Co prawda, chciałem dzisiaj wrzucić nowe pytanie na Quiz, ale to zawsze może poczekać. Postanowiłem, że dzisiejszy wpis będzie szerszą odpowiedzią na pytanie, które w komentarzach do poprzedniego wpisu zadał Szedrik.

Pytanie było proste, ale konkretne: Jaki samochód za góra 20 tysięcy zł bym mu polecił? Szedrik wspominał o Dieslu, o niskim spalaniu, możliwości stosowania tańszych zamienników zużytych części i o możliwie taniej eksploatacji. Ech, widzisz… żeby to było takie proste…

Jeśli człowiek by miał dużo pieniędzy, to kupiłby sobie takie auto jakie mu się podoba i nie przejmowałby się wieloma czynnikami. Ale osoba, która na zakup wymarzonego auta chce przeznaczyć całe swoje oszczędności powinna się konkretnie zastanowić jeszcze przed przeglądaniem pierwszych ogłoszeń. Nad czym się zastanawiać? Otóż nad całym mnóstwem rzeczy, z których najważniejsze to:

- czy autem będę jeździł najczęściej sam czy z pasażerami? Jeśli z pasażerami to najczęściej z iloma?
- czy będę jeździł najczęściej w dużym, zakorkowanym mieście czy najczęściej na trasie?
- czy będę jeździł najczęściej z jakimś bagażem czy z praktycznie zawsze pustym bagażnikiem?
- jakie dzienne przebiegi zamierzam robić? Czy będą to trasy dom – praca w terenie zabudowanym o długości np. 5 km i po pracy z powrotem do domu czy może codzienne trasy będą dłuższe?
- w związku z powyższym – jakie roczne przebiegi planuję?
- czy mam zniżki na obowiązkowe ubezpieczenie OC? Jeśli tak, to ile procent?
- jakiego typu kierowcą jestem? Czy lubię sobie „pocisnąć” na prostej i nieco szybciej niż inni wchodzić w zakręty czy może ponad dynamikę stawiam komfort podróży?
- jakim autem jeździłem do tej pory?
- jakie są moje rezerwy finansowe? Czy będzie mnie stać na zapłacenie np. 1000 zł za naprawę niespodziewanej awarii, którą przecież w używanym aucie zawsze należy brać pod uwagę?
- w jakim stopniu chcę i potrafię zaakceptować ryzyko?

Chodzi tu po prostu o to, aby jeszcze przed myśleniem o konkretnym modelu auta wiedzieć, czego tak naprawdę się szuka. Bo moim zdaniem nie ma nic gorszego od kręcenia się po komisie, giełdzie czy nawet po otomoto.pl i rozmyślaniu: Hmmm…a może Astra? A może Primera? Ooo! Tu jest ciekawe ogłoszenie Corsy więc może Corsa?

Odpowiedzi na kilka prostych pytań pozwolą wykreować grupę aut, w której będziemy przebierać. I tak:

1. Jeśli ktoś planuje roczne przebiegi rzędu np. 10 tys. km, robione w samotności lub z 1 pasażerem i w ponad 90% w zatłoczonym mieście to moim zdaniem powinien szukać auta segmentu A (przedstawiciele to np. Matiz, Twingo czy Seicento) lub – i ku tej grupie bardziej bym się jednak skłaniał – auta segmentu B (Ibiza, Polo czy Corsa) z małym silnikiem benzynowym. Małe auto będzie młodsze, będzie miało mniejszy przebieg, łatwiej będzie nim manewrować i zaparkować w mieście, spali mało benzyny a dzięki silnikowi o pojemności 1, 1.2 czy w porywach 1.4 litra będzie miało niską stawkę na OC. Znam ludzi, którzy mając wymagania właśnie z punktu pierwszego kupują sobie np. Passata czy Omegę kombi, bo takie auto im się podoba. W porządku, nie mam nic przeciwko. Tyle, że takie duże kombi więcej spali, będzie miało wyższą składkę OC, ciężko będzie nim zaparkować itd.

2. Jeśli ktoś planuje jeździć powiedzmy ok. 20 tys. km rocznie i to w tylko w 50, 60 czy w 70% procentach w mieście to już powinien myśleć o aucie klasy C czyli kompaktowej lub średniej niższej jak kto woli (nieśmiertelny Golf, Astra czy Focus). Jeśli w bagażniku będzie się wozić tylko powietrze, to można darować sobie wersję kombi i skupić się na najbardziej praktycznym hatchbacku. OC czy łatwość parkowania będą nieco bardziej uciążliwe niż w przypadku aut klasy A i B, ale w kompaktach jest wyraźnie więcej przestrzeni, szczególnie na tylnej kanapie. I pasażerowie tylnej kanapy z pewnością będą nam wdzięczni za klasę compact.

3. Przy zakładaniu 30 czy 40 tysięcy km rocznie, których około połowa ma być przejechana na trasie, powinno się już myśleć o aucie segmentu D. Modele klasy średniej (takie jak np. Passat, Vectra czy Mondeo) i średniej wyższej (A4, BMW serii 3 czy Klasa C Mercedesa) to dobrzy kandydaci na długie trasy. Fakt, w mieście manewrowanie takim autem nie będzie najłatwiejsze, ale jazda na trasie w komfortowych warunkach zrekompensuje miastowe niedogodności.

4. Jeśli ktoś planuje przejeżdżać ponad 40 tysięcy km rocznie to może rozglądać się za autem klasy E czyli wyższej (A6, BWM serii 5 czy Klasa E Mercedesa) czy nawet klasy S czyli luksusowej (A8, seria 7 czy Klasa S). Trzeba jednak pamiętać, że koszty bieżącego utrzymania jak i utrata wartości takich aut wyrażają się w wysokich kwotach i nie ma co tu raczej liczyć na tanią eksploatację. Manewrowanie i parkowanie w mieście nie będzie najłatwiejsze, ale przecież nie do jazdy w mieście te auta zostały stworzone.

5. Tutaj mogę wrzucić wszystkie pozostałe auta – terenówki i bulwarówki (auta wyglądające na terenowe, ale nadające się tylko do jazdy po asfalcie lub w porywach po piachu), sportowe coupe, kabriolety czy Vany majace rożne konfiguracje foteli (najczęściej 5 lub 7 jak Sharan czy w porywach 9 jak w VW Caravelle) to auta mające już swoje indywidualne grupy odbiorców, którzy najczęściej wiedzą czego szukają.

Po co kupować terenówkę, skoro będzie się nią jeździć wyłącznie w Warszawie? Przychodzi mi do głowy wyłącznie chęć szeroko pojętego lansu i dosłowna chęć patrzenia na innych z góry. Po co kupować coupe, skoro najczęściej będzie się jeździło z trójką pasażerów? Przecież już wkrótce będą oni przeklinać każdą konieczność wsiadania i wysiadania z tylnej kanapy. Po co kupować dużego Vana, skoro będzie się jeździło najczęściej samemu lub z 1 pasażerem?

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie da się zawsze racjonalnie i wręcz matematycznie podchodzić do zakupu auta. Wiem też, że te limity kilometrów, które podałem w poszczególnych punktach należy traktować orientacyjnie, bo może się przecież zdarzyć, że ktoś będzie chciał jeździć tylko po zatłoczonym mieście, ale będzie planował roczne przebiegi na poziomie aż 40 czy 50 tysięcy km. I w żadnym przypadku nie krytykuję i nie będę krytykował ludzi, którzy chcąc jeździć po mieście kupią sobie Vana czy terenówkę/bulwarówkę. Podobają Ci się Vany czy terenówki? Chcesz się pokazać w takim aucie przed sąsiadami i rodziną? Stać Cię na zakup i utrzymanie? W porządku, kup sobie takie auto. Pamiętaj tylko, że Twój wybór może być po prostu nie do końca właściwy i będzie tylko generował niepotrzebne koszty.

Jeszcze coś – trzeba pamiętać, że nie powinno się kupować używanego auta za wszystkie posiadane przez siebie pieniądze. Jeśli po rozbiciu świnki skarbonki, ktoś będzie miał w garści w sumie wspominane już 20 tysięcy zł i jeśli będzie to całkowita kwota, którą może on przeznaczyć na auto, to złota zasada mówi, że powinien on szukać auta w cenie góra 16 tys. zł a pozostałe 20% z posiadanej pierwotnie kwoty powinno się zostawić na koszty przerejestrowania, ubezpieczenia, pierwszego tankowania i co bardzo ważne – na inwestycję w zestaw reanimacyjny.

Co to jest zestaw reanimacyjny? To już temat na kolejny wpis, który dostępny jest TUTAJ.

Należy też wspomnieć coś o silnikach Diesla i o LPG, ale to już także są tematy na kolejne wpisy. Bądźcie więc cierpliwi, bo wątek dopiero się rozkręca.

(edycja: ropniaki zostały opisane we wpisie Kilka słów o: Silnik Diesla, a silniki benzynowe z gazem w Kilka słów o: Benzyniak z LPG.)

 

Napisz więc Szedrik w komentarzu jak to będzie u Ciebie – jakie roczne przebiegi planujesz, czy będziesz jeździł sam, w mieście czy na trasie, czy masz zniżki na OC itd. Wtedy będziemy dalej rozmawiać.