepie motoryzacyjnym mówi dokładnie to co Ty. Koszty napraw samochodów z silnikiem diesla są znacznie wyższe od ich odpowiedników z silnikami benzynowymi. Nawet głupi filtr paliwa jest droższy o 20 zł.
I to on, namawiał nas do zakupu benzyny, tłumacząc jak kozie na wozie :) dlaczego lepiej kupić benzynę. I miał rację. Co nie znaczy, że nie chciałbym mieć mocnego turbodiesla z potężnym silnikiem, ale względy ekonomiczne zwyciężyły.
Teraźniejsze silniki są bardzo wyżyłowane. Dlatego z rozrzewnieniem wspominam swojego Patrola (K160 – japończyk, 3,3 TD – składak :) ), który bez remontu silnika przejechał ponad 600 000 km. I z takim przebiegiem został sprzedany dalej.
Zanim kupiliśmy benzyniaka, to przyznam, że kusiło mnie kupno “żizel’a” (moja nazwa na diesle, ostatnio wymyślona). Ale znajomy mechanik kupno diesla mi odradził. Uprzedził mnie o wszelkich naprawach, które mogą wystąpić, cenach części na wymianę. Poza tym wspomniał o kręconym liczniku w samochodzie, w którym w rzeczywistości będzie dwa razy większy przebieg. I prawda jest taka,że trzeba dużo nim jeździć, żeby koszty się zwrociły.
Przekalkulowałam i stwierdziłam, że nie stać mnie (nas) na taki “rarytas”. Pozostałam wierna benzyniakowi. I nie żałuję. Nie sztuką jest kupić samochód a potem nie móc go utrzymać. Zwłaszcza, że koszty eksploatacji każdego samochodu nie są małe. Wciąż rosnąca cena paliwa, ubezpieczenia i ewentualne wymiany, naprawy. Koszty, których nikt nam nie zwróci przy sprzedaży.
Jechałam dwa razy dieslem i jakoś ciężko by mi było przyzwyczaić się do jazdy samochodem “rererere- rechoczącym” silnikiem. Choć nie wykluczam, że może się kiedyś przekonam :-)
Jako młody kierowca (od roku prawojazdy) zgadzam się w zupełności z wpisem.
Użytkuję Mercedesa C180 ‘94 w sekwencji lpg / zniżka OC 60% (na ojca) i mimo tego, że od czasu odebrania prawajazdy nabiłem przebieg niespełna 15 tys. to mówię śmiało, że nie byłbym w stanie utrzymać młodszego auta o większej pojemności i nie “zagazowanego”.
Mimo, że panuję ogólne przekonianie, że “w dzisiejszych czasach, to nie problem mieć samochód” jednak niestety trzeba pamiętać o kosztach ekspoatacji z nim związanych.
Znajomy jeździ od niedawna A6 2,5TDI ‘99 i gdyby przyszło mu płacić całość kosztów to na pewno odmówiłby sobie przyjemności z jazdy i zdecydowałby się na mniejsze auto ( wydatki związane z autem dzieli na pół z ojcem).
W temacie Diesla na myśl przychodzi mi dbałość o turbosprężarkę(z racji przewagi liczebnej na ulicach nad benzyniakami T :) ) – wg. mnie o zasadach ich ekspoatacji powinno się informować już podczas wykładów podczas robienia prawajazdy.
Wielokrotnie spotkałem się ze zdziwieniem posiadaczy aut turbodiesla gdy mówiłem o konieczności odczekania przed zgaszeniem silnika aby dać możliwość wyhamowania turbinie nie odcinając jej smarowania. No ale to już inna kwestia… pozdrawiam
Miałem okazję jeździć tylko dwoma Dieslami. Vento i Golf 3. Vento 1.9 straszny zamulacz ale w mieście palił niecałe 5 litrów. Golf 1,9tdi rzadko przekraczałem nim 6 litrów a osiągi były więcej niż zadowalające. Dość powiedzieć, że przy średniej prędkości 180km/h drogę ze Szczecina do Stuttgartu znajomy pokonał nim na jednym baku. Szczerze mówiąc nim trafiłem na stronę bezwypadkowe.net i zanim zacząłem odwiedzać tego bloga właśnie klekoczące silniki uważałem za swój “złoty środek”.
Ps. Swoją drogą kiedyś rozglądałem się za 190 w dieslu. Nic z tego nie wyszło , a szkoda
Kolego Lorenz napisz jak padnie ten super silnik u kolegi w Audi, te silniki to porazka: najczestsze awarie to pompa wtryskowa i zacierajace sie walki rozrzadu. A ile fortuny pochlonie wymiana rozrzadu. Jesli ktos czytajacy tego bloga jednak uprze sie na ten silnik to nie szuka aut po roku 2003 o mocy 163 lub 180 KM tam te usterki juz wyeliminowano.
A teraz nalezy wspomniec o silnikach benzynowych, ktore niestey tez nie naleza do bezawaryjnych a sa niektore modele ktore rowniez doslownie moga wyczyscic konto z oszczednosci co ich odpowiedniki z zaplonem samoczynnym.
Wymienmy pare: 1.4 konstrukcji VW ( zamarzajace odpowietrzenia skrzyni korbowej ), silniki 16V produkcji opla ( pekajace paski rozrzadu ) TWIN SPARK-i od Alfy Romeo ( wariatory faz rozrzadu ) 1.8 GDI MITSUBISHI ( pierwszy silnik benzynowy z bezposrednim wtryskiem, jednym slowem porazka). Takie przyklady mozna by wymieniac jeszcze sporo np, chocby super cewki w samochodach RENAULT marki SAGEM ale nie o to w tym chodzi. Jesli przyjmujemy na starcie za nasz zakup bedzie sie psul co pochwile to po co wogole kupowac samochod skoro TAXI moze byc tansze i nie interesuje nas nic.
Moze troche optymizmu, ale przy kupnie DIESLA nalezy zawsze wziasc slowa Tylika pod uwage, ktory mowi ze przecietny przebieg 30 – 40 tys km nalezy pomnozyc razy wiek auta i bedziecie miec mniej wiecej rzeczywisty przebieg.
Jeżdżę Nissanem Sunny z silnikiem 2.0D – 75 KM, komora wstępna. Nierozgrzany klekoce, rozgrzany szumi. Od 0 do 100km/h mam 16 sekund. Co do części – filtry, olej (6 litrów) – około 160 zł, filtr paliwa – 30 zł, rozrząd – 360 z robotą. Jeździ na wszystkim – ekodiesel, ropa 3zł za litr, mieszanki. W mroźną zimę leje do baku benzynę – 1 litr na każde 10 litrów oleju i przy minus 20 odpala. Dojeżdżam do pracy 26 km + 26 km powrót. Średnie spalanie – 5,5 litra. Ja tam nie narzekam. Ale nowych diesli TDI, HDI to się boję.
Ja do wad silnika diesla wymienionych przez Tylika dodałbym jeszcze to, że w mniejszych miejscowościach trudno znaleźć dobrego fachowca od diesli innych niż VAG. Ja do swej astry mam problem – miasto 60 tys. mieszkańców na Mazurach. Na szczęście do tej pory, w ciągu roku nie miałem takiej potrzeby, a robiłem tylko rozeznanie. Każdy może tylko zczytać błędy i na tym koniec. A benzynowe znają wszyscy.
Tyle pisania, a zapomniałeś o jednej ważnej rzeczy…
Niektórzy po prostu *lubią* jeździć dieslem :)
Mnie bardzo odpowiada charakterystyka takiego silnika z nisko położonym momentem. Nie lubię kręcić wysoko, a benzyna dopiero wtedy budzi się do życia.
I nie zapominaj o silnikach JTD(m), fajne i stosunkowo mało awaryjne.
niestaty na twałość silnika ma przedewszytskim wpływ poprzedni właściciel, ale wiadomo nigdy nic nie wiadomo kazdy chwali gdy sprzedaje ;/
jeśli chce robic powiedzmy te 10tyś rocznie to myśle ze gdybym zdecydował sie na diesla to chyba kupił bym astre 1,7D gdyby jednak zalezało mi na TDI to VW 1,9TDI 90KM , podobno te silniki sa mało awaryjne oczywiście jak sie trafi na niezajechany :)
Ciekawe jak za pare lat beda sie mialy turbodoladowane silniki benzynowe, ktore staja sie co raz to popularnijsze.
Borys – też jeżdzę dieslem bo po prostu lubię, jednak z tą elastycznością i nisko położonym momentem przestaje ostatnio być tak bardzo przekonywująco ;) Nowe silniki benzynowe np TSI oprócz tego, że są uturbione to jeszcze dzięki dodatkowemu kompresorowi ładnie i RÓWNO ciągną od najniższych do najwyższych obrotów. Dla przykładu dla silnika 1.8 TSI moment maksymalny jest dostępny od 1500 do 4200 obr/min.
Daje się to odczuć na drodze, można przy wyprzedzaniu od 60km/h na 3-cim biegu przeciągnąć aż do 140-150 podczas gdy w dieslu trzeba wrzucić wyższy bieg wcześniej. Nie wykluczone, że w przyszłości zamiast TDI kupię właśnie TSI bo spalanie nie jest ogromne, a do tego kultura pracy silnika benzynowego…. ;) Zobaczymy jaka będzie dalsza ewolucja tych silników.
Kolego Andrzej88, tutaj sie mylisz co do spalania takiego silnika np.TFSI lub TSI. Ostatnio testy dowiodly ze pojemnosc 1.4 potafi spalic okolo 10l/100km w koncu 140 KM na powietrze nie bedzie jezdzic.
Najwazniejsze jest jednak to ze silnik benzynowy z 1 l paliwa wykorzystuje okolo 10 % na energie a reszte idzie w powietrze, w przypadku silnikow diesla jest to okolo 30 %. Tak wiec silnik benzynowy zawsze i wciaz bedzie wiecej spalal bo zeby osoagnac te same osiagi i moc to potrzebuje wiecej paliwa.
Fizyki nie da sie oszukac.
Co sądzicie o Renault Laguna 1.9 DCI? Ojciec ma zamiar kupić. Samochód od znajomego ale ma już 7 lat… Wie ktoś coś więcej o usterkowości tego modelu
Kolego a w jaki sposób i w jakich warunkach te testy były przeprowadzane? Przy jeździe dynamicznej lub w mieście to spali 10 i nie twierdzę, że nie, ale diesel o podobnej mocy i podobnych warunkach testów potrafi spalić niewiele mniej. Miałem raczej na myśli coraz niższe spalanie tych silników JAK NA SILNIKI BENZYNOWE.
Ja nie wim w jakich warunkach testy byly przeprowadzane ale jako czytelnik AUTO SWIATA i MOTOR- u przy osiagach i spalaniu redaktorzy poszczegolnych artykulow najpierw podaja spalanie wg.producenta ( kazdy wie ze jest to w idealnych warunkach przeprowadzane ) a pozniej podaja zuzycie zanotowane przez nich w normalnym rodzaju uzytkowania. Kazdy wie jakie mamy drogi i ze po nich normalnie sie nie da jezdzic to jest ciagle hamowanie i przyspieszanie.
Co do AUTO SWIAT-a to jest to testowane w Niemczech na tamtejszych drogach bo to wydawnictwo to nic innego jak tlumaczone na wiele jezykow wydanie AUTO BILD.
@avtomir – hehe, zapach z rury wydechowej wręcz bezcenny. Gorzej tylko będzie jak taki olej zamarźnie zimą i przez niego nie bedzie mozna odpalic silnika :D
@Coroner – pozdrów swojego znajomego sprzedawcę w sklepie motoryzacyjnym i powiedz mu, że dobrze mówi.
@motoblondi – zizel? Mi bardziej podoba się okreslenie klekot :D
@Lorenz – to Ty masz dobrze, bo ja zaraz po zdaniu prawka jeździłem rodzinnym Polonezem 1.6 z gazem. A wiadomo, ze zagazowany Poldi rakietą nigdy nie był. W klasie C, raz, ze osiagi masz sporo lepsze, dwa, ze komfort zupełnie inny.
A znajomemu od A6 z 2.5 TDI pozostaje tylko miec nadzieje, ze nie sypnie mu sie choćby pompa wtryskowa, która w tych silnikach ma o wiele gorszą opinie niz w 1.9 TDI.
@wojtas90210 – porównanie Vento z wolnossącym 1.9D i lżejszego Golfa III 1.9 TDI jest jak porównywanie eeeeeee zółwia ze zwinnym królikiem.
A poczciwy Mercedes 190 (W201) z dieslem to faktycznie był prawdziwy długodystansowiec. Dziś już z tym jest gorzej, bo te auta są zwyczajnie wyeksploatowane
@slawek11 – zgadza się, robocizna za wymianę paska rozrządu w takim 2.5 TDI nie bedzie najtańsza
Zgadzam się tez odnosnie listy awaryjnych benzyniaków – VW 1.4, GDI (w których szybko zbierał się nagar) czy słynne cewki Sagema to tyko kilka przykładów. Od siebie moge dołożyć np. silniki 1.8 i 1.8T z grupy VAG, w których lubi psuć się napinacz łańcucha łączącego wałki rozrządu.
@Mariusz – Ty nie narzekasz, bo używasz starego ropniaka bez turbo i z wtryskiem pośrednim. Jest to o stara, ale nie wysilona konstrukcja, która jak widzisz jest “wszystko żerna”
@jon214 – tak jest, benzyniaki są popularniejsze i więcej serwisów podejmie się konkretniejszej naprawy
@Borys – fakt, charakterystyka pracy turboropniaka jest przyjaźniejsza niz wolnossącego benzyniaka, którego wysoko trzeba kręcić, ale z drugiej strony – zawsze można kupić turbobenzynę. Dla porównania, oto 2 silniki od VW:
1.8T – 150KM przy 5700 i 210 przy 1750-4600 obr/min a najmozniejszy 1.9 TDI – 130KM przy 4000 i 285 przy 1750 – 2500 obr/min. Tak więc w porównaniu turbobenzyny i turbodiesla nie ma takiej przepaści, ale to juz temat chyba na inny wpis
@Dago86 – 1.9 TDI o mocy 90KM faktycznie mają swietną opinię, ale no właśnie – najpierw trzeba znaleść egzemplarz w dobrym stanie
@Kreg – przekonamy się za kilka lat, ale myślę, że nawieksze problemy beda sprawiać turbosprężąrki
@Andrzej88 – również jestem kiekawy jak bedzie przyszlosc TSI. Mozna jednak podejrzewac, ze te silniki nie będą wycofane, bo przeciez downsizing jest w modzie
@slawek11 – no tak, jeśli sie bedzie pociskac, to taki 1.4 TSI tez spoje spali
@wojtas90210 – Laguny z ropniakami nie mają zbyt dobrych opinii. W teście długodyskansowym juz przy 95 tysiacach km uszkodziła się turbosprezarka i z tego co wiem, awarie turbin nie są czyms nadzwyczajnym.
Po za tym… to francuz…
U mnie w rodzinie 2 francuzy od nowości jeżdzą już łacznie 20 lat to coś na ich temat powiem ;)
1. Laguna 96 rok, 1.8 8V 90 km, 270 tys przebiegu,
2. Megane 03 rok, 1.9 dti 82 km, 245 tys przebiegu
Albo to są jakieś wyjątki albo ja już nie wiem, ale od nowości z tymi samochodami nie było żadnych problemów jeżeli chodzi o silniki, jeżeli chodzi o elektrykę (podobno słaby punkt) też żadnych problemów. W lagunie ostatnio coś zaczyna “pukać i stukać” w zawieszeniu, a było robione jakieś 2 lata temu… najwyraźniej polskie drogi jej nie służą :) Laguną jeździłem przez ostatnie 3 lata aż do marca i oprócz normalnego serwisowania (olej itp.) nic z nią nie robiłem oprócz wspomnianego zawieszenia, a w końcu ma już swoje lata. Meganem śmiga mój ojciec, i od nowości NIC się jeszcze nie zepsuło… . Niewysilona jednostka i raczej mało dynamiczna jazda ojca służą jej bardzo dobrze :)
Renault Laguna w pierwszej odslonie to naprawde udane i wdzieczne auto. Natomiast druga generacja to pasmo porazek i napraw. 95 tys km na jednej turbinie, wynik godny do zanotowania znam przypadki ze przy tym przebiegu juz druga sie konczyla – mowa o silniku 1.9dCi w najslabszej odmianie. Pozniejsze wersje mocniejsze mialy sie z tym faktem duzo lepiej jednakze elektronika w tych autach potrafi nawet najspokojniejszego kierowce do bialej goraczki doprowadzic.
I ja się dołączę do dyskusji. Szczególnie miło poczytać o modelu w124 i wolnossących klekotach, z racji tego, że jestem szczególnym miłośnikiem starszych modeli Merca. Co do 190tek, to największa wadą tych modeli jest praktycznie brak zadbanych modeli. I trzeba dodać, że Mercedes uparcie stosował wolnossące diesle z wtryskiem pośrednim i z rzędową pompa wtryskowa do 1998, kiedy po drogach zaczynały klekotać pierwsze Common raile. Były to fiatowskie JTD i de facto CDI.
Szkoda, że ekologia zwyciężyła i po drogach zaczynają jeździć rożne, dziwne hybrydowe wynalazki. I w ogóle auta zaczynają stawać się wielkim jeżdżącym komputerem na kołach. Ciekawe, czy dawają do nich oprogramowanie antywirusowe?
Ze względu na mniejsze zużycie paliwa a tym samym mała emisja CO2 na drogach coraz częściej goszczą diesle.
I tak na zakończenie mała historia:)Mam kolegą ,który miłuje się we francuskich autach. Ostatnio zapragnął kupić sobie francuza. Pod lupę wziął Renault Megane, Laguna, Scenic tak za około 20tys zł czyli roczniki powyżej 2000 rok. Ze względu na złą opinie diesli DCI w grę wchodzą tylko silniki benzynowe. I tu jest problem…Bo ofert z benzyniakami jest jak na lekarstwo! Po prostu praktycznie nie ma Renault Megane II z benzynowym silnikiem 1.6…
Więc wybór diesla niedługo będzie wymuszony a nie wynikający z dużych rocznych przebiegów.
Sorki ,że wpadam na końcu..ale czytając od góry do dołu.. chcę Wam od siebie napisac, że każdy starszy – niezajechany diesel – jest jak “AK – kałasznikow” lub “UZ-i” – nawet używane w ekstremalnych warunkach DZIAŁAJĄ!!!
I w dup.e mają nowoczesną technikę wyciskającą z 1-go litra pojemności 100KM …coś za trwałość!!!
Warto kupić dobrego starego diesla nawet pokonując 10-20Tkm/rocznie (są wymierne korzyści) …no chyba,że ktoś kupi Paska B-5 ze Szwecji w TDi-ku z przeb 168Tkm:)
No wlasnie, ale czy on bedzie ze Szwecji czy z Niemiec nie ma znaczenia. Kazdemu polecam zrobic sobie wycieczke do naszych sasiadow za zachodniej granicy i sprawdzenie ile kosztuja samochody i w jakim sa stanie. Te dobre czesto kosztuje nawet drugie tyle niz te co przeznaczone sa tylko i wylacznie na sprzedaz ale za ich wschodnia granice.
@Andrzej88 – trzeba się cieszyc, ze taka bezproblemowa ta eksploatacja. Nie mniej jednak, dalekie miejsca w statystykach niezawodności TUV czy Dekry, ktore przeciez najczesciej zajmują auta Renault czy Citroena jakoś nie zachęcają mnie do bliższego poznania tych aut…
@slawek11 – no tak, ja tez wlasnie mialem na mysli II generację Laguny, bo przeciez Wojtek napisał, ze “auto ma juz 7 lat” czyli jest to rocznik 2002. A te Laguny II potrafią być kapryśne i irytujące
@perzu126 – tak jak piszesz – zwyciężyła ekologia, ale także i ekonomia, bo diesle z bezpośrednim wtryskiem spalają mniej niż modele z wtryskiem pośrednim. I Mercedes chcąc czy nie chcąc, musiał wejść na drogę CDI, żeby nie zostać w technologicznym tyle.
A W124 i wolnossący klekot? Taaa… takich aut juz się nie produkuje.
@Andrebar – ktoś kupi Passata TDI ze Szwecji z OCZYWIŚCIE oryginalnym przebiegiem 168 tys.km, hehehe
Tak, warto kupić starego diesla, ale teraz najgorsze jest to, ze te wszystkie auta z poczciwymi wolnossącymi ropniakami mają już takie przebiegi, że są już po prostu znęczone długą eksploatacją. I takie auto niestety juz nie moze dac gwarancji bezawaryjności :(
No i stało się. Honda Concerto po 13 latach wyziąnęła ducha. Pęknięty pasek rozrządu, wszystko połamane. Ogólnie tragedia, tym bardziej, że nie dalej jak 2 lata temu był wymieniany, a Hania zrobiła od tego czasu 20 kkm… Wymiana silnika jest ekonomicznie nieuzasadniona… Pozostał jeszcze Deawoo Matiz ale na 3 kierowców jeden samochód jest to ciut za mało. Poszukiwania auta w dobrym stanie trwają!
uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
20 (czy nawet 30) tys.km i 2 (czy nawet 3) letni pasek to faktycznie słaby wynik.
Ale trzeba teraz się zapytać, czy te 2 lata temu wymieniany był sam pasek czy takze napinacz i rolka prowadząca (nie wiem jaki masz silnik, ale możliwe, że w Twoim silniku była tylko 1 rolka prowadząca – z resztą, nie ma to znaczenia).
Bo jeśli wymieniany był tylko sam pasek, to możliwe, ze stara rolka się zatarła i to ona spowodowała zerwanie paska…
szkoda.
ps. odbierz maila
Z tym paskiem to masz rację bo wiele osób (także handlarzy) sprzedając auto piszą – nowy pasek itd..itp..i faktycznie wymieniają tylko pasek i to w większości w miarę tani zamiennik. Nie wiem jak w Hondzie ale Opel w swoich eco-tecach przy wymianie paska obligatoryjnie wymienia i pompę wodną.
Dlatego wskazana jest przy silnikach “kolizyjnych” dbałość o ten element.
Wraca się pomału do łańcucha :)
Dobry poczciwy łańcuch – troszkę głośniejszy niż pasek, ale nie wymagający regularnej wymiany. A co za tym idzie – silniki z łańcuchami nie dają zarobić ASO na regularnych (i drogich) wymianach paska (mowa o młodych autach, bo wiadomo, że te stare już raczej do ASO nie jeżdzą). I podobno było to jednym z ważnych kryteriów branych pod uwagę podczas decydowania czy w przyszłości rozrząd będzie napędzany paskiem czy łańcuchem.
A to, że dla producenta założenie do nowego silnika paska było i jest tańsze niż założenie łańcucha, też pewnie miało i ma znaczenie :D
Ahh …. jak mnie drażni to “pieniactwo” – “ja mam diesla i jest najlepszy, ja mam benzynę i jest super najlepsza, a ja ma LPG i jest po prostu cudny !!! ” co za zgroza wśród użytkowników samochodów. Jak wszędzie we wszechświecie każdy wybiera sam wg swoich własnych wzorców. Koś lubi beznynkę, a ktoś inny diesla, ktoś zaś LPG to kwestia gustów. Jeżeli chodzi o użytkowanie auta to i owszem są pewne wytyczne co do typu, planu przyszłej eksploatacji ale przecież nie zakażemy nikomu kupić diesla nawet jeśli chce tylko 10 kkm rocznie robić, albo komuś zabronić benzynki choć robi rocznie 40 – 50 kkm. Owszem mija się to z ekonomią i zdrowym rozsądkiem ale tak czasem jest!!!.
Ktoś lubi cichą benzynkę ( tak tylko po co te całe cudne warczące wydechy u niektórych delikwentów) a ktoś inny lubi klekocika – “wsio rawno” kwestia GUSTU.
PS. Takie fajne forum ale tak złośliwie muszę na koniec – ja mam diesla nowej generacji i jest suuupeer (dlaczego ?? – ano dlatego że jest super koniec basta !!!) :P .
No Tylik z tymi lancuchami to nie do konca jest prawda ze sa bezobslugowe. Zapytaj wlascicieli VW i Skody z silnikiem 1.2 lub Opli z silnikiem bodajze 1.0. Tam zdarza sie ze po 30 tys km lancuch sie tak tlucze ze ma sie wrazenie ze pod maska diesel pracuje.
Kiedys to byly lancuchy ale musialy one przenosic mniejsze moce i momenty obrotowe i dlatego tak dlugo wytrzymywaly. A dzisiaj ………powspominac jeszcze mozna o niezniszczalnych mercedesach W124 czy 123 lub VW Golfach II.
Za 20 lat zaden z dzisiejszych mercedesow nie dozyje czasow w takich ilosciach jak ich odpowiedniki z przed 15 – 20 lat.
Dzisiaj nie produkuje sie trwalych aut.
sławek11 – no…nie produkuje się już trwałych aut…bo jest to ekonomicznie nieuzasadnione.
Dziś nie produkuje sie już normalnych maszynek do golenia – tylko jakieś jednorazówki ( a kto by się dziś umiał ogolić brzytwą? ) jak i większość innych produktów typu ubrania elektronika itd itp.. które używane są do właściwie pierwszej awarii a naprawy coraz bardziej nieopłacalne zmuszają do zakupu nowego. W pogoni za kompatybilnością i ogólną globalizacją coś Nam umyka :( coś tracimy :(
dlatego może z taką nutką sentymentu i radości odnajdujemy przyjemność w odwiedzaniu muzeum czy chwile wytchnienia spędzone wśród zwierząt w ZOO :)
sławektrj – tak.. o gustach ciężko dyskutować
bo równie dobrze dzisiejsze nowe supeeeer diesle mogą się komuś kojarzyć z długopisami jednorazowymi – dopóki pisze to pisze…
Pióro natomiast wymaga obsługi ale jest ….?
Andrebar masz swieta racje co do ekonomicznego aspektu w dzisiejszej podukcji samochodow.
Chcialem zwrocic uwage tylko ze i lancuchy rozrzadu to nie te same bezobslugowe lancuchy ktore wytrzymywaly caly zywot jednostki napedowej.
Szanowni koledzy bo właśnie to wszystko (dosłownie) wszystko co dzisiaj się produkuje to tylko po to żeby zarobić. Zasada jest taka że produkt musi wytrzymać pewien określony czas, a później destrukcja. No bo jak by inaczej zarabiali ci biedni producenci ???
Czasy aut które pokonywały po 500 000 kkm bez awarii już dawno minęły i chyba już nie wrócą – to nie idzie w parze z ekonomią.
Mi również nie podobają się te maksymalnie wyżyłowane nowe diesle czy prawie do granic możliwości przekombinowane benzyniaki. Ale niestety na to już za wiele nie poradzimy – tak cena postępu. Smutne ale prawdziwe.
slawektrj – no i pewnie dlatego, że prawdziwe to – smutne:( Bo w dzisiejszej dobie sukcesu i hurrraa optymistycznych statystyk, które tak się maja do rzeczywistości jak “bogaci” polscy emeryci do ich “biednych” rówieśmików z “zachodu” To tak jak porównać trwałość “wyżyłowanego” 1.3 Multi-Jet(diesla), który swoje osiągi i “życie” musi czerpać z takiej właśnie pojemności z np; statecznym starym 2.0 D mercedesa?….ten pierwszy MUSI wcześniej umrzeć!!!
Więc czemu piszesz…”na to już za wiele nie poradzimy…”??
To od WAS – NAS zależy co chcemy kupować i czym jeżdzić!!!
Ja ŻĄDAM od producenta w XXI wieku by w końcu połączył wszystko co najlepsze, sprawdzone i najmniej awaryjne-w jedną całość!!!…a WY ??
pozdr
@slawektrj – masz rację. Ja podchodzę do tego tak samo jak do wyboru właściwego auta. We wpisie “Wybierz swój złoty środek” napisałem przecież:
“I w żadnym przypadku nie krytykuję i nie będę krytykował ludzi, którzy chcąc jeździć po mieście kupią sobie Vana czy terenówkę/bulwarówkę. Podobają Ci się Vany czy terenówki? Chcesz się pokazać w takim aucie przed sąsiadami i rodziną? Stać Cię na zakup i utrzymanie? W porządku, kup sobie takie auto. Pamiętaj tylko, że Twój wybór może być po prostu nie do końca właściwy i będzie tylko generował niepotrzebne koszty.”
I teraz słowo “Van” czy “terenówka” można zamienić na “diesel”. Jesli ktoś chce, to niech oczywiście kupi sobie turbodiesla, musi tylko pamietac, że jesli nie będzie spełniał kilku założeń, to na tym swoim np. TDIku wcale nie będzie oszczędzał, bo koszt paliwa to przeciez nie wszystko.
@slawek11 – chodziło mi o stare łańcuchy w spoczciwych silnikach :D
A dzisiaj nie opłaca się po prostu produkować trwałych aut, bo przecież producent chce dac zarobić producentom części zamiennych no i sobie, bo za 8 czy 10 lat trzeba będzie już koniecznie kupić nowe auto.
ps. Nie wiem czy wiecie, ale obecnie przyjmuje się 10 lat jako długość życia nowego auta. Po 10 latach powinno się go złomowac i kupić nowe…
@Andrebar – przed chwilą właśnie napisalem, ze nie opłaca się budowac trwałych aut…
A pióro wieczne jest… wieczne :D
@slawek11 – i odnośnie tych łańcuchów, to po prostu producent pomyślał, że czemu by nie zaoszczędzic trochę podczas produkcji auta i dać łańcuch gorszej jakości? Dzięki temu on ma oszczędności a producent łańcuchów będzie miał w przyszłości klienta. I się biznes kręci :D
@slawektrj – taka jest właśnie cena postępu. Tym bardziej, jeśli będziemy pamiętać o dążeniu do ograniczania emisji spalin i o tym, co sie z tym wiąże – downsizingiem silników, które bedą wyposażane w turbosprężarki i kompresowy, aby osiągać jakąś tam moc. Wszystkie przyszłościowe konstrukcje będą wyzyłowane.
@Andrebar – wiesz, ja tez mogę żądać, aby połączono wszystko co najlepsze, sprawdzone i najmniej awaryjne w jedną całość, ale nikt takiego auta nie zrobi, bo… i koło się zamyka, bo wracamy do ekonomi, o której przed chwilą wspominałem.
Tylik – ja o tym JUŻ wiem od dawna :)
Ale zauważcie co się dzieje z molochami?
Idą w ręce “maluczkich” – przykład pierwszy lepszy z wczoraj- Firma Koenig produkująca ok 200 aut rocznie na zamówienie …kupuje Saab-a a wieloletnia marka Chryslera się sFiuciła z Fiat-em Tylko patrzeć jak handlarze z pewnych znanych regionów Pomrocznej zaczną przejmować ( ze względów oszczędnosciowych w USA ) produkcję promów kosmicznych ich sprzedaż dystrybucję i serwis…..co bredzę ….a Szkodya mein in Honduras ? co też dziś abstrakcja?? :)
Tylik bądż jak Gall Anonim – rejestruj wpisy :)
@Andrebar myślę, że Cię dobrze rozumiem i wierz mi, że ja również chciałbym aby producenci w XXI wieku zebrali wszystką wiedzę jaką do tej pory pojęli i zrobili ekonomiczne, trwałe, ciche, ładne, bezpieczne, bezawaryjne itp., itd. auto. Tylko po pierwsze powiedz gdzie tu ekonomia ?? Niestety jest nas już “masa” na tej bidnej Ziemi i każdy chce zarobić i mieć (zakichany konsumpcjonizm). Po drugie do tej afery jesteś Ty, ja i kilkunastu lub kilkudziesięciu z forumowiczów lub znajomych i co myślisz, że jak mamy te nasze postulaty producentom aut zgłaszać ?? nie będziemy kupować nowych aut ?? jeździć 20-to 30-to latkami do totalnej ich agonii bo są starej dobrej technologii ?? Szanuje twoje poglądy i popieram je w pewnym zakresie ale jako nieliczne, świadome jednostki chyba pozostajemy na lodzie.
Pozdrawiam serdecznie.
slawektrj – dzięki :) wiedziałem, że jest jeszcze sporo osób, które idąc z ogólnym postępem nie zapomniały o “dobrych duchach” z niedalekiej przeszłości:)
Zawsze to fajnie przynajmniej popisać sobie co kto myśli co sądzi co mu się “widzi” a co nie
a jak jeszcze jest z kim się TYM podzielić ( i niekoniecznie o tej samej opcji poglądowej) to napewno wychodzi Nam Wszystkim to na zdrowie :)
@Andrebar – chyba faktyczni ebede musiał zacząć rejestrowac wpisy, hehe
A odnosnie Koeninga to ciekawy jestem jak sie to małżeństwo rozwinie…
@slawektrj – my jako jednostki faktycznie nic nie osiągniemy
Skomentuj wpis