A mówiąc dokładniej: Szpachlowóz mojego dziadka. Uno 1.4 z 1997 roku, kupione dobrych kilkanaście miesięcy temu za obowiązującą wtedy cenę rynkową, bez żadnych „okazji”. I kupione oczywiście jako „bezwypadkowe”: (kliknij poniżej aby otworzyć stronę ze zdjęciami)

Jak powiedział dziadek, sprzedawca zachwalał auto i mówił, że nigdy nie miało wypadku.
No dobra, ale krzywo osadzona maska, która po stronie pasażera siedzi wyraźnie niżej od błotnika, słabo spasowana lampa czy słabe spasowanie błotnika z drzwiami pasażera mówią coś innego. Mówią coś typu: „bite Uno”. Kliknijcie na powyższe zdjęcie i zobaczcie z resztą sami.

A tani, magnetyczny miernik grubości lakieru AT500, którym sprawdzałem auto zdawał się do tego dodawać: „drugi lakier, szpachla, więcej szpachli”.

Powyższe filmiki świetnie pokazują skuteczność miernika. Drzwi pasażera testowałem 3 razy. Za pierwszym i trzecim razem skala miernika wysunęła się do 2.6 ale podczas drugiej próby wysunęła się tylko do 2.2 – 2.3. Świadczy to o drugiej warstwie lakieru, który został natryśnięty na to miejsce.

Ale drzwi to nic. Widzicie, że na całej długości błotnika miernik nie wysuwa się nawet o milimetr? Taaaaaak, nie ma to jak konkretna warstwa szpachli pokrywająca pogiętą blachę. Na górnej części błotnika, było tylko troszeczkę szpachli i dlatego miernik wysuwał się do wartości 1.9 – 2.0. Na masce miernik wysuwał się także do 1.9 – 2.0 i jest to dowód, że maska albo ma na sobie lekką warstwę szpachli i drugą warstwę lakieru, albo na to, że podczas naprawy była lakierowana dwa razy (może za pierwszym razem się nie udało?). Błotnik po stronie kierowcy, drzwi czy tylna klapa trzymały identyczne, fabryczne wartości – 2.6. Wy skali na mierniku jednak nie zobaczycie, bo filmiki były nagrywane moją poczciwą Nokią 6234, która – tak jak właściwie wszystkie komórki – daje niską ostrość obrazu.

Wzrokowa ocena spasowania elementów + kontrola miernikiem dała całkowitą pewność, że bezwypadkowe według sprzedawcy Uno miało przygodę przodem od strony pasażera.

Włączcie teraz jeszcze raz pierwszy filmik i przewińcie na 42 sekundę. Zauważyliście ten długi ślad jakby malowania pędzelkiem zamoczonym w niebieskiej farbie? To właśnie jest miejsce, w którym jakiś już czas temu pękła szpachla i odszczypywał się lakier – trzeba więc było to jakoś chociaż prowizorycznie zabezpieczyć. W taki sam sposób pękła szpachla w opisywanym 2 dni temu Fiacie Stilo.

Hmmm…
I można tu ponownie wrócić do kwestii „bezwypadkowości”. Czy to Uno jest bezwypadkowe? Najgorsze jest to, że w świetle polskiego prawa: tak, to Uno jest bezwypadkowe. Po obejrzeniu podłużnic i ogólnego spasowania błotnika, można odnieść wrażenie, że uderzenie nie było bardzo mocne i z całą pewnością nie było tu czołowego spotkania z TIRem. Widać jednocześnie, że osoba uzdatniająca auto, za bardzo do prostowania to się nie przyłożyła – czego efektem są wspominane wcześniej nierówne szczeliny czy osadzenie maski.

Generalnie można tu więc domniemywać, że kierowca uderzył np. w stojące auto i nie odniósł żadnych obrażeń. Idąc dalej, można przypuszczać, że kierowca jechał wtedy sam i nie było żadnego poszkodowanego pasażera. Takie domniemywanie jest przecież w Polsce bardzo popularne.

I zgodnie z tym co napisałem we wpisie Jak to jest z tymi bezwypadkowymi?, faktycznie można to auto określać jako „bezwypadkowe”.

Szkoda tylko, że podczas zachwalania „bezwypadkowości”, sprzedawca nie poinformował mojego dziadka o uszkodzeniach, szpachlowaniu i ponownym lakierowaniu. A taka naprawa powinna mieć odbicie w niższej cenie. Ale nie miała, bo dziadek, jak już wcześniej napisałem, zapłacił za Uno standardową cenę rynkową. No nic, „każdy Żyd swój towar chwali” i „widziały gały co brały” no nie?

Tak to właśnie było z bezwypadkowym… szpachlowozem dziadka.