Seat Ibiza. Przebieg 128 000 km. Sprowadzony. Serwisowany! Przy 120 tys. zrobiony duży przegląd!. Oto cytat z ogłoszenia pewnego małego Seata, który dawno temu dostał pierwszy, historyczny tytuł Rodzyna. Co ten opis oznacza? Czy to, że jakiś Francuz zapłacił sporo pieniędzy za duży, przypadający właśnie na 120 tysięcy km przegląd i po przejechaniu kilku tys.km sprzedał auto czy to, że sprzedawca trochę zapędził się w przesłodzonym opisie?

Na końcu wpisu Znajdź swój złoty środek wspominałem o czymś, co nazwałem zestaw reanimacyjny. Nadszedł czas, aby ten temat rozwinąć.

Nie chodzi mi o to, że sprzedawcy podają w ogłoszeniach informacje o regularnym serwisowaniu oferowanego auta. Nie chodzi mi także o to, że dodają do aut książki serwisowe, które mają te przeglądy potwierdzać. Chodzi mi o coś innego – czy warto w te zapewnienia wierzyć? Hmmm… moim zdaniem, w przypadku zakupu auta niewiadomego pochodzenia – czyli takiego, którego nie kupujemy od najbliższej rodziny czy najbliższych znajomych – nie (pomijam tu już fakt, że może oszukać nas nasz własny wujek). Sprzedawcy chcą po prostu jak najlepiej zareklamować posiadany towar i czasem zdarzy im się jakaś kosmetyczna nieścisłość. Na przykład taka, na którą sam trafiłem podczas rozmowy z Jackiem.

Są oczywiście przypadki sprzedaży dotychczas używanego auta z powodu wygranej na loterii (i chęci zakupu nowego) czy otrzymania nowego auta służbowego, ale generalnie trzeba się po prostu postawić w sytuacji typowego użytkownika – po co mam inwestować w auto, skoro chcę je za kilka miesięcy sprzedać? Jest przecież mała szansa, że odzyskam poświęcone pieniądze. Jest to naturalne zachowanie i nie ma się co temu dziwić.

I moim zdaniem, już w trakcie zakupu używanego auta warto mieć dodatkowe 500, 1000 czy często nawet trochę więcej zł na wymianę większości najważniejszych elementów eksploatacyjnych. Jak ja to nazywam – na wymianę zestawu reanimacyjnego.

1. Najważniejszym elementem zestawu jest napęd rozrządu. W większości silników napęd ten realizowany jest za pomocą paska, który jak wiadomo – należy regularnie wymieniać. Każdy silnik z paskiem rozrządu ma określoną przez producenta liczbę kilometrów oraz liczbę lat (sezonów zimowych), po których koniecznie powinno się ten pasek wymienić. Ale nie tylko pasek, bo powinno się wymieniać także rolki prowadzące, napinacz paska czy pompę wody, bo są to elementy z paskiem współpracujące. Co z tego, że ktoś założył np. rok temu nowy pasek, skoro wszystkie rolki pozostały stare? Jeśli któraś rolka się zatrze i przestanie się swobodnie obracać, to właśnie ona będzie powodem pęknięcia młodego paska, co jest równoznaczne z mniej lub bardziej poważnym uszkodzeniem silnika. Można się jeszcze spotkać z tzw. bezkolizyjnymi silnikami (jak np. stare, 8 zaworowe benzyniaki Opla), w których pęknięcie paska teoretycznie nie spowoduje bolesnego spotkania zaworów z rozpędzonymi tłokami, ale w takim przypadku nagle zostajemy w niesprawnym do jazdy aucie, które trzeba odholować do warsztatu itd.

Szczęśliwcami mogą czuć się osoby, które chcą kupić lub kupiły już auto z silnikiem, w którym układ rozrządu napędzany jest łańcuchem. Generalnie jest on o wiele trwalszy on pasków i producenci nie przewidują jego okresowej wymiany. Wymienić go należy np. w przypadku gdy zacznie nadmiernie hałasować (co świadczyłoby o jego rozciągnięciu).

A jeśli książka serwisowa mówi, że auto przejechało od wymiany paska 50 tys. km a producent zaleca jego wymianę co 60 tys. km? (pomijam w tej chwili zjawiska cofania liczników i podrabiania książek serwisowych (punkt nr 9 tego wpisu)). W takim przypadku trzeba zwrócić uwagę na czas, jaki upłynął od wymiany. Generalnie przyjmuje się, że pięć sezonów zimowych to jak na europejskie warunki taki przeciętny, zalecany czas życia paska, ale producenci mówią często o dłuższym lub krótszym zalecanym okresie użytkowania.

Trzeba też pamiętać, że 50 tys. km przejechane na autostradzie to dla paska i osprzętu coś innego niż 50 tys. km przejechane w zakorkowanym mieście (ciągłe przyspieszanie i hamowanie, długotrwała praca na biegu jałowym itd.). Jeśli więc auto przejechało te 50 tys. km w ciągu 4 czy 5 lat, to bezpieczniej będzie zlecić już wymianę kompletnego napędu rozrządu. Wymienić się też wtedy powinno pasek wieloklinowy napędzający np. alternator czy pompę wspomagania kierownicy (jakie elementy napędza pasek wieloklinowy zależy od konstrukcji silnika i nie będę się teraz w to zagłębiał). Jeśli stary pasek napędzający alternator zerwie się gdzieś na trasie, to gwarantowany jest szybki postój spowodowany brakiem ładowania akumulatora.

Dlatego jedną z pierwszych rzeczy, które powinno się zrobić po zakupie „niepewnego” auta to wymiana kompletnego napędu rozrządu (silniki z paskiem) i paska napędzającego osprzęt (dotyczy także silników z łańcuchem). Dzięki temu będziemy mieć spokój na kolejnych kilkadziesiąt tysięcy km i znacząco obniżymy ryzyko uszkodzenia silnika z powodu zerwania paska rozrządu.

2. Olej silnikowy wraz z filtrem to drudzy w kolejce kandydaci do wymiany. W zależności od silnika, olej należy wymieniać najczęściej co 10, 15 lub co 20 tys. km oraz co rok lub co dwa lata. Są oczywiście inne terminy, ale to są najpopularniejsze wartości (pomijam teraz np. volkswagenowski program WIV). Przed zakupem należy oczywiście sprawdzić jego stan na bagnecie pomiarowym (czy nie jest powyżej ani poniżej zalecanej wartości), ale trzeba pamiętać, że nie da to dokładnej informacji kiedy ostatnio wymieniano olej. Generalna zasada mówi, że im jest on ciemniejszy tym starszy, ale trzeba pamiętać, że w silnikach Diesla olej najczęściej ma ciemną barwę już po bardzo krótkim czasie od wymiany, a w silnikach pracujących na LPG może on wyglądać jak nowy nawet po dłuższym czasie.

Wymiana oleju wraz z filtrem to najczęściej wydatek ok. 100 – 150 zł, ale będziemy mieli pewność, że silnik będzie należycie chroniony… o ile wlejemy odpowiedni produkt. Oleje silnikowe to temat rzeka i w jednym z najbliższych wpisów nieco go rozwinę (poruszę kwestię czy wlać syntetyk czy minerał itd.)

3. Świece zapłonowe i przewody wysokiego napięcia to kolejny mocny punkt na liście zestawu reanimacyjnego dla silnika benzynowego (Diesle tych elementów nie posiadają). To właśnie świece odpowiadają za wytworzenie potrzebnej do spalania mieszanki iskry a przewody są potrzebne aby do świec dostarczyć napięcie. I jeśli świece i przewody WN będą już przepracowane, układ zapłonowy nie będzie w stanie pracować prawidłowo. Może wtedy wzrosnąć zużycie paliwa, może uszkodzić się katalizator, w skrajnym przypadku może uszkodzić się także silnik (gdy izolator lub elektroda będą tak zmęczone pracą, że po prostu odłamią się od świecy).

Można przypuszczać, że jeśli silnik pracuje prawidłowo i ochoczo wchodzi na wyższe obroty to świece są jeszcze dobre i nie trzeba ich wymieniać, ale z drugiej strony – przecież to nie jest tak, że świeca traci swoje parametry kolejnego dnia po przekroczeniu zalecanego przez producenta przebiegu i nagle auto staje się mułowate. Często jest tak, że po przekroczeniu zalecanego przebiegu układ zapłonowy pracuje nadal, nie wytwarza jednak tak mocnej iskry jak wcześniej i w dłuższej perspektywie może mieć to negatywny wpływ na kondycję jednostki napędowej.

Po zakupie „niepewnego” auta warto zapłacić kilkadziesiąt (choć coraz częściej ponad 100) zł i sprawić silnikowi prezent w postaci nowych, oczywiście prawidłowo dobranych świec zapłonowych oraz przewodów wysokiego napięcia. Chyba, że silnik nie ma indywidualnych przewodów dla każdej świecy, ale indywidualne dla każdej świecy cewki zapłonowe. W takim przypadku nie wymienia się profilaktycznie cewek.

4. Filtry powietrza i paliwa to kolejne ważne elementy. Filtr powietrza jest praktycznie zawsze łatwo dostępny i wystarczy otworzyć obudowę, aby zobaczyć w jakim jest on stanie. Jeśli materiał filtracyjny będzie wyraźnie zakurzony to nie pozostanie nic innego jak wymiana, ale jeśli będzie czysty to nie ma potrzeby natychmiastowej wymiany. Z filtrem paliwa nie jest już tak łatwo, bo praktycznie zawsze zamknięty jest on w szczelnej puszcze i nie ma możliwości dokładnego sprawdzenia w jakim jest on stanie. Zestaw reanimacyjny przewiduje po prostu jego wymianę i już.

Część aut ma także filtr przeciw pyłkowy i najczęściej jest on łatwo dostępny (podszybie). Można go wyjąć, obejrzeć i sprawdzić w jakim jest stanie, choć dla własnego komfortu jazdy można od razu wymienić go na nowy.

5. Płyn hamulcowy i chłodniczy są elementami najczęściej zupełnie zapominanymi w trakcie używania starszego auta. A ogólne zalecenia mówią przecież, że co dwa, najpóźniej co trzy lata powinno się te płyny wymieniać, bo tracą one swoje właściwości ochronne i antykorozyjne. Mówiąc w skrócie – może się okazać, że przegrzejemy silnik z powodu chłodzenia go starym płynem chłodzącym oraz, że po kilku mocniejszych hamowaniach “zagotujemy” stary płyn hamulcowy. Trzeba także pamiętać np. o tym, że płyn hamulcowy na właściwości higroskopijne i chłonie wodę z otoczenia. Ma to wpływ na wspominane przed chwilą ryzyko zagotowania rozwodnionego płynu, ale naraża także przewody hamulcowe na wewnętrzną korozję, która po wielu latach może spowodować “dziurę na wylot” i nagły wyciek płynu z układu. O pojawiającej się wtedy sposobności do zatrzymania na drzewie czy w bagażniku poprzedzającego auta mówić chyba nie muszę!

Wymiana obydwu płynów nie jest szczególnie kosztowna a dzięki niej będziemy mieli świadomość, że układ hamulcowy i chłodzący pracują na świeżych płynach, które odpowiednio je chronią (oczywiście przy założeniu prawidłowego ich doboru).

6. Jeśli auto ma automatyczną skrzynię biegów, to należy koniecznie wymienić w niej olej wraz z filtrem. Świeży i czysty olej to podstawowy czynnik długiej i bezproblemowej eksploatacji automatu. Później należy wymieniać olej wraz filtrem tak często jak nakazuje to robić producent (najczęściej co drugą wymianię oleju silnikowego).

7. W przypadku auta z manualną skrzynią czy z tylnym napędem warto pomyśleć o wymianie oleju w skrzyni i w tylnym moście. Co prawda, producenci najczęściej nic nie mówią o wymianie oleju w tych elementach, ale raczej można tłumaczyć to faktem, że nie przewidują oni, że po 15 latach eksploatacji auto zostanie sprowadzone do Polski i rozpocznie tam swoje drugie – często gorsze – życie.

Nie ma tu takiego „przymusu” wymiany jak w przypadku automatycznej skrzyni czy tym bardziej paska rozrządu, ale nowy, odpowiednio dobrany olej może tylko pomóc i wydłużyć życie często już dość zmęczonej skrzyni biegów czy tylnego mostu.

8. Jeśli auto ma klimatyzację, to powinno się pomyśleć o sprawdzeniu czynnika chłodzącego i osuszacza. Często okazuje się, że płynu jest za mało lub, że nadaje się on do wymiany.

9. Warto pomyśleć o stanie akumulatora i o napięciu ładowania. Jeśli na górze akumulatora są korki (lub zbiorcza szyna z korkami) zamykające cele to można je odkręcić (zdjąć) i sprawdzić czy poziom elektrolitu jest prawidłowy – powinien on sięgać ok. 15mm powyżej płyt. Sprawdzamy także napięcie ładowania (przy pracującym na wolnych obrotach silniku powinno wynosić od 13.8 do 14.4V) oraz stan klem (warto je przesmarować np. wazeliną techniczą).

10. Kolejną rzeczą, o której można pomyśleć jest dodatkowe zabezpieczenie antykorozyjne oraz sprawdzenie w jakim stanie są klocki i tarcze hamulcowe (i/lub bębny hamulcowe).

11. Równie ważne jest sprawdzenie czy auto ma sprawny trójkąt ostrzegawczy i gaśnicę. Warto mieć też lewarek i klucz do kół.

12. Na koniec można pomyśleć o takich drobnostkach jak wycieraczki, wentyle w kołach, żarówki świateł mijania i drogowych, zapasowych bezpiecznikach. Wszystko zależy tu od inwencji nowego właściciela i tego czy nie chce być np. zaskoczony starymi, twardymi piórami wycieraczek, tajemniczo uciekającym powietrzem z kół (choć nie zawsze jest to wina wentyli) czy słabą widocznością w nocy (stare żarówki, nawet jeśli nadal świecą, mają mniejszą skuteczność świetlną niż nowe).

Tu nie ma żadnego przymusu a jedynie chęć wymiany – lub jej brak.

 

13. A jako trzynasty (często uważany jako pechowy) punkt można uznać regularne kontrole auta tydzień, miesiąc i np. 2 miesiące po zakupie. Kto wie, jeśli auto było tylko prowizorycznie przygotowane do sprzedaży i podczas oględzin czegoś nie zauważyliśmy, to może własnie po tych kilku tygodniach zaczną wychodzić nowe usterki. Czy auto nie zaczyna jakoś dziwnie ściągać? Czy po tygodniu nie ubyło przypadkiem z 0.2 czy 0.3 litra oleju silnikowego? Czy podczas deszczu nie pojawiła się gdzieś w kabinie czy bagażniku woda? itd.

To by były najważniejsze punkty zestawu reanimacyjnego. Jeśli przyjdzie wam do głowy coś, o czym ja nie napisałem, to dajcie znać.